Blog > Komentarze do wpisu
Narodziny wielkiego chana
 
 
 
 Wilk ze stepów. Dżyngis chan - C.Iggulden
 
Wyd. Bellona , tł.R.Botev, str. 366, Warszawa 2008
 
"Największą radością człowieka jest podbój jego wrogów i ich ucieczka przed nim. Jazda na koniach i zabór ich majątku , widok twarzy tych, których kochali, spowitych we łzach, i objęcia ich córek i żon.”
Książka Igguldena poświęcona dzieciństwu , a przede wszystkim młodości Temudżyna , późniejszego zdobywcy i władcy świata. Cytat , który przytoczyłam , może wprawić w przerażenie – radość z podboju i siania strachu, gwałtów i grabieży. Wypowiedział je Czyngis chan. Jak do tego doszło?

Gdy rodzi się Temudżyn , jego ojciec Jesugej walczy z oddziałem Tatarów .Wycina ich w pień. To odwieczni wrogowie. Myśli o mającym narodzić się dziecku, pragnie syna. Jeden , Bekter, to za mało dla koczownika na surowym stepie , bo „..śmierć zawsze była blisko dzieci. Chan potrzebował tak wielu potomków, ilu tylko mogły pomieścić namioty.” Chłopiec rodzi się z grudką krwi w piąstce , co matka przyjmuje za znak nieszczęścia, a ojciec – przyszłych zwycięstw wielkiego wojownika. Z każdym rokiem rodzina się powiększa. Chan doczekał się 4 synów , których wychowuje surowo, by byli dobrymi wojownikami , by przetrwali. Nigdy nie usłyszeli z jego ust słowa pochwały, choć tak bardzo wszystko co do nich należało starali się wykonywać perfekcyjnie .Jesugej był zdania , iż każde okazane uczucie- duma, czułość, miłość- osłabi synów. Gdy najstarsi mieli po 12-14 lat była już bardzo widoczna rywalizacja miedzy pierworodnym, prawdopodobnym następcą, a Temudżynem , który doskonale wyobrażał sobie siebie jako chana Wilków. Plemienia , którego inni się bali.
Byli okrutni, bezwzględni nie tylko wobec Tatarów, ale również innych plemion mongolskich. To była kwestia przeżycia na stepie , bezpieczeństwa, terenów polowań. Chan był odpowiedzialny za ich spokój i dostatek, za łupy, ale w zamian żądał posłuszeństwa i gotowości do walki. Sam stawał na czele wojowników , inaczej by go nie poważano. Synowie Jesugeja często wprawiali się w gonitwach na stepie , marząc o tej prawdziwej na spotkaniu z innymi plemionami. Pewnego razu wybrali się jak zwykle w step , gdy najmłodszy z nich przekonał braci, iż w górach widział orle gniazdo. Zaczęli o nim marzyć i o sławie, jaka by przypadła temu, kto orle pisklę przyniesie. Miał to być prezent dla ojca na polowania. W czasie wspinaczki młody Temudżyn miał wrażenie ,ze świat należy do niego. To on zdobył oba pisklęta orła , nie Bekter. Sprawiło mu niebywałą satysfakcję. Ojciec był z nich dumny mimo kamiennej twarzy, ale nie oddał jednego pisklęcia Temudżynowi , na co ten w skrytości ducha liczył. Otrzymał je najwierniejszy wojownik Jesugeja- Ełuk. Syn nie mógł tego zrozumieć, poczuł się odrzucony. Jego wyczyn był jednak poświadczeniem męskości. W związku z tym ojciec oświadczył, iż wybierają się do plemienia Ołkunutów ,z którego wywodziła się matka Temudżyna. Tam miano mu znaleźć żonę, ponadto z plemieniem miał żyć rok, przyswajając sobie ich umiejętności. Młody wojownik uznał to za karę , ale nie mógł protestować. Mysłal tylko o tym, że Bekter w ciągu tego czasu zyska zwolenników. U Ołkunutów przyjęto ich spokojnie , choć zadawnionych ran nie można było ukryć .Jesugej złamał prawo, bo porwał Hoelun z plemienia, okaleczył jej brata. Liczyli się z nim , ale nie wybaczyli. Dali temu wyraz w wyborze narzeczonej i rodziny z jakiej się wywodziła. Nie było chyba lichszej jurty ani niżej postawionego wojownika, zaś z Borte się wyśmiewano. Ten wybór był policzkiem , który należało znieść. Początek pobytu w obcym plemieniu to pasmo upokorzeń , ale też ciężkiej fizycznej pracy , jakiej jeszcze syn Jesugeja nie zaznał. Nie wiedział , jak wytrwa rok. Jednak bytność Temudżyna w rodzinie Borte była krótka. Wojownik Wilków przybył po chańskiego syna , bo jego ojciec był w agonii. Dopadli go Tatarzy .Zabił ich , ale nie umknął przed zatruta strzałą. Temudżyn nie potrafi wyobrazić obie świata bez ojca, był od zawsze, był jak skała. No i ich rodu bez przewodzenia Wilkom Uważał, że jest gotowy do tego , Bekter sądził podobnie. Po władzę chana sięgnął jednak najwierniejszy druh ojca- Ełuk. Nie czuł się na tyle pewnie , by kazać zabić potomstwo poprzednika, ale zabrano im wszystko – jurtę, jedzenie, broń, ubranie. „Umrzecie czy przeżyjecie , nie należycie już do Wilków. To koniec.” Tymi słowami pożegnał ich samozwańczy chan. Przed nimi była zima .Nikt nie przypuszczał ,że rodzina Jesugeja przetrwa . Nie doceniono jednak młodych synów chana ,a przede wszystkim ich matki, Hoelun. Okazała silną wolę , heroizm i odwagę na jaką nie wszystkich wojowników byłoby stać. Podtrzymywała synów na duchu, gdy trzeba było beształa ostro , wymagała wysiłku i współpracy. Z ogromnym trudem zbudowali jaki taki szałas, zaczęli chodzić na ryby, a potem na polowania. Często wracali z pustymi rękami, czasem któryś złowił ryby. Po zrobieniu łuku , udawało się upolować ptactwo. Częściej jednak głodowali .A w Temudżynie rosła nienawiść – do Ełuka za zdradę , do współplemieńców za zgodę na ten pośredni wyrok śmierci .Pragnął przeżyć , by wziąć odwet, życie zdrajców. Umacniał się w tym postanowieniu niemal codziennie. Ale wcześniej odkrył zdradę we własnej chacie. Bekter nie oddawał upolowanej zwierzyny i ptactwa , zostawiał sobie. Wściekłość opanowała Temudżyna. Nie mógł ufać nikomu! Bekter skazywał ich wszystkich na śmierć, by sam był syty. Gdy stawką było przeżycie plemienia lub rodziny, a jego członek zatrzymywał żywność , kara była jedna – śmierć .I –jak powiedział matce- podjął decyzję chana. Powoli ich życie się normowało. Najgorsze było za nimi. Przeżyli. Nie przynależeli jednak do żadnego plemienia. Mogli polegać tylko na sobie. Po kilku latach plemię Wilków wróciło w dawne strony. Ełuk chciał być pewien , co się z nimi stało, a krążyły różne pogłoski. Wysłał wojowników .Na taką ewentualność Temudżyn i jego bracia byli przygotowani .Bronili się przed atakiem bardzo umiejętnie , jednak rana młodszego brata zmieniła wszystko .Temudżyn został ujęty. Gdy podróżowali w stronę siedzib Wilków, myślał o ludziach , którzy z różnych przyczyn nigdzie nie przynależeli. Właściwie pogardzał nimi .Nigdy też nie myślał o sobie i swych bliskich w ten sposób. Nie przejmował się, gdy ludzi stepu –wyrzutków- wojownicy plemion mordowali .Pomoc Horguza , handel z wyrzutkami , skłonił go do innego spojrzenia na nich. Nie miał już plemienia, nie był Wilkiem. Musiał stworzyć sobie nowe .A skąd je weźmie ?Z owych pogardzanych wyrzutków. Po ucieczce od Ełuka , dzięki wojownikowi wiernemu jego ojcu, powie bratu „Są wielkim plemieniem .(…)Dam im znowu rodzinę. Zgromadzę ich i uczynię silnymi, a potem poślę ich przeciw tym , którzy zabili naszego ojca. Wypiszę imię Jesugeja krwią Tatarów , a kiedy będziemy silni , wrócę z północy i rozbiję Wilków na śniegu”.
Powoli realizuje swój plan. Gromadzi ludzi, którzy stworzą nowy lud Temudżyna, a on będzie chanem. Są jednak rachunki do wyrównania. Zemsta , której pragnie dopełnić. Plemię Ołkunutów musi uznać jego wyższość, przyjąć jako chana. Bez przerwy atakuje Tatarów. Na stepie ma ustalona sławę. Temudżym , by pokonać Wilki, zawiera przymierze z Togrułem , chanem Kereitów. Poznaje też Chińczyków ,z którymi ma układ Togruł. Trochę go śmieszą , ale nade wszystko budzą ciekawość. Co robią wśród koczowników? Nakłania chińskiego posła, by dał mu część swych żołnierzy. Yuan ćwiczy wojowników Temudżyna, uczy ich innego sposobu walki , a równie skutecznego. Im lepiej ich poznaje , dochodzi do wniosku, że władcom Państwa Środka bardzo na rękę jest rozproszenie plemion mongolskich. On ma inne plany , inne zadanie. Pokona plemię Wilków. Muszą poddać się jego władzy. Tak. Ma satysfakcję. Odzyskał dziedzictwo, ukarał winnych, ale jest już innym człowiekiem. Dżyngis chan- pan świata. Czy byłby nim , gdyby nie wygnanie z plemienia Wików , walka o przeżycie, wszystkie trudne , dramatyczne i tragiczne chwile. .Nie wiadomo. Na pewno dzięki swym doswiadczeniom z młodości, dostrzegł inne możliwości , zyskał szersze spojrzenie na swój lud, na rolę przywódcy. Chana wszystkich plemion. A to umożliwiało stworzenie jednego państwa, poczucie przynależności narodowej i wierność jemu, Dżyngisowi. Stał się okrutny, bezwzględny. Jednak tacy ludzie tworzą imperia.
Jesteśmy srebrnym ludem, Mongołami. Kiedy ktoś cię zapyta, powiedz mu ,ze nie ma plemion. Powiedz mu ,że jestem chanem morza traw i będą mnie znać pod tym imieniem –Dżyngis. Tak, powiedz to .Powiedz, że jestem Dżyngis i nadciągnę.”

Mam nadzieje, ze Iggulden nie poprzestanie na tej jednej książce, bo czuję niedosyt. Kończy powieść , gdy Temudżyn dopiero szykuje się do podboju pozostałych plemion. Z notki dowiaduje się , iż ma to być książka o Dżyngis chanie i jego następcach. Może jest więc nadzieja.
Oczywiście każdy , kto czytał o Dżyngis chanie lub zerknie do szerszych źródeł , zauważy pewne rozbieżności, szczególnie czasowe. Pisarz niektóre wydarzenia , np. wykluczenie z plemienia Wilków , przyspieszył , co dodało im tylko dramatyzmu. Dzięki tej powieści dowiedziałam się wiele o zyciu,  obyczajach koczowników, systemie władzy, hierarchii plemiennej.(Ogromnie wstrząsający jest opis jedzenia serc wrogów, rzadki, ale jednak praktykowany zwyczaj.) W swej nocie pisarz wspomina swój pobyt w Mongolii i obyczaje, które przetrwały od czasów Temudżyna oraz wyjaśnia wszystkie zmiany , jakich dokonał, wyjaśniając przyczyny.
Doskonała powieść historyczna o władcy, który fascynuje do dziś .
 
 
 
                                             



poniedziałek, 14 lipca 2008, szamanka30

Polecane wpisy

  • Morze Niegościnne

    Wyd. Muza SA, str.304, Warszawa 2013 Z zainteresowaniemprze czytałam 2 lata temu pierwszą powieść J. Szamałka „ Kiedy Atena odwraca wzrok ”. Co pra

  • Pustelnik z lasu Eyton

    Wyd. Zysk i S-ka, seria Kroniki brata Cadfaela, tyt.org.The Hermit of Eyton Forest , tł.M.Michowski, str.274, Poznań 2004 Pierwszą powieść , której bohaterem j

  • Dzicy wojownicy

    Wyd.WAB,Rycerze Sycylii #2, Le guerriers fauves , tł. J.Sozańska, str. 318, Warszawa 2010 Z ogromną przyjemnością i ciekawością przeczytałam kolejny tom przygód

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/07/15 12:40:05
Szamanko a jak określiłabyś styl pisania Igguldena, bo z biografaiami to różnie bywa, a ja już od dłuższego czasu poluje na książkę o Dżyngis-Chanie:))
-
szamanka30
2008/07/15 13:34:28
Wiesz foxino to jednak powieść , gdzie autor mógłl sobie pozwolić na jakieś odstepstwa od normy, o czym pisze w posłowiu. Styl ma świetny. Doskonale prowadzi akcję, trzyma czytelnika w napieciu. Książka , od której trudno mi się było oderwać i zła jestem do tej pory ,że nie mam pojęcia, czy będzie ciag dalszy. Natomiast jesli inetresuje Cię czysta biografia to chyba dwie będą dobre- Świat Ksiazki wydał serię "Biografie znane i nieznane " i tam znalazła sie sylwetka Dżyngis chana autorstwa J.Weatheforda , równeiż Amber miał serię "Wielcy historii", a J.Man napisał "Czyngis chan. życie, śmierć, zmartwychwstanie". Powdzenia w poszukiwaniach!
A Igguldena pzreczytaj ! popełnił jeszcze kilkutomową powieść o Cezarze ,ale nie czytałam. Jeszcze.
-
2008/07/15 14:00:32
dziękuję Szamanko, o to mi właśnie chodziło, ja preferuje własnie takie powieściowo-obyczajowe biografie, od których czytaniach oderwać sie często nie można;) także sięgne po ksiązke na pewno:)
-
szamanka30
2008/07/15 14:13:06
A to się bardzo cieszę, Foxino. Sama rownież z wielkim ukontentowaniem czytam tego typu powieśći. I żal,że troche ich za malo.
-
anahstasia
2008/07/18 14:00:40
Zdecydowanie szkoda, ale cóż robić. Trzeba się cieszyć tym, co mamy ;) Dziękuję Ci za zwrócenie uwagi na tą książkę - nic o niej wcześniej nie słyszałam, a w takich zbeletryzowanych biografiach mogę zaczytywać się godzinami ;)
-
szamanka30
2008/07/18 22:12:02
Cieszę się,że bedziesz miała na liscie ksiażkę o tematyce takiej , jak lubisz.Mam nadzieje,że podzielisz mój zachwyt , gdy już ją przeczytasz. Trzeba pomyśleć o ksiażkach o Cezarze tegoż autora, na razie tylko 3 i 4 tom są dostępne. Tez lubię taki typ biografii, choć sięgam rownież do czystych biografii.