Blog > Komentarze do wpisu
Klasztor

 

                                                                     PODRÓŻE W CZASIE- WYZWANIE

 

Wyd. Salwator, tyt.org. Das Geheimes des Monchs,  tł. P.Kolińska, str. 270, Kraków 2008

 

Książkę kupowałam w ciemno , zaintrygowana tytułem , a może bardziej podtytułem- fascynująca powieść z czasów średniowiecza. W pragnieniu poznania powieści utwierdzała mnie notka , umieszczona na okładce, zapewniająca czytelnika o dynamicznej akcji, zaskakujących rozwiązaniach oraz kobiecie , która w męskim klasztorze jest postulantem. Mogę potwierdzić, iż to ostatnie jest prawdą , natomiast pozostałe informacje daleko od prawdy odbiegają. Ten , kto by się spodziewał może nieco awanturniczej powieści lub Immy w roli głównej , pomyli się i , być może , rozczaruje.
Co prawda historia zaczyna się od żądnej wiedzy , zakochanej w pięknych rysunkach chłopskiej córce, która nie może pojąć , czemu kobiety nie mogą się uczyć. Sama maluje zwierzęta , rośliny na ścianach domu .Jest przekonana o swym talencie. Jej marzeniem jest ozdabiać księgi w klasztorze , zajmować się iluminacją. Imma zamiast do krewnych , gdzie kazał jej udać się ojciec, wybiera klasztor. Pojawia się u jego furty przebrana za mężczyznę , pełna dobrej woli i chęci, by nauczyć się pięknie malować . Jest też pełna obaw, bo wydaje jej się, iż kłamstwo zaraz się wyda. Nic takiego się nie stało i została przyjęta na próbę, do nowicjatu. Pamięta dobrze dzień, gdy jej wyobraźnia zawładnęło skryptorium” mogła rzucić okiem , gdzie duże arkusze papieru leżały na stołach lub wisiały przypięte do małych sztalug. Łukowate litery i świetliste barwy tańczyły jeszcze dzis pred jej oczami, gdy tylko pomyślała o tamtej chwili.
Postać Immy jest pretekstem do ukazania klasztoru, jego życia , rytmu , znaczenia dla ludzi średniowiecza,konkretnie wieku XII . To książka , której głównym bohaterem jest klasztor , konkretny , faktycznie istniejący. To fragment historii stosunkowo niewielkiego klasztoru Helmarshausen nad rzeką Diemel w Saksonii . Musiałam inaczej spojrzeć na powieść . Już nie szukałam Immy , kobiety , realizującej swe marzenia. Zobaczyłam klasztor jako zamkniętą, zwartą społeczność , takie mini- państewko, które musi przetrwać. Zwykle , nieco stereotypowo , większość ludzi uważa, że w okresie średniowiecza , szczególnie tego wcześniejszego, klasztorom wiodło się bardzo dobrze. Mnisi opływali w dostatki, czerpali korzyści z majątków , które otrzymywali w darze , a dochody z nich zapewniały zasobność. Opieka księcia lub możnego rycerza przynosiła dodatkowe profity. I wiele takich klasztorów było. Jednak jeszcze więcej istniało tych małych, których dochody były niewielkie . Życie jawiło się jako trudna ścieżka. Ciągłe modlitwy , o jednym tylko posiłku dziennie ,wyczerpywały siły mnichów. Dodatkowo czekała ich różnorodna praca w klasztorze, najzaszczytniejsza to skryptorium. Opat każdego dnia martwił się o przyszłość takiego klasztoru, zazdroszcząc Cluny czy Corvey. „ Opat Thietmar rozmyślał często o klasztorze w Cluny, któremu dane było wspaniale się rozwinąć (…) Wolałby jednak nie wiedzieć nic o intrygach mających na celu pomnożenie majątku. Czuł jednak pokusę przeniesienia choćby części wyprobowanych tam sposobów na grunt Helmarshausen. Tym , co mu przeszkadzało , był fakt, ze nie wszyscy mnisi w Cluny byli zadowoleni z rozkwitu swego klasztoru. Uciekali ze wspólnoty ze strachu przed handlem dokumentami , przywilejami i inna własnością Kościoła, jak to nazywali.” Coś jednak musiało przyciągać ludzi do klasztoru. Nie sami mnisi przecież. Klaszor musiał posiadać coś , co zapewniłoby sławę, a tym samym stałe dochody. Należało posiadać relikwie ! i to najlepiej znanego męczennika. Relikwia była gwarantem napływu pielgrzymów , którzy dążyliby nieprzerwanym strumieniem z prośbami lub podziękowaniami , z modłami przed relikwią . Opat Helmarshausen miał taki właśnie problem. Nie byli znani , klasztor zmagał się z wieloma trudnościami .Rozgoryczony Thietmar często myślał o niefrasobliwości wielmożów , fundujących klasztory , by odkupić swe winy i zmazać winy. Niestety, potem klasztor zostawiali swemu losowi , bo też duszę swą ratowali zwykle tuż przed śmiercią. Jako że możnych było wielu , grzechów też nie brakowało , klasztorów było zbyt wiele na stosunkowo niewielkim obszarze . A z nich Corvey był przez przeora Altfrieda traktowane jako konkurencja , ale też „klejnot wśród niemieckich klasztorów , z którym żaden inny nie mógł się równać i który jak żaden mu podobny świecił blaskiem nauki i erudycji , posiadał relikwie św. Stefana i św. Wita oraz przywileje, o których Helmarshausen tylko mogło pomarzyć.” To Corvey przyciągało pielgrzymów. A oni ? Ich atutem była umiejętność pięknego iluminowania ksiąg. Słynęli z tego, jak i z innowacji- ksiegi tryptykowe( to prawda, w Polsce jest ewangeliarz tam wykonany), jednak funduszy zaczynało już brakować na dobrą farbę.”Cała nadzieja w jednym człowieku – Rogerze z Helmarshausen .Jego uniwersalny talent miał sprawić cud nie tylko w pracowni złotniczej , lecz także dać nowe impulsy iluminacji. (…) Roger pokazał ostatnio publicznie swe prace , przy których projektowaniu zaskoczył go Thietmar , i wszędzie wywoływały podziw. (…) Dla osobistego kapryśnego stylu Rogera charakterystyczne były dekoracyjne wstęgi, dzięki którym jego główne postaci mogły , a także poboczne postacie alegoryczne mogły przemówić.” Thietmar podejmuję odważną decyzję . Należało zdobyć relikwie .Wcześniej toczył na ten temat rozmowy , a teraz wyruszył do odległego Trewiru , by przywieźć obiecane szczątki świętego. Dla mnichów to trudna i niebezpieczna podróż. Prócz opata nikt nie wyruszał poza rodzinne strony znad rzeki Diemel. W orszaku znalazła się Imma i młody mnich Hildebrand. „Imma nie uświadamiała sobie ,że długa wędrówka do Trewiru , która miała na celu translację relikwii cielesnej św. Leoncjusza , była podobna do podroży przez historię sztuki. Widziała wspaniałe przykłady rzeźb , ozdób z kości słoniowej , malarstwa, emalierstwa i sztuki złotniczej, a na pergaminach nieznane jej do tej pory spirale i bogate ornamenty plecionki. Pergamin był nasycony wzorami przypominającymi rybie ości, spiralami , palmetami , skręconymi liniami , warkoczami, ozdobami w kształcie łuski. (…)Opat Thietmar wyjaśnił im ,ze patrzą na kopię strony z Book of Kells , najpiękniejszej księgi, jaka kiedykolwiek istniała, pochodzącej z irlandzkiej tradycji klasztornej VIII wieku i zawiera trzysta dziewięć stron.” Na biskupim dworze w Trewirze niektórzy zrozumieją , co istotniejsze w wielkim świecie- prawdziwa pobożność , wiara , ufność w bożą opatrzność czy doskonałe zachowanie pozorów tychże wartości. Thietmar nie może zrozumieć, czemu raptem , bez powodu , po tak dalekiej wędrówce piętrzą się przed nimi przeszkody .Nie będzie relikwii? Duchowni z Trewiru uzasadniają, iż to sam męczennik, święty musi zdecydować , czy chce zmienić miejsce pobytu. Wygodna wymówka. Hildebrand nie wierzy w takie tłumaczenia. Szybko zdołał się przekonać, że relikwie to rzecz bezcenna i nikt nie chce ich oddać. A jednak „ Opat rozmyślał o relikwiach , które wbrew oczekiwaniom przypadły mu w tak dużej liczbie”. Jakim cudem i dlaczego? Cóż, handel relikwiami kwitł na całego. Ileż chust św. Weroniki by musiało być lub jak wysoki krzyż , na którym ukrzyżowano Chrystusa, gdyby zebrać wszystkie kawałeczki? Thietmar cieszył się obfitości , ale najważniejsze były szczątki jednego z biskupów Trewiru Modoalda, uroczyście przenoszone do ich klasztoru.” Później uformował się orszak .Wielu duchownych i wiernych w otoczeniu krzyży, świec, baldachimów i monstrancji towarzyszyło opuszczającemu kościół dwudziestemu piątemu arcybiskupowi Trewiru. Ile łez wylano i ile wydano westchnień mogą zliczyć tylko ci, którzy byli przy pożegnaniu sw. Modoalda.(…)później Thietmar pospieszył. W ostatnim czasie dowiedział się ,ze bracia z jego klasztoru w głębokiej czci dla nowego patrona przygotowali jedyne w swoim rodzaju powitanie…(…) Żadne słowa nie opiszą, jak uroczyście i wzruszająco dokonał się akt przeniesienia relikwii.(…)Nowy patron okazał się, jak pokazuje historia , niezmiernie kochanym i pomocnym orędownikiem i przyjacielem.”
Pwieść Multhaupta to przede wszystkim opowieść o klasztorze i relikwiach, to wglad w średniowieczny sposób myslenia. Jednakże autor nie szczędzi czytelnikowi drobiazgowych informacji o historii zakonów w tej części Saksonii , wspomina królów , książąt i wielmożów , którzy mieli wpływ na kondycję klasztorów. Ukazuje też wiarę ludu w siłę i moc relikwii , podejście do religii. Wśród samych duchownych jest ona różna.
Opat Thietmar to człowiek głębokiej wiary , ale ma umysł otwarty , czasem obawia się, że traci to herezją. Rozmyśla o starożytnych Grekach, ich badaniach obrotu ziemi wokół słońca. Nie jest typowym mnichem, a postać to historyczna.
W tamtych czasach wielu zakonników nie szło do klasztoru z powołania. Dla Hildebranda , chłopskiego syna, suknia duchowna to awans społeczny, możliwość bezpiecznego i dobrego życia. Wielu młodszych synów rycerskich tam szukała możliwości zrobienia kariery . Na dziedziczenie majątku widoku nie było, więc wysoka pozycja wśród duchowieństwa dawała im władzę, bogactwo spokojne życie. Oczywiście , byli i tacy , dla których spokojny rytm klasztornego życia , poświecenie Bogu było najważniejsze. Klasztor , skryptorium było ich życiem.
Czytelnik dowie się , co stało się Immą , która powołania do zakonu nie miała, ją fascynowały iluminacje. Jak radził sobie Hildebrandt , opat Thietmar.
W tej opowieści wiele jest postaci i zdarzeń historycznych , np. opat, podroż do Trewiru po relikwie. Na książkę Multhaupta należy raczej spojrzeć jak na swego rodzaju powieść popularnonaukową. Jeśli jest zainteresowany tematem kalsztorów w Saksonii - trafi dobrze. 
 (źródło:www.sztuka.pl)
 
Ewangeliarz kruszwicki, Evangelistarium Crusvicense, Saksonia, skryptorium klasztoru benedyktyńskiego w Helmarshausen, po 1180, pergamin, 320 x 225 mm, rękopis, łacina; prawdopodobnie rękopis ufundowany przez Mieszka III Starego dla kolegiaty kruszwickiej. Archiwum Archidiecezjalne w Gnieźnie
 
niedziela, 15 lutego 2009, szamanka30

Polecane wpisy

  • Czas podsumowania

      Najwyższy czasnapisać chociaż kilka słowna temat czytelniczego wyzwania, bo d awno sie skończyło.Plan miałam taki ramowy, z założeniem ,że coś może si

  • Czy klątwa jednorożca?

    PODRÓŻE W CZASIE-WYZWANIE   Wyd.Literackie MUZA SA, tyt.org. Las puertas del mal , tł. K.Kurowski, str. 400, Warszawa 2009 Bramy zła - N.Masot   Ost

  • Goniąc marzenia...

      PODROŻE W CZASIE - WYZWANIE Wyd.Literackie MUZA , seria Kalejdoskop, tyt. org. Alexandre et Alestria, tł. K.Sławińska, str. 294, Warszawa 2008 Aleksand

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
germini
2009/02/16 00:41:32
Wprawdzie saksońskie klasztory nie leżą zbytnio w kręgu moich zainteresowań, ale zaintrygowałaś mnie tą książką :)
-
szamanka30
2009/02/16 17:41:37
Mnie akurat średniowiecze bardzo pasuje, ale to jest tylko skrawek Saksonii... Autorowi przyznać trzeba, że mnóstwo informacji w niej zawarł; gdy przestałam się irytowac nad rozbieżnością miedzy notką a treścią, okazala się interesującą lekturą.
-
kaliope1
2009/02/16 18:28:43
pod bloggerem nie dało się skomentować- nie wiesz dlaczego?
Chciałam po prostu podziękować, nic więcej.
-
2009/02/17 18:09:55
Mam nadzieję, że gdzies zdobędę te knigę. Zaciekawiłaś mnie
-
szamanka30
2009/02/22 11:44:01
kalio, byly jakies klopoty z serwerem i adres zosatł źle zapisany; musiałam poprawiać

jolu, mam nadzieję,ze Cię powiesć zainteresuje, bo nie wątpie,że ją zdobędziesz :)