Blog > Komentarze do wpisu
Suma naszych dni- I.Allende

 

 

Wyd. Literackie MUZA SA,tyt.org. La suma de los dias, tł. M.Jordan, str.400, Warszawa 2010

 


W sprzedaży 21 kwietnia !


Piękna , mądra i ciepła powieść I. Allende. Bardzo się cieszę , że mogłam dzięki recenzenckiemu egzemplarzowi zapoznać się z nią wcześniej. Lektura była czystą przyjemnością. Od dawna cenię sobie prozę tej pisarki i lubię nie tylko czytać ,ale i mieć jej powieści na półce. Niektóre burzyły umysł , emocje , gdzieś tam zostawały we mnie , w myślach , każąc mi wracać do poruszanej tematyki. Jednej nawet do teraz nie zrecenzowałam, ale zrobię to!
„Suma naszych dni” to powieść autobiograficzna , pisana w dość niezwykły sposób . Pisarka ubrała ją w formę opowieści dla zmarłej córki Pauli , mając pewność, że ta chciałaby wiedzieć , co zdarzyło się rodzinie po jej odejściu i poznać osoby, które pojawiły się później.
Isabel snuje opowieść o najbliższych ,nie unikając żadnych tematów .Uważa, że tylko prawda jest istotna , bo wszelkie tajemnice w jakimś momencie i tak wyjdą na jaw i mogą stać się przyczyną rozpadu lub poważnego zachwiania w rodzinach czy związkach. Nie ukrywa, że do niektórych powieści inspiracją były historie rodzinne. Jej otwartość nie podoba się pewnie Chilijczykom, a już pewnie dużej liczbie krewnych , bo w tym szalenie konserwatywnym kraju o wielu rzeczach się nie mówi , lepiej zostawić je za zamkniętymi drzwiami. „W Chile historii rodzinnych tego typu się nie rozgłasza; choćby wszyscy znali prawdę , dla zachowania pozorów otacza się ją zmową milczenia. Może dlatego nikt nie lubi mieć w rodzinie pisarza.”
Allende , która po zamachu stanu w 1973 r. i zamordowaniu prezydenta Allende , uciekła do Wenezueli , w końcu znalazła się w Kalifornii . Nie było jej łatwo przywyknąć do tego kraju . Wychowana w innej kulturze, tradycji , o innej mentalności , szybko dostrzega wszelkie różnice , a niektóre nie zyskują uznania. Uderzyło mnie , jak silnie przemówiło do niej zupełnie inne podejście do rodziny, inna jej koncepcja. Nie odpowiadał Isabel amerykański zwyczaj odejścia dziecka z domu po ukończeniu szkoły , sporadyczne, z czasem wymuszone kontakty. Stwierdza, że starzy ludzi w Ameryce są sami i samotni. Nie potrafi tego zrozumieć, a tym bardziej zaakceptować, biorąc jeszcze pod uwagę jej silny związek z matką, codzienne maile, częste listy. W Chile rodziny są wielkie , wielopokoleniowe, blisko siebie .Styl ojczyzny odpowiada jej znacznie bardziej. Po osiedleniu się w Kalifornii , zaczęła tworzyć plemię , do którego należy nie tylko rodzina , ale i przyjaciele, krewni serca. Czasem nawet uciekała się do niewinnych podstępów , by utrzymać bliskich razem lub sprowadzić z powrotem. Wiedziała doskonale , jak wielka jest siła rodziny i przyjaźni . „Tak oto powiększyło się nasze plemię , owa błogosławiona społeczność, w której radości się pomnażają , a smutki dzielą.
W gawędzie Allende przewija się barwna, mocno zróżnicowana galeria postaci z kręgu plemienia z wszystkimi radościami, troskami, nawet tragediami. Początkowo plemię to mąż Willi , dzieci i wnuki , potem przychodzą inni. Poświęca wiele miejsca dzieciom. Opowiada o trudnym , skomplikowanym życiu pasierbicy Jennifer , która nie potrafi uwolnić się od nałogu .Jej los pozostaje nieznany. Radością dla nich jest córka Jennifer , Sabrina , która doskonale sobie radzi , mimo problemów zdrowotnych. Mąż boleje nad tragedią córki , to jego rana wciąż jest otwarta. Żaden z pasierbów nie życzył sobie występować na kartach powieści , choć Scott, jak napomyka Allende, jest barwną postacią. Jednak obaj synowie sprawiają ojcu wiele kłopotów, a narkotyki to ich przyjaciele. Sam Willi też nie miał łatwego życia, dźwiga nielichy bagaż doświadczeń. Isabel i on spotkali i zakochali w sobie , gdy byli ludźmi dojrzałymi. Ich związek to też nie sielanka ,bo nie ma takich. Przechodził rożne fazy, były gorsze momenty, nawet złe , ponieważ pojawiło się słowo „rozwód” , ale mądry psychoterapeuta , dość milczący i pijacy zieloną herbatę ( co kłóciło się z wyobrażeniem Isabel), pomógł tej parze zrozumieć, co istotne. Pojawią się jeszcze kryzysy, ale będą umieli sobie poradzić. Isabel ogromnie kochała Paulę , chyba nie ma dnia , by o niej nie myślała. Często spaceruje po lasku, gdzie rozsypano prochy córki. Często zwraca się do Pauli , wspominając jej zainteresowania , studia, ślub z Ernesto , przypuszcza, jak córka zareagowałaby na niektóre decyzje matki. Syn Nico doświadcza pełni rodzicielskiej miłości , totalnej opieki i wtrącania w swoje życie. Jest nadopiekuńcza, chciałaby sama wszystkiego dopilnować, zorganizować. Nie potrafi inaczej. Opowiada o małżeństwie syna z Celią , Wenezuelką , która jakiś dziwny ból nosiła w sercu, była zadziorna, czasem zbyt szczera , ale wszystko jej wybaczano, gdy brała do reki gitarę. Celia stanie się też przyczyną skandalu , a jej wybór wpłynie na życie wielu osób. Kibicuje Jasonowi , który od dawna po napisaniu paru zdań, oświadczał ,ze zostanie pisarzem. Usłyszał radę, by skończył tekst , a najlepiej został dziennikarzem, co nauczy go solidności i odpowiedzialności. Allende nie może nie napisać o najukochańszej przyjaciółce Tabrze, projektantce biżuterii, której życie też nie oszczędzało. Tabra zawsze okazywała zrozumienie, można było na nią liczyć w każdej sytuacji. Towarzyszyła też przyjaciółce w podróżach, które uwielbiała. W miarę upływu lat plemię się powiększa o osoby czasem poznane zupełnym przypadkiem, pokochane i dokooptowane do plemienia. Wniosą wiele do jego rozwoju , ewoluowania, same zyskując solidną kotwicę życiową. Isabel wiele miejsca poświęca ukochanym wnukom , przytaczając niezliczoną ilość zabawnych sytuacji z nimi w roli głównej. Obserwuje ich rozwój ,zmiany , jakie w nich zachodzą. Każde jest inne. Zachwyca się nimi.
Sumując wspomnienia dla Pauli , nie może pominąć swojej pracy. Każdego 8 stycznia oczekuje z trwogą , niepewnością, bowiem to dzień, gdy zaczyna pisać., zaszyta w swojej „norce”. Pisarstwo to niełatwy zawód . Opowiada o zbieraniu materiałów , selekcji, wymyślaniu fabuły. Przyznaje, że żyje życiem swych bohaterów , czasem mocno zaangażowana w ich sprawy, a po wydaniu książki objeżdża wiele miast, krajów , by powieść promować. Z zainteresowaniem czytałam , co było bodźcem do powstania książek, które bardzo lubię. Wspomina też adaptacje filmowe i swą przy nich rolę.
Nie zabrakło relacji z podróży. Co ciekawe z kilku z nich rodziło się jakieś dobro dla innych, jak po wojażach do Amazonii i Indii. „Bywają historie, które mają moc uzdrawiania .To, co zdarzyło się tamtego wieczoru pod akacją, rozplątało duszący mnie węzeł, zerwało zarosłe pajęczyną żale nad sobą samą i zmusiło mnie do powrotu do świata i przekształcenia swojej straty w działanie.”
Wszystkie drogi, jakie przebyła , prowadzą zawsze do domu , do bliskich.
Pisząc o sobie nie ukrywa fascynacji światem duchów, zasięgania porad u astrologa, snach, czasem proroczych.Przyznaje, iż cała rodzina zaliczyła psychologów, psychoterapeutów, bo musieli sobie jakoś dać radę z sobą. Przedstawia też swój stosunek do religii. Po prostu w coś wierzy, coś innego budzi sprzeciw. Nie zgłębia tego , to element jej osobowości.
Isabel Allende jest kobietą boleśnie doświadczoną. Utrata Pauli to wielki cios, ból i tęsknota do końca życia. Towarzyszy jej lęk o zdrowie wnuków, którzy mogli odziedziczyć porfirię. Zna smutek , ból, złość , bezsilność, ale też radość, szczęście , miłość, przyjaźń , bezinteresowność. Doskonale wie, że te dobre dni zawsze będą się przeplatały z gorszymi, bo życie taką właśnie mozaiką nas częstuje. Od człowieka zależy , jak sobie poradzi . By złagodzić ból czy strach , warto mieć przy sobie bliskich, a chwile wielkiej radości najgłębiej się przeżywa, gdy bliscy mogą też w tym uczestniczyć.
Książka bardzo prywatna , wręcz intymna. Allende zaprasza czytelnika do siebie , do plemienia, ale też do duszy i myśli. Dopuszcza do emocji i przeżyć, marzeń. To dar.

Podziwiam jej odwagę , bo inną sprawą jest napisać powieść typu „Córka fortuny” , a zupełnie czym innym „Sumę naszych dni”. Przeżywamy jasne i ciemne strony życia, jakie są udziałem człowieka , ale rodzina , jej wsparcie i miłość , jaką się darzą to istota bytu, jego suma. To też rada , by związki rodzinno-przyjacielskie pielęgnować , bo dzięki temu jaśniejszą stronę istnienia przeżywa się intensywniej, głębiej i po prostu radośniej.
Allende kończy swą powieść słowami „Koniec(na razie)”, co daje nadzieję, iż znów dostaniemy zaproszenie do Jej świata , poznając ludzi i zdarzenia z ostatnich lat.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010, szamanka30

Polecane wpisy

  • Morze Niegościnne

    Wyd. Muza SA, str.304, Warszawa 2013 Z zainteresowaniemprze czytałam 2 lata temu pierwszą powieść J. Szamałka „ Kiedy Atena odwraca wzrok ”. Co pra

  • Pustelnik z lasu Eyton

    Wyd. Zysk i S-ka, seria Kroniki brata Cadfaela, tyt.org.The Hermit of Eyton Forest , tł.M.Michowski, str.274, Poznań 2004 Pierwszą powieść , której bohaterem j

  • Dzicy wojownicy

    Wyd.WAB,Rycerze Sycylii #2, Le guerriers fauves , tł. J.Sozańska, str. 318, Warszawa 2010 Z ogromną przyjemnością i ciekawością przeczytałam kolejny tom przygód

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/04/20 11:29:30
uwielbiam Allende i na pewno sięgnę po tę pozycję
-
szamanka30
2010/04/20 22:40:04
Witaj Kasiu. Powieśc na pewno Ci sie spodoba.Czyta się doskonale. Nie można się od niej oderwać.
-
germini
2010/04/23 00:05:35
Czyli miałyśmy w sumie podobne wrażenia z lektury :)
Pozdrawiam!
-
szamanka30
2010/04/24 12:37:28
Germini, chyba bardzo podobne:) Raz jeszcze przeczytałam recenzję u Ciebie i faktycznie tak jest; cieszę się,że spodobała Ci się "Córka fortuny", bardzo lubię tę powiesć. A u mnie czeka na recenzje( już dość długo) "Ines, pani mej duszy"; jakoś zabrać się nie mogę i to nie z braku chęci, ale emocji , jakie we mnie budzi. Pozdrawiam sedecznie.
-
germini
2010/05/08 01:55:28
Szamanko, ja już nie mogłam wytrzymać i w końcu kliknęłam dzisiaj "Ines...". Przeczuwam, że to będzie prawdziwa uczta literacka :)
Jestem ogromnie ciekawa, jakiego typu emocje budzi w Tobie ta książka, że nie możesz się do recenzji zabrać. Zdradzisz? Tak jednym słowem chociaż?
-
szamanka30
2010/05/08 23:14:04
Germini , bardzo dobrze zrobiłaś:) powieść jest świetna; czytałam ją niemal bez tchu, choc momentami rzucałam, bo emocje musiałam uspokoic. Jakie emocje pytasz. U mnie zawsze te same , gdy powieść dotyczy podboju przez Europejczyków ludów o innej kulturze, innej rasy. "Ines...' dla mnie jest przede wszystkim powieścią o konkwiście ,a traktowanie Indian Mapuczów przez białych, ich poczucie wyższości, okrucieństwa nie pozostawijaja obojętnym. Kiedyś, jeszcze na wizażu dośc podobnie wyraziłam się o stosunkach biali- aborygeni , a Ty pisałas ,że od razu poczułas się winna:) Przymierzam się do tej recenzji , ale za dużo bym chyba chciała napisać. Trzeba myślową korektę zrobić. Poza wszystkim to też powiesc o miłości.