Blog > Komentarze do wpisu
Instytut

Wyd.Znak, str.250, Kraków 2010

 

Książkę przeczytałam kilka dni temu , ale nie pisałam niczego na gorąco. Chciałam sobie pomyśleć nad tą powieścią. , bo po jej lekturze miałam bardzo mieszane uczucia. Stąd zwłoka. Nie czytałam niczego wcześniej Żulczyka , więc żadnego materiału porównawczego nie mam.

Bardzo nie lubię etykietek dla książek i pisarzy. Żulczyk – jak napisano na okładce- jest uważany za polskiego Stephena Kinga . Kinga nie lubię , a raczej powieści , jakie tworzy. To nie moja tematyka. Horrory mogą sobie spokojnie stać na półce , na pewno nie sięgnę. Przyrównanie do Kinga nie wróżyło za dobrze mojej lekturze. Ciekawe , jak z tym czuje się sam pisarz. King to jednak mistrz swego gatunku, więc takie porównania mogą być przytłaczające. Przeczytam co prawda „Instytut” , ale zaczynając byłam nieświadoma tego, co mnie czeka. Nawet miałam wątpliwości , czy doczytam do końca. Najgorzej czytało mi się do 60-80 strony , potem było lepiej i jakoś dałam radę . Od razu też napiszę - nie stanę się fanką pisarza. Książka mnie irytowała, drażniła. I nie polubiłam bohaterów, moze z wyjatkiem Weroniki .

Główną bohaterką jest Agnieszka , posiadająca duże mieszkanie w krakowskiej kamienicy przy ulicy Mickiewicza, odziedziczone po babci Werze. Nie mieszka sama. W różnym czasie wprowadzili się – Iga , Sebastian, Weronika i Jacek –Rumun. Troje z nich pracuje w knajpie „Brzydki kot” . Aga i Iga są barmankami , a Sebastian – ochroniarzem . Każdy ma jakieś problemy ze sobą, z otoczeniem , ale nie zwierzają się sobie . Żyją od imprezy do imprezy ,od kaca do kaca. Bawią się, piją , palą trawę. Nie potępiam, nie czepiam się , jeśli komuś taki styl życia odpowiada. Drażni mnie coś innego . Ich totalna obojętność wobec innych ludzi. No i co że impreza w nocy . Niech sąsiedzi kupią zatyczki do uszu ,a nie policję wzywają. Tak myśli Agnieszka i jej przyjaciele. Liczą się ich zachcianki, kaprysy danej chwili. Ktokolwiek rozumuje inaczej staje się wrogiem , jest postrzegany w kategoriach frajera, głupca.

Agnieszka ma 35 lat , nieudane małżeństwo za sobą i córkę Elę , która jest jej skarbem , obdarza ją miłością niewyobrażalną. Wszystko, co córka zrobi, zyskuje matczyną akceptację. To niebezpieczna miłość , bo również wybryki , pyskówki, czynna agresja spotykają się z rozgrzeszeniem. Ba! matka jest dumna z Eli. Nie ma jej za złe , gdy pobiła dotkliwie kolegę, tak że wylądował w szpitalu . W nagrodę zabrała ją do KFC . A więc pochwała stosowania siły? Ela miała powód , by reagować złością , ale chyba nie brać się od razu do rękoczynów. Obraźliwe słowa chłopaka poruszyły ją , zbulwersowały. Jednak Ela pamięta, co matka jej mówiła- jeśli ktoś cię obrazi, bij. Gdyby każdy za niemiłe, obelżywe słowo bił drugiego ,policja i szpitale miały mnóstwo pracy. Ela jest jeszcze bardzo młoda, ale stosuje się do nauk matki i potrafi je wykorzystać na swoją obronę. Nie mówię, że nie mamy się bronić. Żyjemy w czasach , gdy należy być przygotowanym na różne niespodzianki ze strony bliźnich. Jednak przemoc to ostateczność. Reakcja matki , to przyzwolenie na dalsze działania tego typu, na eskalację przemocy.
Agnieszka musiała przerwać studia na ASP z powodu ciąży. Męża lekceważy, traktuje z pogardą. Ciągle nazywa go ojcem Eli lub „ojcem mojej córki” , jakby nie chciała nawet podać nawet imienia , bo tak nieistotny jest dla niej , jak nieznajomy . Jednak to ona go wybrała na jakiejś imprezie, bo był taki ładny. Ojciec Eli to niespełniony reżyser , którego żona nazywa „młodym Lynchem”. Trudno powiedzieć, by łączyło ich głębokie uczucie. Ich związek nie przyniósł nikomu niczego dobrego. Niespełniony reżyser i równie niespełniona malarka, do tego dziecko , którego nie planowali, nie oczekiwali nań  z niecierpliwością . Teściowie Agi, którzy nawet nie ukrywali ,że wg nich dziewczyna nie nadaje się ani na żonę, ani na matkę na pewno nie poprawiają sytuacji. Od początku pragnęli rozpadu tego związku . Ela trochę przeszkodziła w tych planach, odwlekając je w czasie . Na pewno nie było jej łatwo z tak surowymi, kostycznymi ludźmi, poza tym mogła się obawiać teścia , który miał ogromne wpływy. Tak, mogła zamieszkać w Krakowie, ale bez córki. Ela została przy ojcu. Teściowie się doczekali. Odeszła. Poczuła się wolna , ale też jakby czas się cofnął dla niej o te 15 lat. Żyła ułudą młodości, studenckich lat , gdy była królową. Co prawda w grodzie Kraka nikogo nie znała, szybko jednak to nadrobiła. Zaczęła się bawić, bywała na wielu imprezach ,żyła beztrosko, jakby faktycznie zawróciła czas.
Rozpacz po stracie dziecka topi w alkoholu , ramionach mężczyzn na jedną noc, wreszcie w trawce. Ważne jest dziś . Oczywiście planuje , że odbierze córkę eksowi i wtedy już będzie raj. Na pewno kocha Elę-to jedyna jej miłość,  ale jej plany to trochę zamki z piasku.

Punktem wyjścia do tej historii jest pewien ranek po kolejnej imprezie , gdy okazuje się ,że mieszkańcy nie mogą wyjść. Telefony nie działają , podobnie Internet. Winda też. Ich mieszkanie stało się więzieniem. Agnieszka nie chciała zmieniać nazwy, którą zastała – Instytut. Spodobało jej się i tak zostało. Kto ich uwięził? No i dlaczego? Początkowo sądzą ,że to może wygłup. Niestety Oni nie żartują. Zostawiają wiadomość „Oddajcie nam nasze mieszkanie”. I tu zaczyna się horror.

Na pewno całkowita izolacja , stan zagrożenia , niepewności, ogarniająca ich powoli klaustrofobia u każdego wywołuje inne reakcje. Obserwujemy różne stany emocjonalne – od wściekłości, nadziei, chęci czynu po bezsilność, niepewność, rezygnację. Taka huśtawka nastrojów nie sprzyja nikomu. Ciśnienie wzrasta. Ponadto poszukiwanie przyczyn często prowadzi do wzajemnych oskarżeń, a to wyciąga z lubiących się lub tylko tolerujących się ludzi uczucia , o jakie by się nie podejrzewali. Jak to jest ? co bym zrobiła ?co bym czuła? Nie wiem. Trudno to sobie wyobrazić. Każdy reaguje inaczej – od apatii , bierności , poddania do agresji. Kolejne dni uwiezienia lub istotne zdarzenia przerywane są wspomnieniami Agnieszki. To taka odskocznia do w miarę normalnego świta, upewnienie się nie ,że on istnieje, a jednocześnie przybliża postać bohaterki. Poza tym czuje się odpowiedzialna za losy przyjaciół. Uważa się za przywódczynię, na barki której nałożono obowiązek uratowania mieszkańców. Ciekawy jest sposób , w jaki mieszkańcy próbują określić, kim są Oni. Definiują ich zgodnie ze swoimi zajęciami , stylem życia, mentalnością. Na pewno nie można odmówić dozy napięcia , oczekiwania na rozwianie zagadki- kim są Oni? I co stanie się z mieszkańcami. Finał nieco rozczarowuje . No i jest to powieść, przy której się nie zaśnie(wbrew  zapewnieniom na oklądce).Spokojnie , spać można. Może ja się jednak nie znam , bo w końcu nie mój gatunek prozy. Bardziej interesowało mnie życie Agnieszki , a potem jej przyjaciół przed uwiezieniem w Instytucie.

Bardzo razi mnie w tej powieści język. Od wulgaryzmów aż się roi. Jest to jak najbardziej zasadne , gdy zirytowani, zdezorientowani więźniowie mieszkania rzucają „mięsem”. (Też przeklnę, ale muszę być wściekła.) Jak jednak wytłumaczyć nagminne ich używanie w zwykłych rozmowach. We wspomnieniach Agnieszki pełno ich. Wzywana do szkoły w sprawie córki , oderwana od tworzenia dzieła o swojej rozmówczyni myśli „piskliwa pizda” i tak prze kilka kolejnych stron, a gdy już z ową panią spotka się oko w oko dojdzie myślowa krytyka ubioru itp. Oczywiście Sebastian nie może zapytać „po co?” tylko ”po chuj?”. Agnieszka nie powiedziała dobrego słowa o nikim , wyjąwszy córkę i znajomych , czyli jak twierdzi Iga prawdziwych wariatów.

Poza tym pisarz przesadził z ilością porównań i przenośni . W początkowych rozdziałach na 2-3 stronach naliczyłam tyle ,że starczyłoby na całą powieść. No i są nieco zbędne , takie na siłę lub irytujące. Tego sobie nie odmówię „ W jednej chwili zamienił się z powrotem w tego słabego chłopca, który urodził się ze związanymi rękoma , który pozwolił mi gnić w zamknięciu , z wrzeszczącym efektem własnej , niecierpliwej spermy na rękach …” . W tej książce nikt nie używa zwykłego języka, wszystko przeplatane wulgaryzmami . Nie trafia to do mnie , nawet jeśli ma odzwierciedlać coraz większe ubóstwo słownictwa w naszym społeczeństwie. Ja tam wierzę ,że można mówić poprawną, a nawet piękną polszczyzną i wyrazić wszystko, każde uczucie , intencję i zamysł.

Nie mogę powiedzieć ,że książka mi w ogóle nie podobała, ale niestety u mnie ma więcej minusów , co nie zmienia faktu, że innym może przypaść do gustu.

poniedziałek, 01 listopada 2010, szamanka30

Polecane wpisy

  • Morze Niegościnne

    Wyd. Muza SA, str.304, Warszawa 2013 Z zainteresowaniemprze czytałam 2 lata temu pierwszą powieść J. Szamałka „ Kiedy Atena odwraca wzrok ”. Co pra

  • Pustelnik z lasu Eyton

    Wyd. Zysk i S-ka, seria Kroniki brata Cadfaela, tyt.org.The Hermit of Eyton Forest , tł.M.Michowski, str.274, Poznań 2004 Pierwszą powieść , której bohaterem j

  • Dzicy wojownicy

    Wyd.WAB,Rycerze Sycylii #2, Le guerriers fauves , tł. J.Sozańska, str. 318, Warszawa 2010 Z ogromną przyjemnością i ciekawością przeczytałam kolejny tom przygód

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Monie_pl, 206.188.34.*
2010/11/03 21:46:33
Przerazajaca, ale i intrygujaca jest tak ksiazka! Dzieki za recenzje!
Monika
-
Gość: Monie_pl, 206.188.34.*
2010/11/03 21:49:31
Za szybko nacisnelam enter, a mialam jeszcze dodac, ze jesli chcesz odpowiedziec sobie na pytanie o twoje potencjalne zachowanie w wiezieniu, to zjarzyj na strone www.prisonexperiment.org (www.google.com/search?source=ig&hl=en&rlz=1G1GGLQ_ENUS305&q=zimbardo+experiment+prison&aq=2&oq=zimbardo+exp)... tam znajdziesz odpowiedz.
Pozdrawiam...
-
szamanka30
2010/11/04 21:44:10
Witaj Moniko. Na pewno sam pomysł jest intrygujący. Moim zdaniem nieco kuleje realizacja. Jeśli to, co napisałam zachęcilo Cię do książki, cieszę się :) Dzięki za link. Mam nadzieję,że nigdy nie trafię za kratki....
-
Gość: Mary, *.rev.inds.pl
2010/11/07 17:54:46
ksiazka mi sie podobała. chcoiaz zakonczenie troche do kitu, no ale może zabrakło pomysłu.. :)
-
szamanka30
2010/11/10 20:46:37
Czasem bywa,że ten brak pomysłu- a tak chyba było- na zkończenie niweczy całość, choć jak wiesz mnie się aż tak książka nie podobała. Chociaż mieszane uczucia to lepiej niż obojętność:) może też dlatego,że to nie mój gatunek , nie moje klimaty.