Blog > Komentarze do wpisu
Karnawał staropolski

 

Niezmiernie barwnym , wesołym, czasem aż nadto, epilogiem Świat Bożego Narodzenia były zapusty , zwane później karnawałem. Niektórzy uważają, że po przywitaniu nowego roku można już było szaleć , inni wyrażają opinię, że dopiero po Trzech Królach . Przychylałabym się do tej drugiej , mając na uwadze to, co pisałam  na ten temat wcześniej.

Już w dawnej Polsce był to czas najbardziej ożywionego życia towarzyskiego .W okresie zapustów odbywały się polowania na grubego zwierza , małym tez nie gardzono.
W "Kiermaszu wieśniackim", zbiorku sowizdrzalskim z początku XVII w. pisano:


Mięsopusty, zapusty,
Nie chcą państwo kapusty,
Wolą sarny, jelenie
I żubrowe pieczenie.

Mięsopusty, zapusty,
Nie chcą panie kapusty,
Pięknie za stołem siądą
kuropatwy jeść będą.

A kuropatwy zjadłszy,
Do taneczka powstawszy,
Do tańca małmazują
i tak sobie popijają.


W pańskich rezydencjach odbywały się wystawne karnawałowe uczty i bale. Bywały one swego rodzaju giełdą małżeńską dla dobrze urodzonych panien, które tańczyły pod czujnym okiem matek, babek i ciotek i w ten tylko sposób dobrze wychowane panny mogły zawierać znajomości i pozyskiwać konkurentów, spośród których rada rodzinna wybierała najlepiej skoligaconego i najmajętniejszego. A gdy już panna była po słowie , poznawszy w poprzednim karnawale odpowiedniego konkurenta, urządzano ślub z często trwającymi kilka dni ucztami i balami, poza tym uczty zapustne , maskarady. No i słynne staropolskie kuligi!

 


Te huczne zabawy , połączone zwykle z obżarstwem i pijaństwem, bardzo gorszyły duchownych , a i świeckich moralistów . Już ks. J. Wujek, znakomity tłumacz Biblii , gromił zapusty , wołając :” Od czarta wymyślone!”
A Grzegorz z Żarnowca dodawał „ większy zysk czynimy djabłu trzy dni rozpustnie miesopustując, niźli Bogu czterdzieści dni nieochotnie poszcząc.
Natomiast Mikołaj Rej był zgorszony maskaradami :” W niedzielę mięsopustną kto zasię nie oszaleje, (…)twarzy nie odmieni, maszkar , ubiorów , ku diabłu podobnych sobie nie wymyśli , już jakoby nie uczynił krześcijńskiej powinności dosyć.
Wielka popularnością cieszyły wśród szlachty kuligi . Najbliżsi sąsiedzi umawiali się i w kilka sań oraz konno odwiedzali dalsze dwory . Zaskoczony gospodarz musiał nieoczekiwanych gości przyjąć wszystkim , co posiadał w spiżarni i w piwnicy , po czym dołączał do kuligu, który ruszał do następnego dworu. Na poszczególnych „postojach” nie tylko ucztowano , ale i tańczono, wiec albo korzystano z przypadkowo spotkanych muzykantów , albo kulig wyruszał z własną kapelą.
Kobiety otulone w futra jechały saniami , mężczyźni –konno. Kuligowi towarzyszyła również konno służba, by nocą oświetlać drogę pochodniami. Taki nocny, staropolski kulig stanowił więc obraz wyjątkowo malowniczy , ale także hałaśliwy , ponieważ podochoceni alkoholem mężczyźni często gęsto strzelali „na wiwat”, a czasem by przepędzić stada wilków. Najczęściej jednak z nadmiaru fantazji. A pewnie i trochę popisania się przed niewiastami.
Oj, chciałabym na taki nocny kulig.!

 

 

Nie było jakichś specjalnych potraw na ten czas, jak na Nowy Rok czy Trzech Króli .Po prostu podawano na ucztach dania bardziej wystawne, nie zapominając jednak o rdzennie polskich , jak bigos. Jedynie wśród słodkości pojawiły się i zagościły jako specjały karnawałowe faworki czyli chrust, róże karnawałowe oraz pączki.
Za panowania Augusta III , jak zanotował w „Opisie obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III” J. Kitowicz , pączki polskie mogły już konkurować ze słynnymi pączkami wiedeńskimi „ Staroświeckim pączkiem trafiwszy w oko, mógłbym go podsinić, dziś pączek jest tak pulchny, tak lekki, że ścisnąwszy go w ręku, znowu się rozciąga i pęcznieje jak gąbka do swojej objętości , a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska”.
Oczywiście w czasie zapustów bawiła się nie tylko szlachta , ale i mieszczanie oraz chłopi . W bogatych mieszczańskich domach przyjęcia karnawałowe nie ustępowały dostatkiem potraw, muzyki i tańcami zabawom szlachty, chociaż były spokojniejsze, bez pańskich ekscesów. Tańczono i urządzano również maskarady. Traktowano ten czas jako okazję do wyszumienia się młodzieży. Płatano też wiele zapustnych figli, które – jeśli miary nie przebrały- uchodziły bezkarnie.

Maszkary lub maskarady czyli zabawy polegające na zakładaniu masek niezwykle polubili mieszczanie. Włoski zwyczaj urządzania maskarad i publicznych balów maskowych, czyli redut zrodził się w Polsce najprawdopodobniej na początku XVI w. dzięki królowej Bonie.
Reduty odbywały się przez cały karnawał po trzy, cztery i pięć razy w tygodniu. Pierwszym organizatorem redut publicznych, które odbywały się w Warszawie na Nowym Mieście, był Włoch Salvador. Niebawem zaczęły powstawać większe i mniejsze salony redutowe. W tych najpopularniejszych bawiło się i po tysiąc osób, tańcząc, grając w karty i płatając sobie figle. Na redutch za darmo były tylko: muzyka i oświetlenie, za resztę trzeba było słono zapłacić ! Nieocenioną przysługę podczas zabaw karnawałowych oddawały maski. I to nie tylko osobom niższego stanu, pragnącym bawić się z panami, ale też żonom, chcącym uniknąć zazdrosnego męża, i mężom, chcącym uciec od towarzystwa żony. Już na początku XVI w. znane były wyroby krakowskich rzemieślników, trzy rodzaje zapustnych masek dla dam. W owym czasie głośno było o balach karnawałowych w Gdańsku. Urządzano je w Dworze Artusa i w domach cechowych. Najsłynniejsze jednak były bale warszawskie.

 

Niezmiernie wesoło bawili się w swoim gronie czeladnicy . Na takie zabawy zapraszano córki mistrzów. Zapraszający pannę musiał dbać , by dobrze się bawiła , bo gdy nie miała partnera do każdego tańca, młodzian musiał płacić karę. (co za odpowiedzialność, ale jakie możliwości) .
Kipiący radością, wesoły i huczny, choć inny w charakterze był karnawał chłopski, bo i na wsi w zapusty było gwarno, suto i radośnie. Karnawał chłopski - ludowe zapusty -był czasem pod każdym względem niezwykłym. Na wsi bowiem z zabawami zapustnymi, z tańcami i poczęstunkami wiązały się zawsze stare i bardzo ciekawe zwyczaje oraz obrzędy na płodność i urodzaj, które mieszkańcy wsi, obyczajem swych przodków, odprawiali u schyłku zimy.

Karnawał polski nazywano Zapustami i nazwy tej używano albo dla całego okresu od Nowego Roku do Środy Popielcowej, albo tylko dla ostatnich, najbardziej szalonych dni przed Popielcem. Te ostatnie trzy dni karnawału nosiły także staropolską nazwą Mięsopust (od słów mięsa - opust, czyli pożegnanie, opuszczenie, pożegnanie mięsa). Nazywano je również ostatkami, kusymi (diabelskimi) dniami, kusakami, dniami zapuśnymi.
Ciekawe nazwy, prawda?
O tych szalonych dniach i zwyczajach z nimi związanych jeszcze napiszę, ale w czasie zbliżonym do ich obchodów.

środa, 19 stycznia 2011, szamanka30

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: