Blog > Komentarze do wpisu
Byczki w pomidorach
Wyd.Klin, str.430, Warszawa 2010

Brałam do ręki książkę Chmielewskiej z lekką niepewnością, bo jej ostatnie kryminały odbiegały od tych dużo starszych, klasycznych. Przykro to pisać , ale na niekorzyść. Chyba od pierwszej powieści polubiłam ją za dostarczanie świetnej rozrywki, połączenie zagadki kryminalnej z dużą dozą humoru.   Wiadomo było ,że na smutki, troski, zły nastrój , jakieś depresyjne historie najlepiej poczytać Chmielewską . Lepsza  niż tabletki. Zaśmiewałam się do łez  przy „Wszystko czerwone”, „Bocznych drogach”, „Całym zdaniu nieboszczyka”. „Upiornym legacie”, „Krokodylu z kraju Karoliny”, „Romansie wszechczasów” i wielu innych. Czasem sobie myślałam ,że skoro bohaterowie tacy niepoukładani, mało przytomni, safandułowaci , to jak mogą  być specjalistami w swych zawodach. Zaraz jednak odrzucałam  na bok  takie rozumowe podejście i wracałam do lektury.

Ucieszyło mnie, że akcja „Byczków…”  toczy się kilka lat po zdarzeniach z „Wszystko czerwone” ,że wraca Alicja  i Dania.  No i na tym radość się skończyła. Czytając o perypetiach bohaterów , zastanawiałam się , gdzie dawna Chmielewska , gdzie podział się ten niewymuszony, skrzący dowcip , gdzie barwne postaci? Zostały w starych dobrych książkach, do których chętnie wracam . Nieważne, że wiem ,kto zabił czy dopuścił się  innego przestępstwa. Po prostu bawię się.

 Gościnna Alicja  nikomu nie zamknie drzwi przed nosem, więc nic dziwnego, że na prośbę polskich przyjaciół zgadza się  przygarnąć pod swój dach jakąś dziwną parę, nieznaną jej. Oczywiście zgubiła początek  i koniec listu, toteż nie wie, kto pisał i o kim . Musiały z Joanną nieco podedukować. Okazało się ,że zupełnie dobrze im to wyszło. Wiedziały ,iż kobieta nieprzytomnie kocha partnera, który niekoniecznie odwzajemnia namiętność. Dama jest po wypadku samochodowym , musi odpoczywać, oszczędzać się. Zjawia się Julia i Wacław. On cierpi na słowotok , ona milczy  jak kamień.  Nie zyskali akceptacji , nie mówiąc o sympatii, Alicji. Joanna i Marzena – sąsiadka Alicji-  również  czuła antypatię do gości , szczególnie drażni je Wacław , wszystkowiedzący,  nie zamykający ust, chyba że w trakcie posiłku. Państwo Buccy  to niezapowiedziani i uciążliwi goście, ale pojawia się piękna  Ewa z przemiłym Olafem (kolejny amant), ma też wpaść na kilka dni Stefan, pojawia się Magda  . Zaczęło być tłoczno. Należy jeszcze uwzględnić Marianka , który cały czas przesiadywał u Alicji i bez przerwy konsumował, an ona patrzyła z pewną pobłażliwością. Zjadał momentalnie wszystko, co zjawiło się w zasięgu wzroku. Wacław miał dziwne obyczaje- w trakcie jedzenia oblizywał łyżeczki, widelce też, nowo poznane kobiety bez pamięci obcałowywał , Julia wszędzie poruszala się ostrożnie , wodziła za nim wzrokiem i nadal milczała. Na żądną wycieczkę nie można ich było namówić, kołkiem siedzieli w domu. W końcu udaje się to Mariankowi , za co wszyscy byli mu niezmiernie wdzięczni.  Potem  kilkakrotnie wyruszali  sami , aż Wacław nie wrócił z jednej eskapady.  Nie wiadomo zabłądził, uciekł, stało mu się coś złego. Należaló brać pod uwagę najgorsze.Alicja wykonuje telefon do pana Muldgaarda. No i policyjna machina rusza.  Co prawda komisarz awansował, ale od czego są podwładni. Jednak postać Wacława , jak i znikniecie budzi  ciekawość Alicji, Joanny i całej reszty gości. Zaczynają się dowiadywać coraz więcej o nim , jego  przeszłości , wrogach . Trudno im prowadzić to prywatne śledztwo ze względu na obecność Julii w domu, ale zawsze znajdzie się dobre miejsce do wymiany myśli , informacji.

 Niby wszytko  w porządku , ale to nie to.  Brak mi akcji, niejednoznacznych bohaterów, mylnych tropów. Właściwie najwięcej czasu spędzają na jedzeniu i piciu hektolitrów kawy, przy okazji snując różne przypuszczenia. Bohaterowie stworzeni na zasadzie czerni-bieli, Julia bez życia, bez ikry, taka bezwolna. W sumie nie ma zaskoczenia . Rozwiązanie zagadki przewidywalne.  Dialogi, które zawsze były mocnym punktem książek Chmielewskiej , teraz momentami raziły mnie sztucznością, udziwnieniem.

  I nie pomógł ani pan Muldgaard, ani byczki.

wtorek, 05 kwietnia 2011, szamanka30

Polecane wpisy

  • Morze Niegościnne

    Wyd. Muza SA, str.304, Warszawa 2013 Z zainteresowaniemprze czytałam 2 lata temu pierwszą powieść J. Szamałka „ Kiedy Atena odwraca wzrok ”. Co pra

  • Pustelnik z lasu Eyton

    Wyd. Zysk i S-ka, seria Kroniki brata Cadfaela, tyt.org.The Hermit of Eyton Forest , tł.M.Michowski, str.274, Poznań 2004 Pierwszą powieść , której bohaterem j

  • Dzicy wojownicy

    Wyd.WAB,Rycerze Sycylii #2, Le guerriers fauves , tł. J.Sozańska, str. 318, Warszawa 2010 Z ogromną przyjemnością i ciekawością przeczytałam kolejny tom przygód

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/04/05 17:13:42
mi się też nie podobało :( nawet nie skończyłam
-
2011/04/05 20:55:39
O tak, tak, Pan M. niezły, ale reszta ... ech to po prostu nie to
-
szamanka30
2011/04/06 19:39:48
niebeskaa, doczytałam , bo zwykle tak robię, ale bez zbytniej przyjemności i raczej z ulgą powitałam ostatnią kartkę

bsmietanko, no właśnie -więcej słów nie trzeba i tylko żal pozostaje, a i powrót do starych , dobrych tekstów