Blog > Komentarze do wpisu
Zaginiona księga z Salem

Wyd. Niebieska Studnia, tyt.org. The physick book of Deliverance Dane, tł. R.Olboromski, str.412,

Powieść „Zaginiona księga z Salem”   znalazła się w kręgu moich zainteresowań przede wszystkim ze względu  na Salem. Ta nazwa jest jak magnes- przyciąga. Po lekturze książki M.Conde”ja, Tituba , czarownica z Salem” oraz „Córka heretyczki” K.Kent, byłam ciekawa co do zaproponowania ma K. Howe.  

Podeszła do tematu zupełnie inaczej . Postawiła tezę, że czary mogły mieć miejsce. Interesujące,  prawda? Jednak tez nieco bulwersujące. O polowaniach na czarownice , a szczególnie w Salem , raczej każdy ma wyrobioną opinię – skazano niewinne kobiety. Byłam bardzo zainteresowana  , jak tę sprawę przedstawi pisarka. Powieść toczy się przede wszystkim współcześnie, ale swój początek ma w wieku XVII. Dwuczasowa płaszczyzna zdarzeń jest  coraz częściej stosowania w tego typu książkach.

Howe rozpoczyna prologiem, którego bohaterowie i zdarzenia będą mieć niebagatelny wpływ na przyszłość. W Marblehead w 1681 ciężkie chwile przeżywał Peter Perford. Nie dość , że stracił żonę , to jego córeczka jest ciężko chora. Ani jego miłość i opieka, ani żadne leki nie pomogły. Oczekiwał Deliverance  Dane. Niestety nawet ona nie zdoła uratować małej. Od tej chwili Petford stał się wrogiem Deliverance. Obwinia ją o śmierć  córki, nienawidzi jej  i czeka na odpowiedni moment, by się zemścić.

W 1991 w Cambridge pewna miła dziewczyna zdaje ogromnie trudny egzamin. Jeśli  Connie Goodwin wyjdzie zwycięsko z tej próby , będzie mogła pisać  doktorat. Specjalizuje się we wczesnym osadnictwie w Nowej Anglii . Zdany egzamin jest punktem zwrotnym z karierze każdego młodego badacza. Connie od 3 lat studiuje na Harvardzie . Mieszka i przyjaźni się z Liz. Nie jest osobą towarzyską. Koncentruje się na swoich studiach, za towarzysza ma ukochanego psa Arlo.

 Po zdaniu egzaminu  doczekała się wolnego. Lato ma być jej odpoczynkiem  przed trudami pisania doktoratu. Connie ten czas wyobraża sobie zupełnie inaczej, ale jej plany niweczy telefon matki. Na jej prośbę ma się  udać do  Marblehead. Dom, który był od wielu lat w rodzinie, należy przygotować do sprzedaży. Grace Goodwin była wolny duchem, córka określała ją jako „ofiarę lat sześćdziesiątych”. Nigdy nie rozumiała dobrze matki, gubiła się nieco w jej kolejnych pomysłach. Teraz jednak Grace postawiła przed córką trudne zadanie. Od lat nikt nie mieszkał w tym domu, ona nie płaciła podatku od nieruchomości, więc trzeba było pogodzić się ze sprzedażą. Co prawda żadna z nich nie była do starego domostwa przywiązana- Connie nawet go nie pamiętała, a Grace zbywała  machnięciem ręką. I takim sposobem  na początku czerwca znalazła się w Marblehead.  Przy Milk Street  w domu babci Sophii. Od razu poczuła się jak w innym świecie. Duży ogród z różnobarwnymi kwiatami , drzewami oplecionymi winoroślą wydaje   się tajemniczy , niezwykły i nieco magiczny, szczególnie że ma nieodparte wrażenie widzenia osób już zmarłych przy normalnych codziennych czynnościach. W drugiej części ogrodu nie brakuje różnorakich ziół  i warzyw , a sam dom starutki , ale wprawił ją w zachwyt , bo  jest oryginalny z czasów osadnictwa. Liczy sobie kilka wieków. Naprawdę zaintrygowana była , gdy znalazła starą Biblię , w której był staroświecki  klucz, a w jego trzpieniu pergamin  ze słowami „Deliverance Dane”. Kim była?  Nigdy o niej nie słyszała. A jednak w domu jej rodziny znalazła tajemniczą kartkę. Connie  zaczyna być ciekawa ciekawością badacza. Postanawia znaleźć wszystkie informacje o zagadkowej kobiecie.

Czytelnik natomiast , dzięki interludium, jest świadkiem kilku ważnych zajść z życia Delivernace. Wiadomo, że  złożyła  skargę przed  sądem przeciwko Petfordowi o oszczerstwo. Nieszczęśliwy, ale mściwy mężczyzna rozpowiadał, że jest czarownicą,  zamordowała  jego córkę .W czasie takiego posiedzenia sądu każdy z mieszkańców Salem mógł zabrać głos. Zaczęto wypominać Deliverance, że , podobnie jak matka, jest zamawiaczką chorób, potrafi rzucić urok jak też go odczynić. Cierpienie, krzyki, żale małej Marty Petford złożono na karb uroku, jaki rzuciła. Po raz kolejny napiszę, że przeraża szybka zmiana zdania na czyjś temat. Dopóki pomagała, zwierzęta i  ludzie zdrowieli po jej lekach , posyłano po nią bez wahania, ale gdy tylko dziecko zmarło szybko ją obwiniono. Musiała mieć świadomość, że z jednej strony boją się jej ,a drugiej bardzo by chcieli jej zguby, bo czują się niepewnie.  Tylko ona wiedziała, że ma moc, może dar, dzięki któremu potrafi więcej, wie więcej. A  był to1682rok. Czas najgorszy dopiero nadejdzie . Rok 1692 i procesy. Dziewczęta z Salem zaczynają rzucać się  po podłodze , dostawać konwulsji, omdlewać. Bardzo szybko znaleziono przyczynę - czary. Ktoś rzucił urok. Zaczynają się aresztowania. Tituba , Sarah Good, Sarah Osborne zostają zatrzymane. Po przesłuchaniach, torturach, podają inne nazwiska.   Delivernace doskonale zdaje sobie sprawę, że przyjdą po nią, nie uniknie wiezienia, a pewnie i wyroku.  Martwi się o córkę, choć jej pieczy powierza gospodarstwo i …księgę. „Marcy  patrzyła , jak matka odchodzi, i czuła ,że nienawidzi tego człowieka, całej wsi, wielebnego Parrisa, tych niedorzecznych piszczących dziewcząt, swojego nieżyjącego ojca, Sarah Bartlett i nawet- aż nie chciała się do tego przyznać- Boga samego ,że dopuścił do tego , co się stało.”

Connie  przeszukuje archiwa miejskie , parafialne. Trafia na ślad , teraz już jest tego świadoma, przodkiń. Pragnie jednak uzyskać pewne odpowiedzi o  losy Deliverance , Marcy , Prudence , Patience , Sophii i Grace, łańcucha niewiast  jej rodu, kobiet , które znały czary. Z ich życiem nierozłącznie związana była księga , choć Connie  napotkała też nazwę almanach. Musi ją odnaleźć. Znów rusza do bibliotek , archiwów  sądowych, muzealnych, miejskich. Należy wspomnieć, że dosyć wcześnie  pomoc zaoferował jej poznany na dziedzińcu kościelnym młody człowiek. Przystojny, czarujący Sam Hartley. Cóż, poszukiwania  i odkrywanie tajemnic własnej rodziny  ,nie przeszkadzają w romantycznych uniesieniach. Connie  nie może przestać myśleć o Samie. Nigdy nie traciła głowy dla mężczyzny, a tu ,nie szukając , znalazła ukochanego.  Zawierzy mu w poszukiwaniach. Sam chętnie pomaga, orientuje  się w historii, ukończył historię sztuki, więc temat tak zupełnie obcy mu nie jest. I jak w porządnej książce z tajemnicami na czele , musi być czarny charakter. Pojawi się ktoś, kto będzie chciał ubiec Connie w odszukaniu księgi. Osobnik jest  bezwzględny, skupiony tylko na pozyskaniu księgi. Nie zabraknie niebezpiecznych sytuacji, jak też niejasnych.

Connie doskonale się sprawdza w pracy badawczej, w odnajdowaniu tropów  kobiet , które przecież zmieniały miejsca pobytu, nazwiska. Gorzej z akceptacją przeszłości, jej własnymi, nowo odkrywanymi umiejętnościami.  Przyznaję, że nieco mnie już irytowała wynajdując  śmieszne tłumaczenia o przypadku. Można  zrozumieć, że przeżywa się jakieś zaskoczenie, szok, gdy  ujawniają  się niezwykle moce. Tak, przywidzenie, jeśli widzi się  rodzona babkę i dziadka  w ogrodzie  czy praprababkę. Siła sugestii, zajmowanie się tematem, duża wyobraźnia, magia ogrodu – różnie można myśleć.   Dziwi jednak , jeśli sama podejmuje próbę sprawdzenia. Ma całkowicie zeschniętą zielistkę, a po paru minutach skupienia na niej swej uwagi ,w doniczce  jest bujna , zielona roślina. A ona- a może to przypadek? Już  bez przesady.

 Mam  wobec tej książki mieszane uczucia. Mniej odpowiada mi część współczesna. Działania Connie są czasem zbyt naiwne, ona sama ufna aż  do przesady, a wydawać by się mogło ,że  jest ostrożniejsza, bardziej sceptyczna.  Przyjmę, że to ogród  i duchy przodków miały swój wpływ. Natomiast  bardzo mi się podobały wszystkie interludia poświęcone przeszłości. Z ogromnym zainteresowaniem czytałam o życiu w Nowej Anglii  pod koniec XVIIwieku i w wieku XVIII. Pisarka z dużą dbałością  opisała życie osadników, ich zajęcia , miasteczka, domy z wyposażeniem. Hierarchię społeczną, powinności, wzajemne relacje czy  sposób wyrażania się. No i mentalność. Surową , purytańską. Nie brakuje tu mroku , tragedii, niesprawiedliwości , bezwarunkowej wiary. I tutaj K.Howe należą się brawa. Nieco gorzej wypada współczesność, choć na pewno z napięciem śledzi się poszukiwania głównej bohaterki. Nie odmówię pisarce umiejętności stworzenia napięcia, zainteresowania tematem, panowaniem nad słowem, tylko nieco za dużo lukru w kreacji Connie czy Sama Podoba mi się Delivernace- silna kobieta, mająca świadomość swych umiejętności, zagrożeń , jakie niosą, trwająca przy nich i wierze w Boga do końca.

Dobra powieść  na deszczowy, urlopowy czy leniwy  dzień.

 

                                                            ***

 

Warto przeczytać postscriptum K.Howe , w którym pisze o pojmowaniu czarów w tamtych czasach  , procesach czarownic , a szczególnie w Salem. Ponadto pisze, iż badając drzewo genealogiczne w linii żeńskiej , dowiedziała się o pokrewieństwie  z dwoma sądzonymi za czary – Elizabeth Howe i Elizabeth Proctor. Sama  jest doktorantką na wydziale historii Boston University, prowadzi seminaria na temat magii i czarów w dawnych wiekach. A mieszka w … Marblehead. 

sobota, 06 sierpnia 2011, szamanka30

Polecane wpisy

  • Morze Niegościnne

    Wyd. Muza SA, str.304, Warszawa 2013 Z zainteresowaniemprze czytałam 2 lata temu pierwszą powieść J. Szamałka „ Kiedy Atena odwraca wzrok ”. Co pra

  • Pustelnik z lasu Eyton

    Wyd. Zysk i S-ka, seria Kroniki brata Cadfaela, tyt.org.The Hermit of Eyton Forest , tł.M.Michowski, str.274, Poznań 2004 Pierwszą powieść , której bohaterem j

  • Dzicy wojownicy

    Wyd.WAB,Rycerze Sycylii #2, Le guerriers fauves , tł. J.Sozańska, str. 318, Warszawa 2010 Z ogromną przyjemnością i ciekawością przeczytałam kolejny tom przygód

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2011/08/06 18:53:43
Na tę książkę czekam w bibliotece, twoja recenzja upewniła mnie, że warto. Jeżeli lubisz klimaty czarownic i inkwizycji polecam ci także książkę "Ars magica" :)
-
szamanka30
2011/08/07 16:00:30
Avo_lusion mam nadzieję,że niedługo będziesz mogła ja przeczytać. Dziękuję za polecenie książki, choć to nie jest tak,że jakoś preferuję taki temat, raczej ludzkie losy w tak trudnych warunkach.
-
Gość: isia, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/08/08 15:30:42
Dzięki twojemu szczegółowemu opisowi czuję się jak po przeczytaniu całości.
-
szamanka30
2011/08/08 17:05:31
To nie jest streszczenie czy szczegółowy opis, nie można wiedzieć, co wydarzy się w książce. Dotknęłam tylko paru wątków. Nie wiesz, kim jest czarny charakter i jakie działania podejmie, nie wiesz też , co spotka w trakcie poszukiwan Connie, podobnie nie wiesz , co los przyniesie niektórym kobietom jej rodu. Wspomniałm tylko o Deliverance i Marcy, ale sam proces zostawiłam ciekawości czytelnika, podobnie jak dzieje młodszego pokolenia. Po tym, co napisałam ,naprawdę nie można powiedziec, że znasz powieść. Przeczytaj,a przekonasz się.