Blog > Komentarze do wpisu
Podmorska wyspa

Wyd.MUZA SA, tyt.org.La isla bajo el mar, tl. J.Ostrowska, G.Ostrowski, str. 526, Warszawa 2011

Powieść Allende musiała nieco poczekać , by, jak inne książki tej pisarki, wciągnąć mnie w swój świat . Zdecydowanie lekturze  nie służyły upalne dni. Musialy nadejść te chłodniejsze, pochmurne, nawet wietrzne i nieco pluchowate , by Antyle ze swa pogmatwaną historią zyskały moją niepodzielną uwagę.

Po raz kolejny Allende udowodniła, jak świetnie potrafi skonstruować fabułę , stworzyć  wyraziste postaci  i wpleść w akcję mnóstwo faktów historycznych . Nie wspomnę już o umiejętności wprowadzenia czytelnika w ten świat z pełnym zaangażowaniem w losy bohaterów .

Na Saint Domingue , czyli Haiti , plantacje były  naturalnym elementem krajobrazu wyspy. Wielkie posiadłości to setki niewolników , pracujących od świtu do zmierzchu , by właściciele mogli żyć w luksusie. Plantacje przede wszystkim są własnością Francuzów. W ojczystym  kraju nie wiodło im się najlepiej lub byli młodszymi synami , więc szukali szczęścia w Nowym Świecie. Wielu się powiodło. Zyski z uprawy trzciny cukrowej, eksport cukru przynosił fortunę. Nie wszyscy mieli na wyspie  rodziny , jednak życie towarzyskie kwitnie, bo należy bywać, a matki łowią kawalerów dla córek . Tam przestrzega się wszystkich reguł dobrego wychowania, zasad właściwej tej klasie społecznej. Przekroczenie granicy wywołuje towarzyski ostracyzm. Wolni mężczyźni  nie tylko dają upust  pokusom stołu, ale też z dużą subtelnością   adorują kobiety, komplementują , podziwiają , okazują  szacunek. O ich innym życiu się nie mówi . To temat tabu. Właściwie ma się wrażenie , że żyją podwójnym życiem. W hipokryzji.  Najlepiej  widać to obserwując  nowo przybyłego  młodego Francuza Touloulse Valmoraina. Wcale nie chciał znaleźć się na Saint Domingue , ale sprawy finansowe nie przedstawiały się dobrze. Ojciec był chory , a rodzina w dalekiej ojczyźnie oczekiwała odpowiedniego zastrzyku gotówki. Młodzieniec był przesiąknięty ideałami oświecenia , szczycił się dobrym wykształceniem, liberalnymi poglądami i bywaniem w odpowiednim towarzystwie. Sądził ,że na plantacji zostanie na krótko jako czasowa pomoc ojca. Pomylił się jednak. Miał zostać na długo , bo śmierć seniora rodu zmieniła jego sytuację. Musiał zacząć  żyć w pełni życiem plantatora, przejąć pewne zwyczaje i niepisany kodeks białych. Należało podjąć decyzje związane z wyprowadzeniem plantacji z zapaści , jej  przyszłością.   Z dużym zainteresowaniem obserwuje się zmiany zachodzące w Valmorainie, gdy jeszcze próbuje przed sobą udawać ,że pozostało w nim coś z tamtego idealisty , który przybył na Antyle. Z biegiem czasu przyjmuje zwyczaje białych panów. Całą nieprzyjemną część pracy wykonuje nadzorca niewolników, mężczyzna okrutny , bezlitosny , mający własny cel i uparcie do niego dążący. Toulouse oczekuje wyników , ale nie chce wiedzieć nic o metodach, jakimi są osiągane. Przymyka oko na gwałty na kobietach. Na chłosty czasem prowadzące do śmierci  czy kalectwa.  Funduje sobie stałą kochankę , oczywiście  Mulatkę, ale należącą do affranchis. Oszałamiająca uroda olśniewającej  Violette Boisier odurza go. Młoda kobieta rozkochuje go w sobie. Staje się zazdrosny. Zdaje sobie jednak sprawę ze swych powinności  .Musi się ożenić. Nie interesuje go uczucie ,ale raczej koligacje i posag. Zawiera kontrakt ze swym kubańskim  partnerem w interesach Sancho Solarem, którego siostrę Eugenię postanowił poślubić. Na Kubie czuła się nieźle , ale gorąca , wilgotna , parna wyspa  nie znalazła uznania Eugenii . Nie lubi jej, boi się. W tym czasie płomień namiętności plantatora do Violette niemal się wypalił. Pozostali przyjaciółmi , a z czasem partnerami w interesach. To ona zajęła się urządzaniem kawalerskiego mieszkania dla potrzeb kobiety, rodziny.  Od niej też kupił Zarite , młodziutką niewolnicę , by służyła młodej pani. Dzięki niej czytelnik może obserwować życie na plantacji z dwu stron – panów i niewolników. Zarite została przeszkolona do służby w domu  u madame Delphine , potem odkupiła ją Violette , by w końcu odstąpić ją Valmorainowi. Początkowo czuła się stosunkowo dobrze , wykonywała swoje obowiązki, poczuła nawet sympatię do doni Eugenii . Było jej żal zagubionej kobiety, od której mąż oczekiwał tylko wydania na świat syna. Osamotniona,  lubiła towarzystwo Zarite , uczyła ją nawet po hiszpańsku. Wymęczona , zalękniona  marzy już tylko o jednym – dać mężowi syna. Jednak jej umysł zaczyna się mącić. I upragniony malec nie przywróci jej chęci do życia. Eugenia wycofa się do swoich pokoi , pogrążając się we własnym świecie, a wychowaniem dziecka zajmie się Zarite , podobnie jak opieką nad nią. A Valmorain  prowadzi kawalerskie życie . Uczty, pijaństwo, czasowe kochanki. Poza tymi ostatnimi raczej chodzi o dobre stosunki z sąsiadami niż wielkie upodobanie do balowania. Dba jednak  też o interesy. W domu czuje się dobrze , szczególnie gdy sięgnął po Zarite, właściwie zgwałcił ją. Od tego momentu usługi seksualne ma zapewnione , przecież niewolnica nie może odmówić. W jego mniemaniu pewnie powinna być szczęśliwa ,że taki dobry pan zwrócił na nią uwagę . Namiętność pana  czy też potrzeby chronią dziewczynę przed zakusami nadzorcy. Życie domu , państwa nie ma tajemnic. Stosunek do niewolników też. Jak i co może czuć Zarite , gdy w jej obecności  toczy się rozmowa białych podważająca bycie człowiekiem , istotą myślącą ludzi innego koloru skóry. Dla nich to nierozumne , pozbawione możności odczuwania  narzędzia. Jak w  Rzymie starożytnym czy innych kulturach opartych na niewolniczej pracy.   Czytelnik jednak porusza się w kręgu niewolników domowych , bo Zarite  na polach nie bywa. Wiele informacji przenika jednak dzięki wspólnemu świętowaniu , kultom religijnym , bo wtedy stanowią gromadę , jedność . Bardzo ważna jest dla nich wiara  afrykańskich przodków , którą kultywują ,ale wszechobecne jest  vodou. Tante Rose  jest kapłanką ,zielarką, uzdrowicielką, do której każdy niewolnik  udaje się po pomoc. Znajomość ziół jest tak wszechstronna ,że młody lekarz Permentier o bardzo otwartym umyśle niejako pobiera nauki u Rose , by w następnych latach wielokrotnie skorzystać z wyniesionej wiedzy  dla dobra pacjenta. Lekarz  nie żywi uprzedzeń rasowych . Wiąże się z miłości z czarna kobietą. Żyją jak rodzina , ale nigdy nie przyzna się do niej oficjalnie , bo straciłby pacjentów , no i poparcie grand blanc .Z perspektywy czasu można powiedzieć, że tchórzył , ale  ja bym go nie potępiła . Robił tyle , ile mógł w konkretnej sytuacji społeczno-politycznej.

Wśród niewolników narasta niepokój , wrze  coraz mocniej . Właściwie wystarczy iskra , byle pretekst, by wszystko wokół zamieniło się w piekło  dla białych. Wielkie powstanie niewolników  na Saint Domingue zmiata kolejne plantacje . Murzyni biorą krwawy odwet za lata upokorzeń, poniżania , wyzysku. Tu nie ma litości.

W tym czasie Zarite kolejny raz jest w ciąży . Pierwsze dziecko zostało jej odebrane . Drży o to nienarodzone , modli się by było dziewczynką . Tragiczna sytuacja białych  wielu zmusza do ucieczki. Nie inaczej postępuje Valmorain .Zarite mu pomaga ,ale nie bezinteresownie. To moment , w którym może zażądać wolności dla siebie i dziecka- dla niej największego daru, spełnienia niemal nierealnego marzenia.  Jej pan nie zaryzykuje życia swego i syna. Otrzymuje upragniony dokument , ale bez rejestracji u sędziego. Przystankiem dla uciekinierów  jest Kuba.  Niektórzy z nią wiążą nadzieje na stały pobyt , początek nowego życia. A jednak Kubańczycy dają im szybko odczuć , iż wcale nie są mile widziani. Valmorain ma tutaj szwagra , toteż  wiedzie mu się lepiej.  Większość plantatorów z Saint Domingue  nie posiada już wielkich pieniędzy, nie udało się uciec z klejnotami czy złotem. Spadają w hierarchii społecznej. Założenie nowej plantacji wymaga kapitału , poza tym weszliby w drogę miejscowym. Dochodzi do starć i  konfliktów. Bycie uciekinierem teraz przeszkadza, a nie pomaga. Sancho i Valmorain  szukają wyjścia z sytuacji. I tu pojawia się Ameryka , a konkretnie francuska Luizjana. Tam niegdyś kupili ziemię. Mogą założyć plantację, ale bawełny , jak radzi Sancho, bo cukier źle się kojarzy.  Po tym  jak  niewolnicy  wzniecili powstanie , wygrali , wyrzucili białych z wyspy , utworzyli własny rząd ,każdy bał się, że w innym miejscu sytuacja może się powtórzyć . Niewolnicy wezmą przykład z nich i zapragną wywalczyć sobie wolność. Gdy  czytałam o walkach na Haiti , interwencji Napoleona , przysłaniu wojsk mających pomóc stłumić powstanie, niemal czekałam ,że przeczytam o Polakach , legionistach Dąbrowskiego , bo przecież właśnie tam ich Napoleon skierował. Jakie to tragiczne . Ludzie walczący o swą wolność mieli pacyfikować ludzi dążących do tego samego. Pomijam choroby , które doprowadziły do śmierci setek żołnierzy nieprzywykłych do zabójczego klimatu Antyli , ale dochodzi też do dezercji,  decyzji pozostania na wyspie . Nie o to przecież  walczyli.

Z drugiej strony , jak zawsze po walce , zaczynają się nieporozumienia , a nawet zdrady do tej pory sprzymierzonych. Zaczyna się zwykła polityczna gra. Nieistotne , jak bardzo pragnęli wolności , pierwsza wolna republika nie ustrzegła się błędów poprzedników. Dochodzą też do głosu sprawy statusu wśród byłych niewolników . To wszystko przeszkodzi w osiągnięciu pełnego sukcesu.  O tym jednak już czytelnik musi szukać informacji, bo podążając za Zarite i Valmorainem przybywa do Luizjany.

Tam życie jest nieco inne. Właściciele  plantacji nie mogą sobie pozwalać na takie okrucieństwo i bezwzględność , jaka  miała miejsce na Haiti. Niewolnik jest droższy , a przecież jest inwestycją , której niepotrzebnie , z błahego powodu nie powinno się tracić.  Toulouse szybko nawiązuje odpowiednie kontakty , w czym ogromnie pomocny jest Sancho – bawidamek , utracjusz, wielbiciel wszelkich rozrywek , ale pełen uroku , lubiany , choć nikt by oddał mu córki za żonę.

Tak , Luizjana to nowy początek. Jaki będzie dla bohaterów , których czytelnik obdarzył sympatią  lub  niechęcią. Swoje miejsce znajdzie tam też piękna Violette , doktor  Permentier z  rodziną. Nowy Orealn jest inny niż ktokolwiek sobie mógł  wyobrazić . Żyje tu wielu wolnych kolorowych, zaglądają tam biali . Oczywiście tradycja placage  i tam jest doskonale znana , a młode , piękne kobiety z mieszanych związków  nie mają wielkiego wyboru. Miasto kipi od wielości, różnorodności , przyciąga zapachami i kolorami. Jest w nim coś magicznego.  

Dzięki zabiegowi pisarki , wprowadzającej wspomnienia Zarite , pomiędzy kolejne zdarzenia można mieć ogląd niewolnika , jego ocenę poczynań  czy decyzji białych. W ich umysłach jest prawda, której nigdy nie wyartykułują. Mają jeszcze jakąś nadzieję w sobie , na pewno ważna w tym jest wiara , ale pozorna pokora kryje kipiącą nienawiść.  Poznając stanowisko grand blanc w tej samej kwestii , czasem odnosi się wrażenie , jakby mowa była o zupełnie innej sprawie. Wzajemna nieznajomość , niechęć rodzi coraz większe napięcia. Nie można też zapominać ,że nie tylko biali  mają swoją hierarchię społeczną , to samo odnosi się do Mulatów niezmiernie sztywno przestrzegających podziału wg stosunku krwi białych i czarnych w ich żyłach. Wśród niewolników są podziały  wywiezione jeszcze z ojczyzny tyczące plemiennej przynależności, a kolejnym jest rodzaj wykonywanej na plantacji pracy , różnicujący status w grupie .

Nie można też zapomnieć o ruchu abolicjonistów , który z każdym rokiem przybiera na sile.  Na razie jest przez wielu krytykowany i nielegalny , ale nie zraża to ludzi idei , przekonanych o swoich racjach.

 Postaciami wiodącymi są Zarite , Valmorain i Violette  jako przedstawiciele swoich grup społecznych, wyrażających różne dążenia ,  oczekiwania , marzenia , żyjący w sposób im przypisany. Ci jednostkowi bohaterowie są symbolem wszystkich warstw społecznych wyspy, poprzez ich losy widać zachodzące zmiany , bowiem akcja powieści toczy się w latach 1770-1810.

Powieść Allende jest wielowątkowa , doskonale skonstruowana. Losy Saint Domingue dla większości są nieznane . To tak daleki kraj , egzotyczny. Europa miała swoje problemy, ale  jeśli tylko można dowiedzieć się więcej , zawsze sięgnę po taka książkę. No i jednak  daleka wyspa i nasz kontynent  miały wpływ na siebie. Ponadto wprowadzenie opisu  wielu obyczajów, tradycji  czy wierzeń pozwala lepsze zrozumienie bohaterów, a i czytelnik zyska nową wiedzę.   Chwała pisarce ,że postanowiła ten świat  przybliżyć.

Powieść ma swój  bardzo swoisty rytm , czasem przypomina dźwięk afrykańskich bębnów , czasem leniwe , gorące dni wyspy , momentami  przyspiesza w chaosie i krzyku walki, lęku  czy oczekiwania.  Nie przeczę, że do stylu narracji wybranego przez Allende trzeba przywyknąć, ale potem już tylko chłonie się wydarzenia. Wielkim plusem jest ogromna różnorodność i wielość emocji, które targają bohaterami, ale i czytelnikiem. Złościłam się, nawet wściekałam, gardziłam , współczułam ,podziwiałam,  potępiałam , cieszyłam się  , ale byłam też przerażona. Jeszcze wiele innych uczuć we mnie szalało ,podobnie jak w bohaterach.

Po raz kolejny Allende udowodniła, że wobec jej powieści  nie można pozostać obojętnym. Zbyt blisko jest ludzkich spraw i emocji , by pozwolić sobie na pasywność.   No i wspaniały styl , jakim czarowała w innych powieściach. Cieszę się, że przeczytałam tę powieść , ale mam wrażenie , że nie potrafię tak do końca oddać jej złożoności. Czasem tak bywa z powieściami, które mocno mnie poruszają.

sobota, 17 grudnia 2011, szamanka30

Polecane wpisy

  • Morze Niegościnne

    Wyd. Muza SA, str.304, Warszawa 2013 Z zainteresowaniemprze czytałam 2 lata temu pierwszą powieść J. Szamałka „ Kiedy Atena odwraca wzrok ”. Co pra

  • Pustelnik z lasu Eyton

    Wyd. Zysk i S-ka, seria Kroniki brata Cadfaela, tyt.org.The Hermit of Eyton Forest , tł.M.Michowski, str.274, Poznań 2004 Pierwszą powieść , której bohaterem j

  • Dzicy wojownicy

    Wyd.WAB,Rycerze Sycylii #2, Le guerriers fauves , tł. J.Sozańska, str. 318, Warszawa 2010 Z ogromną przyjemnością i ciekawością przeczytałam kolejny tom przygód

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: