Blog > Komentarze do wpisu
Szkoła pod baobabem

Wyd.Axis Mundi, str, 196, Warszawa 2008, wyd.V

Z chęcią sięgnęłam po kolejny tom sagi B. Rybałtowskiej mając w pamięci syberyjską odyseję Zosi i jej córki. Byłam ciekawa , jak potoczą się ich dalsze  losy. Do Polski było przecież daleko. Wydostanie się z Rosji to tylko jeden etap powrotu. Na razie mogły się cieszyć, iż nie widzą wszechobecnego śniegu , nie odczuwają przenikliwego zimna, mają co jeść. O reszcie decydowali inni. Z Karaczi mieli odpłynąć do Afryki , gdzie Polacy zostali skierowani do różnych osad, by tam doczekać końca wojny.

W afrykańskiej  części autorka narratorką uczyniła Kasię  kilkuletnią (6-8) córkę pani Markowskiej. Przyznaję od razu, że ten zabieg mnie rozczarował, ponadto w moim odczuciu osłabił wydźwięk całej książki. Dziewczynka opowiada o zdarzeniach z punktu widzenia dziecka często nierozumiejącego wszystkiego , biorącego słowa dorosłych zbyt dosłownie , a poza tym nie bardzo wiedzącego za czym ma tęsknić.

Kasia została z matką wywieziona , gdy miała 2 latka. Cóż mogła pamiętać? Dla niej Warszawa , Hajewiszcze to puste nazwy , z niczym jej się nie kojarzyły ani ludźmi , ani budynkami. Nie pamiętała już  wyglądu ojca , a co dopiero kraju. Nawet niektóre syberyjskie wypadki  zacierały się w jej pamięci . Była tylko małym dzieckiem, do tego mocno chronionym przez matkę, by jak najmniej – jeśli to możliwe-dotknęło ją to tragiczne doświadczenie.  To ,że rzeczywistość , a nie wspomnienia były dla Kasi żywiołem jest naturalną cechą jej wieku. Była smutna  czy tęskniła za krajem ojczystym , bo dorośli tak odczuwali, szczególnie ukochana mama. To Zosia opowiadała o pięknie utraconego kraju, ale inni również nie skąpili wspomnień, a że te zawsze są piękne , nawet wyidealizowane czyniły z ojczyzny raj na ziemi.

Na razie jednak są w Ugandzie w Kodży . To osiedle , w którym mają mieszkać. Nie mogą się nadziwić lepiankom , jakie dla nich zbudowano . Nieco się obawiają , jak długo przetrwają te , wg nich, kruche domki. To kraj , w którym rządzą biali, Brytyjczycy , a tanią siłą roboczą są  rdzeni mieszkańcy kraju. Nawet w pewnej rozmowie z przyjaciółką Zosia zastanawia się , czy widzą różnicę w traktowaniu, na co pani Hania zapewnia, że na pewno  i upomną się o swoje prawa. Do buntów dochodzi już pod koniec  ich pobytu. Nie mają zbyt wielu możliwości , by poznać Murzynów. Anglicy  nie pozwalają na handel , lękając  się konsekwencji. Nie chcą , by tubylcy „się rozpuścili”, jak posłuchała Kasia . Co prawda Polacy obchodzą ten zakaz , kupując potrzebne artykuły spożywcze po kryjomu. Współczują  murzynom, żyjącym w wielkiej biedzie, często żebrającym u nich o kawałek chleba.

Kasia raczej jest podekscytowana innością kraju i ludzi. Dla niej Kodża to jeden plac zabaw. Jest urwisem , wszędzie jej pełno, ciekawska , pyta o wszystko, co ją interesuje , nie myśląc , czy jest to zgodne z dobrym wychowaniem. Lubi słuchać rozmów dorosłych, ale też powtarzać zdobyte informacje , czasem je przekręcając lub nie bacząc , iż sprawią komuś przykrość.  Zosia przeżyje wiele niepokoju o córkę. Panienka lubi rywalizować z chłopcami , nie widzi niebezpieczeństwa , nie przestrzega  zakazów czy napomnień matki.  Doskonale wie, na co  by otrzymała pozwolenie a co spotkałoby się ze sprzeciwem . Na pewno wyprawa na górę Dżyleta , gdzie uparła się pójść  to przykład dużej lekkomyślności . Gdy już doszli i zaczęli przygotowywać ognisko, pies Kasi okazywał niepokój. Nie rozumiała czemu, to tylko koty się zbliżały. Na szczęście Janek okazał większą wiedzę i rozsądek , wiedząc ,że przed gepardami należy uciekać  szybko i tak, by nie wyczuły człowieka. Przykłady różnych ryzykownych działań można by mnożyć. Kasia potrafiła  okazać też wiele wrażliwości czy współczucia. Dla wielu Polaków pobyt w Ugandzie łączył się z walką z chorobami, które są efektem syberyjskich przejść . Najtrudniej  walczyć z gruźlicą , która powoli ale systematycznie odbiera siły. Wielu zapada też na malarię , wymęczając kolejnymi nawrotami. Zosia już przywykła rozpoznawać u córki objawy zbliżającego się ataku , ale czasem należy odwieźć biedaka do szpitala. Dokuczliwe i nieprzyjemne są pchły ziemne  czyli dżygi, rozwijające się pod ludzką skórą.

W osadzie organizuje się akcję pisania listów do rannych na froncie Polaków , które dają im nadzieję i otuchę . Kasia to lubiła  , tylko w ferworze tworzenia  zapomniała dokładnie napisać, kto kim jest i zyskała sobie adoratora poważnie o niej myślącego.

Najważniejszym wydarzeniem dla wszystkich, ale szczególnie dzieci ,była decyzja o budowie szkoły. Wiele z nich nie umiało pisać i czytać, inni mieli wiedzę szczątkową , a powinni już tę sztukę opanować doskonale. Kasia była za mała na pójście  do szkoły , ale w przedszkolu nie chciała się znaleźć  . Znała alfabet , umiała pisać , więc postanowiła załatwić sprawę sama. Walka o zapisanie do szkoły , chociaż była co najmniej o 2 lata młodsza, budzi i uśmiech i szacunek. Zaczęto z uwagą przyglądać się budowie. Budynek był dziwny, niezamykany , liście baobabu dawały ochronę przed słońcem. Kasia marzyła , by jej przypadło miejsce przy liściach wielkiego drzewa. Nieco lepiej poznała wtedy jednego z Murzynów  nazywanego Czarnym Piotrusiem .  W wielkim podnieceniu oczekiwano otwarcia szkoły, ale przedtem z ogromnym  entuzjazmem szyto szkolne mundurki , szukano podręczników , które miały być szybko, a otrzymano je po roku. Odkąd Kasia zaczęła naukę , najwięcej miejsca poświęca szkole . Bo to nie tylko nauka , ale też przygotowywanie występów z okazji ważnych rocznic czy świąt, w które angażowała się całym sercem. 

Wzruszeniem przejmuje opis wigilii pod drzewkiem tui, gdy snute opowieści przywołują choinki, prezenty, śnieg, mróz, kuligi czy  niezwykła noc zaduszkowa.  Dziewczynka wspomina też o dziecięcych tragediach, gdy umiera matka czy opiekunka , a dzieci trafiają do sierocińca. Muszą odejść z Kodży. Zabawne historie łączy z wieściami o poszukiwanych bliskich, jak syn pani Wiśniewskiej , mąż pani Hani. Psikusy splatają się z realnym niebezpieczeństwem ze strony zielonych żmij  czy krokodyli w rzece. Pojawia się też pan Teofil. Przed wojną ekonomista, teraz chętnie poluje, bierze aktywny udział w życiu osady  i adoruje Zosię Markowską. Kasia go lubi, przepada za jego opowieściami do czasu , gdy zyskuje pewność, iż pragnie ożenić się z jej matką.  To już zupełnie inna i poważna sprawa.

Polacy nie tylko szukają swoich , ale też łowią wszelkie wiadomości o działaniach na froncie. Czekają na klęskę Niemiec , bo wtedy będą mogli po latach tułaczki wrócić do wyśnionej ,wytęsknionej  ojczyzny. Słuchają też o walkach pod Tobrukiem , bo z nimi wiąże się los męża Hani , o wykorzystywaniu polskich żołnierzy przez Brytyjczyków  na zasadzie lepiej posłać obcych na śmierć niż swoich. O ofiarności i determinacji polskich żołnierzy. To pozwala na dumę.

I wreszcie  nadchodzi dzień kapitulacji Rzeszy. Ludzi ogarnia euforia. Kraj jest już na wyciagnięcie ręki. Wrócą . Tylko do czego. Zaczęto  wyświetlać kroniki filmowe, pokazano zniszczoną po powstaniu Warszawę , obóz w Auschwitz , zrujnowany kraj. Dochodzą pierwsze listy. Niektórzy radzą się zastanowić , czy do takiej Polski- oczywiście politycznie- chcą wrócić. Rozejdą się drogi ludzi , którzy w ciągu kilku lat zżyli się ze sobą . Jedni pozostaną , emigrując potem do Australii , Anglii  , inni wrócą jak Zosia z córką.

Książkę czyta się szybko. Jest na pewno pełna ciepła i pełna humoru. Tego ostatniego w nadmiarze nawet dostarcza Kasia. Od pierwszej strony, gdy wypatruje „ognisk wojny”, chociaż nie może zrozumieć jak woda może się palić. Wiele takich sytuacji wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. A jednak nie ma tego wydźwięku w książce , jaki bez kłopotu zauważa się w I części. Tutaj tęsknota , smutek, żal , zmęczenie tułaczka rozmywa się gdzieś w tle. Na plan pierwszy wysuwa się Kasia ze swymi dziecięcymi problemami i pragnieniami. Należy się domyślać uczuć dorosłych poprzez niektóre wydarzenia. Ponadto oddając głos kilkuletniej dziewczynce autorka przesadziła nieco ze słownictwem , ilością wiedzy i sposobem przekazu, biorąc nawet poprawkę na wysoką  inteligencję Kasi .Jest zbyt „dorosłe”. Szkoda. Ta część jest po prostu słabsza.

środa, 18 stycznia 2012, szamanka30

Polecane wpisy

  • Morze Niegościnne

    Wyd. Muza SA, str.304, Warszawa 2013 Z zainteresowaniemprze czytałam 2 lata temu pierwszą powieść J. Szamałka „ Kiedy Atena odwraca wzrok ”. Co pra

  • Pustelnik z lasu Eyton

    Wyd. Zysk i S-ka, seria Kroniki brata Cadfaela, tyt.org.The Hermit of Eyton Forest , tł.M.Michowski, str.274, Poznań 2004 Pierwszą powieść , której bohaterem j

  • Dzicy wojownicy

    Wyd.WAB,Rycerze Sycylii #2, Le guerriers fauves , tł. J.Sozańska, str. 318, Warszawa 2010 Z ogromną przyjemnością i ciekawością przeczytałam kolejny tom przygód

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: