Blog > Komentarze do wpisu
Córka kupca

 

 Wyd.Świat Książki, tyt.org. Kaufmanstochter, tł. A.Janiszewska, str.414, Warszawa 2011

Lubię powieści historyczne dobrze osadzone w realiach danego czasu. Ciekawa więc byłam, jak wpisze się w ten nurt powieść Ines Thorn. Od razu zanotuję, że pisarka wyszła obronną ręką z tej próby. Z wielkim zainteresowaniem  weszłam w   stworzony przez nią świat i nie nudziłam się ani chwili  ,a  wprost przeciwnie budził fascynację, przy okazji dostarczając wiedzy na tematy obyczajowe, społeczne i polityczne, stając się bogatym freskiem z akcją i bohaterami przykuwającymi uwagę.

 Powieść otwiera trylogię opowiadającą o kupieckim rodzie Geisenheimer, jednak duże czasowe , jak i terytorialne odległości  ,pozwalają na lekturę pojedynczych tomów bez uszczerbku dla fabuły.  Sama lubię chronologię , więc zaczęłam od narodzin późniejszego protoplasty rodu.

Jest zimowa noc z 31 grudnia 1499 na 1 stycznia 1500 roku. Rodząca modli się , by dziecko nie przyszło na świat o północy. Kolejnym złym znakiem był poród pośladkowy. Uważano ,że takie narodziny przynoszą pecha.Niestety chłopczyk ujrzał ten nieprzyjazny świat równo z wybiciem północy. W zasadzie pan zamku mógł nakazać zostawienie go na śmierć , ale kobiety ubłagały go o pozostawienie chłopca. I nie liczyło się ,że był to jego syn. Rycerz mógł mieć  niejedno pozamałżeńskie dziecko i żadnego nie uznawał.To powszechna praktyka tamtych czasów. Panowie sobie folgowali , ale bękart nie upomni się przecież o majątek, bo na jakiej podstawie. Ziemia była tylko dla prawowitego dziedzica. 
Chłopczyk chował się na zamku niezauważany , usuwany sprzed oczu pana, często głodny, jeśli służąca Burga  sobie o nim nie przypomniała. Nawet imienia nie miał.  Dzikie , porzucone dziecko, które starało się znaleźć wyjście z sytuacji. W swych wędrówkach  po lesie poznał groźną tajemnicę. Początkowo pozwoliło mu to zdobyć fundusze  na jedzenie, przyodziewek , lepsze  miejsce spoczynku. Z czasem sytuacja stała się zbyt niebezpieczna. Musiał uciekać z zamku. Na jego drodze był klasztor,gdzie został przygarnięty przez mnichów. Nie rozumiał początkowo po co pytano go o imię, jakie ma to znaczenie , jednak opat oświecił go w tej kwestii „ Każdy człowiek ma imię . W Biblii napisano „Na początku było słowo”. To znaczy ,ze rzeczy zaczynają istnieć dopiero wtedy , gdy mają nazwę. Nawet dwoje pierwszych ludzi ,Adam i Ewa , ,miało imiona. Człowiek , który go nie ma, nie istnieje.(…)Dopiero gdy zostaniesz ochrzczony jakimś imieniem , będzie cię można odróżnić od innych chłopców. A kiedy będzie cię można odróżnić  od reszty, zaczniesz istnieć.” Toteż wielkim wydarzeniem dla dziecka było nadanie imienia. Cieszył się ,że brzmi inaczej niż znane mu dotychczas – Bertram  czyli „lśniący kruk”. Doznawał wielu emocji na myśl , iż wreszcie coś  odróżnia go  spośród innych, iż stał się  odrębnym bytem, sobą.

W  klasztorze uczył się pilnie , a okazał się niezmiernie bystrym , inteligentnym , chłonnym wiedzy dzieckiem. Szybko przyswajał łacinę , grekę , pisma  teologiczne , ale i filozoficzne. W ciągu kliku lat został  dość wszechstronnie wykształconym młodym człowiekiem. Zakonnicy mieli nadzieję, iż złoży śluby. Bertram lubił klasztor , ustalony rytm życia , dyscyplinę. Nawet rozmyślał o pozostaniu w skromnych progach , gdzie niegdyś znalazł schronienie i opiekę.  Jednak gdzieś tam było coś więcej. Mury przesłaniały inny świat , o którym słyszał od przejezdnych.  A on był ciekaw.

 Poznał wtedy Ludwika von Sttetena, syna bogatego frankfurckiego kupca. Okazał mu wielką pomoc w niezmiernie trudnej sytuacji. Wówczas w rozmowie zyskał pewność, że trzeba mieć nazwisko i pieniądze , aby w tym świecie stać się człowiekiem poważanym , szanowanym , no
i zauważanym przez innych. Zdecydował ,że osiągnie ten cel za wszelką cenę. Opat nie stawał na drodze jego planom , pogodził się z nimi , bo jak uważał dla Bertrama najważniejszą książką , starannie studiowaną był „Książę” Machiavellego ,a nie biblia. Doskonale wyczuwał ,że ten młodzieniec pragnie władzy.  Bertram ułożył sobie plan ,wg którego ojciec
Ludovika weźmie go do siebie na praktykę, a potem pomoże mu wejść w krąg  frankfurckiego kupiectwa.Było  to nieco naiwne myślenie , świadczące  o nieznajomości hermetycznych zasad poszczególnych warstw społecznych. Nie wystarczały uzdolnienia, chęci , ciężka praca. Trzeba się było urodzić wśród tych ludzi. Nie znano przechodzenia z jednego stanu do innego. Zasada dziedziczenia stanu z racji urodzenia nadal obowiązywała. O tym próbował przekonać go Ludovik „Nikt nie będzie cię uczył zawodu, nikt nie nauczy nowicjusza kupiectwa. Musiałbyś pochodzić z rodziny kupieckiej, urodzić się z prawego łoza i –o ile to możliwe –mieć prawa obywatelskie.(…)Patrycjusze biorą tylko synów innych patrycjuszy”. Marzenie Bertrama o wyjeździe i praktyce w kantorze von Sttetena miało się jednak ziścić dzięki wielkiej przysłudze , wyświadczonej obu kupcom. Zaczyna nowy rozdział swego życia , mający mu przynieść szacunek i władzę, o czym jest głęboko przekonany. Jest gotów ciężko pracować , ufa swym zdolnościom , umiejętności oceny  ludzi , ich pragnień i możliwości.  Nie wie jeszcze, jak będzie przyjęty i  traktowany przez innych  w mieście.  Na razie jest w podróży , pieszcząc w myślach swe marzenia, rozbudzając ambicję, której i tak miał niemało. „Do Frankfurtu! Do cesarskiego miasta ! do miasta targów!(…) Bertram czuł, że to miasto było jedynym , w którym znajdzie się miejsce dla kogoś takiego jak on.” Gdy on syci oczy widokiem miasta , trzy młode panny  z możnych kupieckich rodów idą na nauki  do klasztoru  magdalenek . Angelika i  Petronela dość spokojnie i beztrosko rozmawiają o przyszłości , spodziewanych związkach małżeńskich , aranżowanych przez ojców. To uległe młode kobiety, pragnące być dobrymi żonami i matkami, akceptujące w pełni nauki kościoła i zadania postawione przed kobietą. Tylko Gutta Hellmund  jest inna. Pracuje z ojcem w kantorze , co  ogromnie jej odpowiada , podobnie jak sugestia przeoryszy, by jeszcze nie szukać jej męża, bo ma pstro w głowie. Zła ocena niekonwencjonalnej dziewczyny. Ją interesuje praca „najchętniej zostałabym całe życie w kantorze i prowadziła ojcu księgi. Ale najbardziej chciałabym zostać kupcem , który podróżuje do dalekich krajów ,kupuje i sprzedaje towary. Florencja , Wenecja ,Strasburg , Bazylea ,Norymberga. Byłoby cudownie poznać te wszystkie miasta.” Niepospolita córka kupca Hellmunnda , która  ma tak niezwykłe marzenia. Smutkiem napawa ją fakt ,że płeć  dyskwalifikuje realizację pragnień w przyszłości.  Gutta uwielbia ruch, wjazdy i wyjazdy wozów z towarami , czuje radość , gdy bezbłędnie wyczuwa zapach przywożonych towarów, gdy w halach targowych przegląda towary, targuje cenę. To jej świat, tak bliski , a jednak dany tylko na chwilę.  Gutta jest tak inna , dość niezależna, a ojciec darzy ją wielkim uczuciem, że jeszcze pozwala , by zajmowała się tym , co uwielbia i w czym po prostu jest dobra.  Drogi Bertrama  oraz dziewcząt kiedyś się przetną i to  nie jeden raz , a więc nie zaszkodzi nieco o nich wiedzieć.  

Chłopak ciężko pracował w kantorze starszego von Sttetena. Nie przyjęto go dobrze. Był obcym , marnego pochodzenia.  Uczył się ciągle. Rozdzielał i rozwoził towary. Wtedy dowiedział się, skąd pochodzą najlepsze ryby, wina, przyprawy, materiały „Bertram biegał, liczył, zamiatał, kleił, przetaczał, liczył i ważył. Wykonywał swoja robotę najlepiej, jak potrafił(…)Zawsze ,gdy udało mu się wygospodarować kilka chwil, brał na spytki pisarza w kantorze”. I  cały czas uczył się czegoś nowego- co to cal, stopa, łokieć , jak obchodzić się z pieniędzmi , musiał pojąć ,czym jest weksel, papier dłużny , kredyt kupiecki czy pożyczka „Uczył się jak oszalały . zapamiętywał wszystko , co usłyszał w kantorze , jakby była to ewangelia . Wieczorem w łóżku  powtarzał to, czego się nauczył w dzień(…) Nie przeszkadzało mu to, że stary kupiec wciąż jeszcze widział w nim przybłędę , tego, którego imienia nie pamiętał”. Pracował bardzo ciężko , pewnie za dwu , bo stary potrafił wykorzystać okazję. Nikt w kantorze nie wołał po imieniu do młodego człowieka. Stteten a jego wzorem pracownicy kantoru wołali „ciulu”, a on zagryzał wargi i biegł. Miał dużo większy  i ważniejszy cel do osiągniecia , wiec ta uraza musiała pozostać na dnie serca. W owym czasie bardzo zmienił się Ludovik . nic  nie zostało w nim z młodego kupca, kaiego poznał Bertram w klasztorze . Zupełnie nie interesował go kantor , a dokładniej praca. Zyskami był zainteresowany , ale pasją młodzieńca stała się moda. Wybierał takaniny , krój, dodatki , pachnidła. To go pochłaniało. Zaczynał też wchodzić w konflikty z ojcem. Był zwolennikiem spółek handlowych , czego nie popierał starszy von Stteten.  Coraz więcej spraw załatwiał Bertram.  Jego ambicje były coraz większe. Marzyła mu się kupiecka córka za żonę,  własny dom , ale przede wszystkim znane nazwisko. No i drobnostka –zasiadanie w radzie miasta oraz członkostwo w starym towarzystwie Alten Limpurg, gdzie przyjmowano tylko przedstawicieli  starych rodzin patrycjuszy , ale często w owym miejscu zapadały najważniejsze decyzje.

Życiem  Bertrama kieruje ambicja , pragnienie władzy ,pozycji, posłuchu , bogactwa . Wszystkie decyzje , działania zarówno w sferze zawodowej , jak też prywatnej podporządkował urzeczywistnieniu swych pragnień. Czy osiągnie szczyt?

 Czytelnik towarzyszy jemu oraz innym mieszkańcom Frankfurtu kilkadziesiąt lat, więc bez trudu dostrzeże wszelkie zmiany, wielką rywalizację , wygrane i przegrane bitwy , zmianę stylu życia i bycia , przesunięcia na szachownicy priorytetów , wartości i zasad. Z wielkim zainteresowaniem towarzyszyłam Bertramowi , ale tez Gutcie , Angelice, Ludovikowi , czy też  Irmelin. Zastanawiałam się , jak mogłyby się ułożyć losy niektórych z nich w innych okolicznościach. Na pewno postaci są interesujące, wielowymiarowe, niebanalne, czasem skomplikowane. Gutta to druga osoba , która wzbudza bardzo skrajne uczucia. Z jednaj strony można zrozumieć jej obawy , a drugiej chciałoby  się potrzasnąć nią, by przejrzała na oczy i nie zasklepiała w swojej skorupie. Bohaterowie budzą różnorodne emocje , nie pozostawiają obojętnym .W moim przypadku była cała gama uczuć – współczucie, podziw, radość, złość , irytacja, potępienie, pogarda, niezrozumienie, żal, nadzieja. I jeszcze trochę .  Weszłam w ten świat pełna chęci poznania go, zafascynowania, momentami oczarowana , czasem zniesmaczona lub zirytowana z odrobiną smutku. Dostojne , bogate rody żyjące dla pozorów , oceniające innych  po urodzeniu i zasobności , a pod spodem przeżarte hipokryzją. Kupcy, którzy na zewnątrz chwalą się swą uczciwością , uznając ja za najwyższą cnotę, ale bez skrupułów oszukujący słabszych lub naiwnych. Podwójne  życie ,jakie prowadzą -utrzymywanie  kochanek,odwiedzanie prostytutek, ale potępianie takich praktyk u tych, których przyłapano. No i największa wina – strata majątku. Wczorajszy przyjaciel staje się niewidzialny , unika się go jak zarażonego trądem. To tylko kilka scen, ale potrafią wzburzyć  i na pewno ogromnie zaciekawić. Ale jak wiele się jeszcze działo! Ile się dowiedziałam.

 Oczywiście nie wolno zapomnieć , iż to czas wystąpienia Marcina Lutra  , początek reformacji, ale też podziału między ludźmi do tej pory świetnie się rozumiejącymi. Thorn doskonale nakreśliła zaskoczenie, zdumienie , dyskusje rozpalające ludzi, ostrze krytyki skierowane w kościół, ale nade wszystko wahania miast niemieckich . Co dla nich ważniejsze –religia czy zyski z handlu. Świetnie odzwierciedliła zależności miedzy polityką, religią i handlem na wielką skalę. Wprowadzając postać landgrafa heskiego Filipa zwanego Wielkodusznym ,zahaczyła już o sprawy całego państwa , rzutowanie rozpętanej  burzy religijnej na ogół społeczeństwa , a jego wybory prowadzą prosto do początku konfliktu zbrojnego, wojen religijnych.

Dodatkowym bohaterem , ale nie mniej ważnym jest sam Frankfurt , drobiazgowo opisany  od bogatych domów zamożnych mieszczan poprzez okolice ratusza, hale targowe, dzielnice bogaczy, do zaułków biedoty czy miejsc prostytutek nad Menem.

Im dalej w miasto , tym jest ono bogatsze. Wokół bram uliczki pełne były gliny, chałupy ciasno stłoczone . Śmierdziało tak, że aż zatykało dech w piersiach . Im bliżej środka miasta podchodzimy , tym wspanialsze staja się domy. Popatrz tylko, popatrz , zaraz dojdziemy do dzielnicy kupieckiej. Trzypiętrowe , różnorodne , szachulcowe domy z dwuspadowymi dachami i szybami w oknach. Na parterze sklepy i  magazyny, kantory, i warsztaty . Nad nimi pomieszczenia mieszkalne, które możesz rozpoznać po skrzynkach z kwiatami , ustawionymi ani chybi przez gospodynie. Na górze , na trzecim piętrze , nie ma skrzynek . Tam znajdują się z pewnością pokoje dla targowych gości . a świnie , które biegają tu po zaułkach , są tłustsze niż te na przedmieściach . Śmieci w rynsztoku cuchną zepsutym mięsem . Na przedmieściach  coś takiego zostałoby zjedzone . Kobiety są lepiej ubrane , ulice wybrukowane . Jeźdźcy, powozy i lektyki wypełniają uliczki , podczas, gdy na przedmieściach widać tylko drewniane wózki” (str.58, pierwsze spojrzenie Bertrama na miasto)

niedziela, 03 czerwca 2012, szamanka30

Polecane wpisy

  • 1 września 1939

    Był piątek 1939 r. Dzieci szykowały się do powrotu do szkoły , dorośli mieli swoje plany. A wszystko to w cieniu hitlerowskiego zagrożenia agresją na nasz kraj.

  • Muchy w zupie i inne dramaty

    Wyd. Grass Hopper, str.350, Lublin 2009 " Dużo się teraz mówi o tym, że każdy powinien mieć bogate życie wewnętrzne . Jestem pewna, że życie większości kobiet

  • Ważny przyczynek do zwycięstwa pod Grunwaldem czyli unikatowy most łyżwowy

    Na grunwaldzkie zwycięstwo złożyło się kilka elementów. Niezaprzeczalny wielki wysiłek rycerzy polskich, litewskich, ruskich ( nieco Czechów, no i Tatarów, a i

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/06/03 15:03:58
O, ja bardzo lubię takie powieści, o czym wiesz:) Będę jej szukała!! :):)
-
szamanka30
2012/06/04 20:13:23
Wiem avo:) powieść czyta się świetnie. Do mnie frunie druga część, co mnie cieszy niezmiernie. Mam nadzieję,że znajdziesz książkę i spodoba Ci się:)
-
lilithin
2012/06/05 07:47:20
No właśnie, imię określa człowieka, jego istnienie. A w kulturze indyjskiej, często i miesiąc po narodzinach dziecko jeszcze nie ma imienia. Trzeba skonsultować się z hinduskim duchownym, który na podstawie astrologii i nie wiem jeszcze czego, wybierze literę, którą imię powinno się zaczynać. I wtedy zaczyna się wybór - a jest to skomplikowane, bo każde imię oznacza co innego i nikt nie wybiera 'bo ładne'. Taka dygresja mi przyszła do głowy. Serdeczności!
-
szamanka30
2012/06/07 12:32:51
Lil, to bardzo ciekawe , co piszesz o wyborze imienia w Indiach. Kiedyś ciekawiło mnie , czy imię , jakie ktoś nosi wiąże sie z cechami charakteru , o czym czasem w różnych księgach imion poczytac można. Albo nadawanie niegdyś u nas imienia , jakie dziecię sobie na ten świat przyniosło czyli jaki święty mu patronuje. Dobrze jeśli to była Zofia, Jadwiga czy Teresa , ale Alfreda czy Zenona (znam takie osoby) to juz gorzej. Dziś raczej rodzice kierują się modą, często niestety serialową , niektórzy koniecznie chca by z cudzoziemska brzmiało , co przejmuje czasem dreszczem , gdy słyszę np. Dajana. Myślę,że imię jest ważne. Mnie się akurat moje podoba:) a czy bylabym inna , gdybym nosiła inne ? interesujące, acz niesprawdzalne.