Blog > Komentarze do wpisu
Generał Anders

Wyd. Agora, str. 330, Warszawa 2012

Monte Cassino . Pierwsze skojarzenie –ruiny klasztoru i powiewająca na nich polska flaga. Gdzieś w pamięci rozbrzmiewa melodia „Czerwonych maków”. A potem obraz białych krzyży i wykutego w okręgu orderu Virtuti Militari.I  zawsze jedno nazwisko – Anders. Odkąd pamiętam byłam dumna, zawsze głęboko poruszona działaniami II Korpusu. I–przyznaję- w gardle coś ściskało , gdy mówiłam o Cassino i generale. Wojna się jednak kończy, bohaterowie muszą odnaleźć się w normalnym , cywilnym życiu.  Dla Andersa i jego żołnierzy  to również poważna kwestia polityczna, łącząca się z podjęciem decyzji o dalszym życiu. Niestety Polska dostała się pod wpływ ZSRR, zapanował komunizm. To nie ta Polska o jaką walczyli. Pozostaje im emigracja.

Andersowi przede wszystkim ,ale też całej emigracji londyńskiej ,E. Berberyusz poświeciła swą reporterską książkę „ Władysław Anders.Życie po Monte Cassino”. Dzięki jej zacięciu w poszukiwaniu ludzi generała, przemierzaniu świata , by się z nimi  spotkać , porozmawiać , powspominać i Andersa  i  własne losy, wyłania się skomplikowany acz wielce interesujący, wielowymiarowy obraz. W centrum jest generał , ale wokół wielu wiernych,  wybitnych ludzi , oddanych generałowi i zawsze się do niego przyznających. Choć ma też sobie niechętnych. Jeśli są to podziały spowodowane przekonaniami politycznymi ,można je zrozumieć.  Przykro  , gdy do głosu dochodzi ludzka zawiść ,małostkowość , jakieś zaszłości , błahostki , które nie powinni dzielić ani skłócać ludzi ze sobą. Niestety za często tak się dzieje. Polskie piekiełko , gdzie  wypomina się każde słowo , myśl czy zamiar, dzieli włos na czworo i poszukuje winnych. Sami emigranci  nieco przygnębieni , opowiadają, że zazdroszczą innym , nawet Ukraińcom , którzy  przed obcymi tworzą wspólny front, bo najważniejsza jest ojczyzna. Dla Polaków to też przecież  sprawa honoru , ale nie potrafią zapomnieć o nieporozumieniach, przedłożyć sprawy najważniejszej ponad wszystko pozostałe. Niezmiernie przykro było czytać o wytoczonym przez Andersa procesie o zniesławienie  redaktorowi jednej z gazet. Proces głośny , w którym o zasadności zarzutów  mieli orzekać Anglicy , kompletnie niezorientowani w polskiej historii, toteż musieli przejść skrócony kurs. Polak zarzuca Polakowi m.in. brak polskości , a wyrokuje Anglik. Paranoiczne. I ogromnie smutne. Rozumiem jednak Andersa ,że nie mógł pozwolić, by obrzucano go błotem.

Sytuacja polskiej emigracji wojennej ewoluowała. Jak niektórzy wspominają , zaraz po Monte Cassino i całej kampanii włoskiej, Polaków podziwiano, przybywali politycy , wojskowi , nawet król Jerzy VI. Niektórzy mieli jeszcze nadzieję, że alianci zdecydują  się na bałkańskie rozwiązanie. Jednak większość po Jałcie i Teheranie wiedziała ,że zostali zdradzeni. Wykorzystano Polaków do ciężkich walk, a gdy zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki , ale też straszył Stalin z komunizmem , szybko poświęcili nasz kraj  i wiernych żołnierzy, by tylko zadowolić  generalissimusa. Z jaką goryczą , ale i złością powiedział Edward Raczyński  o Rooswelcie „sprzedał nas”. A było to kilkadziesiąt lat po fakcie. Takie emocje jednak nie przemijają , nie wypalają się. Najpierw fetowani , potem ignorowani , a w końcu element zbędny, przeszkadzający. Pojawiły się tabliczki z napisem „No Irish , no dogs, no Polish”. Nie potrafię sobie wyobrazić , co czuli. Ja pałam oburzeniem. Jeśli czytam, że dla generała Maczka nie było możliwości żadnej pracy , jak bycie barmanem , co mogę myśleć o sojusznikach. Dobrze ,że Holendrzy nieco lepiej się spisali.

Polska emigracja  potrafiła się zasymilować, ale nie końca. Zawsze pozostawał ten elemnet czysto polski, więź mocna , dzięki czemu zachowała język , tradycje ,kulturę , styl bycia, choć niektórzy zarzucali jej w późniejszych latach zaściankowość i konserwatyzm. Dla nich to była namiastka kraju. Nie wszyscy zostali w Anglii, niektórzy swe miejsce odnaleźli w Kanadzie.

A dojdzie emigracja `68 i posolidarnościowa. Spory , dyskusje , koncepcje nie opuszczą ich. Andersowcy to jednak nieco hermetyczna grupa, bo ich przeżycia są jedyne , głebokie , niepowtarzalne , tylko ich. Kto nie był w głębi Rosji , w sowieckim więzieniu ,  a po podpisaniu układu  Sikorski –Majski nie szedł do Andersa , by bić się z Niemcami, nie zrozumie ich w pełni. Mają wspólną historię.   Jaka wielka nadzieja i determinacja  była w tych ludziach , gdy mogli włożyć polski mundur i myśleć o walce z hitlerowcami. Mieli za sobą okrutne doświadczenia rosyjskich kazamatów , zsyłek syberyjskich, ale zaświtała nadzieja. I był dowódca. Nie byle kto. Gen . Władysław ANDERS.
Gdy w 1941 Rosjanie wypuścili go z więzienia , miał już cel. Sikorski porozumiał się ze Stalinem , a wybitnego dowódcę widział na czele mającego powstać wojska.Nie musiał lubić Andersa, wystarczy ,że znał jego umiejętności i  możliwości ( choć bał się  jego popularności  wśród żołnierzy). Anders jest gotów do wzięcia odpowiedzialności w zasadzie za przyszłość tysięcy Polaków.

„Stworzył armię więźniów dowodzoną przez więźnia”.

Ciągnęli ze wszystkich zakątków dalekiej Rosji do Jangi-Jul. Sam srodze doświadczony doskonale ich rozumiał.Wiedział jednak ,że nie chce , by te tysiące Polaków znały tylko wojsko, ćwiczenia , walkę. Oczywiście dorośli brali karabiny do ręki , ale nie przeszkadzało to uczyć się czytać, pisać, a dla dzieci  był to obowiązek. Patrzył w przyszłość i wiedział ,że nowoczesny żołnierz  musi być wykształcony, toteż od razu organizował szkoły , zapewniał rozrywkę, bo.

"jesteśmy małą Polską , tworzymy Polskę wędrowną

Pomysł ten tylko udoskonalał, bo już na Bliskim Wschodzie tworzył szkoły wszystkich typów- podstawówki, gimnazja, zawodówki, podchorążówki. Za tym poszedł rozwój prasy. Miało to też wielki sens terapeutyczny 

 „Dzięki aktywności intelektualnej , idącej jeszcze rozpędem nadanym w II Korpusie , wielu młodych żołnierzy rozbitków znalazło swoją drogę”.

O przeszłości generała nie ma zbyt wielu informacji. Kresowiak . Świetny i ceniony dowódca , zawsze zajęty. Prócz służby wiele czasu poświęcał sportowi hippicznemu oraz własnej stajni. Przed wojną miał 28 fulblutów. Jeźdźcem był doskonałym, nawet przewodził polskiej ekipie w Nicei na międzynarodowych zawodach hippicznych , gdzie Polska pierwsze miejsce zajęła. W czasie kampanii wrześniowej został ranny , a w lwowskim szpitalu już był pod sowiecką strażą. Żona starała się go wydostać , ale nie dało rady.

 Od zawsze był ogromnie czarujący. Kobiety przepadały za nim , a on często ulegał w myśl powiedzenia „wino, kobiety i śpiew.” Nie wiem jak z tym ostatnim, ale pieknymi paniami i  trunkiem nie gardził. Pierwsza pani Anders to bardzo interesująca dama. Pełna energii, poczucia obowiązku. Patriotka z zacięciem społecznikowskim. Jej wojenne losy to przykład wypełniania tego obowiązku, ale też ogromnej dzielności i odwagi. Dotarła do Andersa  , gdy był już zajęty inną. „Męża do końca wielbiła. Był „jej mężczyzną”, któremu dochowała wierności."

Druga żona Andersa Iryna ,Ukrainka, znana pod pseudonimem Renata Bogdańska była artystką rewiową.  Różne były wersje  ich poznania się , ale wg jej relacji  po prostu wpadła mu w oko na scenie i zaprosił ją i Zosię Terne na kolacje. Nie wszystkim podobał się ich związek , a już szczególnie gdy do Londynu zjechała „stara generałowa”. Przetrwał jednak 23
lata ,do jego śmierci. Pani Renata opiekowała się mężem , gdy odzywały się rany, gotowała , choć nie zawsze chętnie , bo lubił jej kuchnię i zawsze na obiad wracał do domu. Po jego śmierci wielokrotnie włamywano się do mieszkania,ukradziono pamiątki po generale.

Z obu związków miał dzieci.Młodsza z córek Anna Maria przyszła na świat , gdy był już starszym panem ,  traktującym ją bardziej jak dziadek niż ojciec.No i był  schorowany. Pamięta , jak w czasie choroby konspirowali ”papierosik, kieliszeczek”, a przecież żadnemu nie było wolno. Ma nieco wspomnień, ale brak jej autorytetu ojca. Nie czuje takiej przynależności do emigracji, do Polski. Pisarka zanotowała” Dla niej jest to uczucie narzucone, jako spadek po ojcu ‘polskość obowiązkowa” „.

Inna jest rozmowa z starszą z córek ,zwaną Hanisią. Z wielka czułością wspomina Gwiazdkę , gdy miała 7 lat,  a pod choinką stał żywy kucyk. Ojciec „codziennie doglądał jej ćwiczeń na maneżu , sam regularnie odbywał przejażdżkę konną i poobiednią drzemkę. Był to bardzo
uporządkowany człowiek”. Dla niego była Pepitą z popularnej wówczas piosenki , a on don Fernadem. Mówiła do niego „Władeczek” nigdy „tata”, a on pozwalał jej na wszystko. Miała dobre dzieciństwo  , szczęśliwą młodość , ale w czasie wojny i okupacji odebrała swoją część cierpienia. Po wojnie mogła znów zobaczyć ukochanego ojca, jednakże spotkanie  stało się też kresem zażyłości,  ufności. Było po prostu rozstaniem , ponieważ nie mogła zaakceptować porzucenia matki i związku z inną. Spotykali się ,ale zawsze w towarzystwie.  Jeszcze trudniejsze były relacje generała z jedynym synem. Bardzo skomplikowane, bolesne.

Dla Andersa II Korpus ,bitwa cassińska , cała operacja włoska to zwieńczenie misji , jakiej się podjął. Wyprowadził ludzi z ZSRR, przeszedł Bliski Wschód. Spotykał się z dowódcami angielskimi , z premierem Sikorskim , Sosnkowskim , a nawet Stalinem. Niejednokrotnie dyskutowali zarówno o sprawach wojskowych , aktualnych , ale też przyszłości. Po tragicznym ustaleniu granic , generał miał jeszcze nadzieję, że tym razem Zachód sprzymierzy się przeciw Stalinowi. Powalczą o inną Polskę. Niestety. Wtedy zobojętniał, ogień się w nim wypalił. Oczywiście brał udział w życiu emigracyjnym , ale bez tej energii i przekonania w lat wcześniejszych. Zdawał sobie sprawę, że dla swych żołnierzy jest najważniejszy. Jako dowódca nigdy ich nie zawiódł, więc i teraz zawsze mogli liczyć na niego. Był dla nich opoką w tym obcym miejscu , które należało oswoić, zaakceptować. Podjął się i tego. Każdego  roku  w rocznicę bitwy był na Monte Cassino u swoich żołnierzy. Tam chciał spocząć po śmierci. I zadowolona jestem, że to życzenie się spełniło. Śpi wśród ludzi , którzy mu ufali, kochali go , życzyli dobrze. Bo cóż mogę powiedzieć o moim  państwie ,które zabrało mu polskie obywatelstwo i nigdy nie oddało? dobrze ,że nie spoczywa tutaj , bo choć walczył o tej kraj , nie doceniono tego.

„Andersa chowano jak opata. Trumnę ze zwłokami , starym obyczajem , postawiono na marach. Przez cała noc odbywały się przy niej egzekwie.”

Wielki , charyzmatyczny,bezkompromisowy dowódca i człowiek. Postać niezwykle barwna. Oddany krajowi, konsekwentny w działaniu , odważny. Wierny swoim przekonaniom.  W pewnym sensie wizjoner. Człowiek , który może być wzorem dla innych. Imponuje mi. Jego sylwetka wyłania się z wielu opowieści.

Rozmówcy pisarki to równie interesujący ludzie  o często  przepięknych życiorysach, doskonale pamiętający tamte czasy i generała, choć z każdym rokiem , ba miesiącem  ich ubywa, kto inny wzywa na wieczna służbę. Żal ,że z niektórymi nie można już było porozmawiać , a radość , iż nawet 100 lat nie przeszkadza , jak E. Raczyńskiemu, w snuciu wspomnień.

Autorka dała czytelnikowi do ręki fascynującą książkę, pełną dawnego świata a jednak rzutującego na teraźniejszość, wielkiej polityki , naszego w tym miejsca. Na tym skomplikowanej osnowie politycznej rysują się wyraziście ludzie , którzy próbowali   bądź  faktycznie wpływali na losy państwa, spełniali marzenia , czekali na zmiany, z z pełnym zaangażowaniem działali w różnych emigracyjnych kołach, stowarzyszeniach. A z nimi zawsze generał Anders.

Świecicki przedstawił mnie podpułkownikowi; wtedy po raz pierwszy posłyszałem nazwisko „Anders”. Najpierw   Krzyż VM zwrócił moja uwagę, a potem oczy; były ciemne , szeroko rozstawione, patrzyły uważnie i wydawały mi się w młodej męskiej twarzy aż nadmiernie zamyślone. Cóż za kontrast z późnomłodopolskim gronem!”(W.Wohnout)

Nadzwyczaj uprzejmy , z czymś twardym i zimnym w szeroko rozstawionych dużych ciemnych oczach ; słuchał czujnie, nigdy się nie spieszył” (J.Czapski)

Czuło się w jego słowach , w jego niebywałej skromności coś, co w nim jest z dawnego chrześcijańskiego rycerza. Był to rozum z tych intuicyjnych; wszystko w nim było szczere"(J.Lechoń)

Płynęła od niego siła wewnętrzna , prostota pozbawiona wszelkiej pozy” (S.Baliński)

niedziela, 07 października 2012, szamanka30

Polecane wpisy

  • Morze Niegościnne

    Wyd. Muza SA, str.304, Warszawa 2013 Z zainteresowaniemprze czytałam 2 lata temu pierwszą powieść J. Szamałka „ Kiedy Atena odwraca wzrok ”. Co pra

  • Pustelnik z lasu Eyton

    Wyd. Zysk i S-ka, seria Kroniki brata Cadfaela, tyt.org.The Hermit of Eyton Forest , tł.M.Michowski, str.274, Poznań 2004 Pierwszą powieść , której bohaterem j

  • Dzicy wojownicy

    Wyd.WAB,Rycerze Sycylii #2, Le guerriers fauves , tł. J.Sozańska, str. 318, Warszawa 2010 Z ogromną przyjemnością i ciekawością przeczytałam kolejny tom przygód

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/10/07 17:17:18
Cudownie, że takie książki są wciąż wydawane:):)
-
szamanka30
2012/10/08 16:33:46
Mnie to tez ogromnie cieszy:) chciałabym ,żeby jak najwięcej osób zaciekawiło się tą ksiązką.
Wiele lat temu czytałam książkę Andersa "Bez ostatniego rozdziału", było to pierwsze wydanie w kraju (1989), wiem ,że niedawno ją wznowiono.
-
Gość: ksiazkowiec, 176.107.37.*
2012/10/10 17:14:55
Analiza Andersa wciąż przede mną. Tyle sprzecznych informacji o nim zbieram, że wciąż niewiele wiem. Raz szala przechyla się na korzyść Sikorskiego, raz Andersa. Czy mi życia wystarczy? W każdym razie jedno jest pewne - zawsze oceniam całość. Chodzi mi o życie prywatne. Człowiek jest pełną osobowością i nie powinien być oglądany z jednej strony. To temat na dłużej, może kiedyś powrócę. Nie stosuję wybiórczo tego oglądu wielkich postaci. Dotyczy to wszystkich. Dzięki za impuls. Książka ciekawa i zapisuję, żeby rozjaśnić horyzonty:)
-
szamanka30
2012/10/16 20:24:35
Niełatwe zadanie Cię czeka:) szczególnie jeśli chcesz wybierać między Andersem a Sikorskim. U mnie to bedzie Anders. Piszesz o oglądzie człowieka jako całości z jego życiem prywatnym i błedami w nim popełnianymi. Myslę,że pierwsze małżenstwo generała nie przetrwało przede wszystkim ze względu na kilkuletnią rozłąkę. Czy zostałby z nią do końca?Tez nie wiadomo. Jednak te decyzje nie negują jego żołnierskiej postawy, a ta jest niezachwiana, godna podziwu.
Wiem,że starsza córka napisała książkę o ojcu, ale nie czytałam.