O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
ADRES szamanka30@gazeta.pl
Książki 2012
Lektury 2010
Lektury 2011
Przeczytałam 2009
Przeczytałam (od 29.04.2008)
Przeglądam
Sieć
Wyzwanie czytelnicze
|
czwartek, 26 stycznia 2012
Puszczyk
Wyd. Znak , str. 430, Kraków 2012 Biorąc do ręki powieść Jana Grzegorczyka miałam nadzieję na dobrą lekturę, kryminalną zagadkę połączoną z tajemnicą obrazu i książki. Czy tak było? Bohaterem książki jest Stanisław Madej. Stasinek , jak niektórzy mówią. To dojrzały , samotny 50-letni mężczyzna , który niemal z dnia na dzień zmienia swoje życie. Przeprowadza się do wsi Rojny , gdzie ma dom po matce. Większość życia spędził jednak w mieście , pracując w wydawnictwie , marząc o własnym pisaniu , a nie redagowaniu cudzych tekstów. Stosunkowo szybko wpasowuje się w rytm wiejskiej egzystencji, wolniejszy , ściślejszy , nastawiony na podtrzymywanie kontaktów towarzyskich, ale też dający czas na własne przemyślenia czy refleksje. Nie kryje zachwytu dla otaczającego go piękna . Lubi chodzić po lesie , zbierać grzyby, kąpać się w jeziorze. Ogród wokół domu jest dla niego ostoją spokoju, pierwszym przystankiem bliskości natury. Obserwuje ptaki, często uwieczniając je na zdjęciach. Coraz częściej czuje, że trafił do cudownego miejsca. Chociaż ma wrażenie ,że jego sympatia absolutnie nie zostaje odwzajemniona. Niedługo po przyjeździe znajduje wisielca, potem umiera pani Szacowna, miłośniczka historii wsi i okolicy. Wyraża się o niej z wielkim szacunkiem , podkreślając podziw żywiony dla ludzi pasji. Te wypadki miały miejsce zanim autor wprowadził czytelnika w świat Madeja , są wspomnieniowe, choć odkrycie zwłok Guzowskiego , reakcja jego żony nie dają bohaterowi spokoju. Poczułam się wówczas , jakbym oglądała spektakl od drugiego aktu. Brak mi było początku historii. W Rojnach nawiązał bliższe kontakty z proboszczem Melchiorem Górskim oraz prokuratorem Alojzym Mizerą. Do prokuratorskiego domu bywa zapraszany nie tylko dla konwersacyjnej przyjemności gospodarza, ale też dla świetnej kuchni pani Helenki . Kobiety ogromnie sympatycznej, miłej, pobożnej , mocno zaangażowanej w sprawy parafii, wspierającej finansowo remont przeciekającego dachu kościoła. Lubi rozmowy z księdzem , choć czasem odnosi wrażenie ,że ten nieco go prowokuje, traktuje pobłażliwie. A jednak sekunduje mu w trosce o kościół , jego remont i pozyskiwanie funduszy na remont. Nie rozumie , czemu ksiądz nie chce mu pożyczyć wielce pożądanej książki Tomasz a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”, a przecież są przyjaciółmi. Gdy po wielu wahaniach , decyduje się udostępnić książkę Stanisławowi i powierzyć jakąś tajemnicę , umiera po upadku z drabiny , co lokalna policja od razu kwalifikuje jako wypadek. Na dodatek książka znika. To uruchamia jego pociąg do zgłębiania kryminalnych szarad. Dla niego to nie jest przypadek. Nie ogranicza się tylko do tajemnic i chęci ich rozwiązania począwszy od legendarnego Pustelnika na melchiorze kończąc. Musi uporządkować swoje życie , zmierzyć się z problemami. A trochę ich jest. Nie potrafi zaakceptować choroby i ograniczeń wynikających z cukrzycy. Lubi wypić, zjeść niezdrowo. Wykazuje ogromne zainteresowanie kobietami , za każdym razem wierząc , iż to jest ta jedyna , upragniona , na którą czekał. Wokół kręcą się trzy , wcale nie jakieś szare myszki. To świadome swych możliwości , inteligencji , urody , wdzięku i oddziaływania na mężczyzn panie. Każda z nich odegra jakąś rolę w jego życiu, czegoś się nauczy dzięki nim. Kim jest Stasinek ? już nawet takie zdrobnienie sugeruje chłopca czy nieśmiałego acz sympatycznego młodzieńca ,a nie pewnego siebie mężczyznę. Madej – poszukiwacz prawdy, Madej -marzyciel ,Madej -tęskniący za bliskością , miłością i przyjaźnią , Madej –ufny nawet wobec nowo poznanych , Madej – pielgrzym , Madej – wielbiciel natury i powrotu do prostoty życia , Madej – ulegający słabościom. Nie ma w nim harmonii, a jakiś wewnętrzny chaos. Zbyt wiele pragnie w krótkim czasie, jakby przez wiele lat żył w letargu i chciał nadrobić stracony czas. Dziwiło mnie zaufanie , jakim obdarzył dopiero co poznanego Radka , mieszkańca plebanii, znajomego nowego proboszcza, którego podobnie potraktował. Jednocześnie szybko wątpi w ludzi, jeśli coś nie przystaje do układanki lub reakcja jest inna od spodziewanej. Od szybkiej fascynacji , euforii do zwątpienia i podejrzeń. Jest w nim jakaś niepewność , zmieszana z uporem. Ta wytrwałość wynika z chęci rozwiązania zagadki śmierci księdza, a teraz i Guzowskiego, bo nie wierzy w samobójstwo. W tym celu nawiąże nawet kontakty z nielubianym dziennikarzem Kaleckim. Wszystkie działania Stanisława wywołują określone reakcje. Zanim późną jesienią odkryje prawdę, pozna wiele tajemnic , zwątpi w siebie i innych, pozyska nową pewność, stanie się strażnikiem pewnych wynurzeń. Poszukiwania Madeja dostarczają pisarzowi pretekstu do poruszenia wielu tematów. Sam bohater ze swymi problemami, dążeniami, poszukiwaniami i pragnieniami jest już intersujący. To człowiek , który musi zaakceptować zmiany w swoim życiu tam gdzie to niezbędne, uładzić wewnętrzny niepokój. Niektóre zmiany sam prowokuje nawet ich pożąda ,inne wymusza życie. Szukanie tylko w otoczeniu nie wystarcza. Musi przyjrzeć się sobie, co jest o wiele trudniejsze. Pisarz porusza również problem wiary, odnajdywania różnych ścieżek do Boga. Ukazuje wątpiących , silnych w przekonaniach , czymś zafascynowanych jak Stanisław Judaszem, również ateistów . Religia ,stosunek do niej to ważna część powieści. Z niej wysnuwa kolejny temat. Grzegorczyk sięga daleko w przeszłość , bo do lat 60-tych, by ukazać relacje państwo- kościół poprzez działania milicjantów czy ubeków. Inwigilacji duchownych, ich werbowaniu i metodom tegoż poświęca sporo miejsca . Kolejnym wątkiem jest kryminalna zagadka. No i nie może też zabraknąć tła obyczajowego. Co prawda niewielu rojczan przewija się w powieści , ale za to bardzo charakterystycznych. Dla mnie ich reprezentantem jest Szczupak. W jego spotkaniach i rozmowach z Madejem –miastowym- odnaleźć można sporą dawką humoru. Nie można odmówić pisarzowi umiejętności tworzenia ciekawych , skomplikowanych postaci. Ta niejednoznaczność doskonale komponuje się z fabułą wielowymiarową, różnorodną. W trakcie lektury momentami czułam się jednak przytłoczona ilością ważnych treści, które pisarz poruszył. A należałoby wspomnieć jeszcze o tajemniczym obrazie , który po latach do niego wraca. To takie małe ”ale”. Z drugiej strony życie każdego człowieka składa się z takiego kalejdoskopu rzeczy ważnych i błahych weryfikacji priorytetów i wartości . Książkę czyta się doskonale , szybko, bo akcja tak została poprowadzona , by zapewnić uwagę czytelnika. Dodatkowym atutem są świetne, bardzo malarskie opisy przyrody. Podoba mi się motto z odwołaniem do Wyspiańskiego , gdzie mowa o tytułowym puszczyku. Kim jest? Zwiastuje nieszczęście ,czy uczy się puszczy? Odpowiedzią jest powieść. "Ciągle odkrywam nowe miejsca . Usiadłem na pniu pokrytym mchem naprzeciw ogromnego buka. Po jego bokach rosły stare brzozy. Wyglądało, jakby koło króla zgromadzili się jego rycerze. Buk miał pięć równorzędnych pni. Pięciu królewiczów , pomyślałem. Nazwę to miejsce kaplicą królewską . Posadzka kolorowych liści , bizantyjska mozaika. Znów jestem bogatszy o jedno miejsce , pomyślałem. A tych miejsc jest tu tysiące, będę miał co robić do końca życia." (str.139)
wtorek, 24 stycznia 2012
Świąteczna podróż
Wyd. Zyski i S-ka, Klub Srebrnego Klucza, tyt.org.A Christans journey, tł. J.Łoziński, str. 112, Poznań Po lekturze poprzedniej książki A. Perry postanowiłam sięgnąć po kolejną jej powieść. Dostępna była „ Świąteczna podróż”. Niewielkich rozmiarów, co też czasem ma zalety :) Oczekiwałam kryminalnej zagadki, a otrzymałam raczej powiastkę obyczajową osadzoną w XIX-wiecznej Anglii. Pisarka bez wątpienia jest zafascynowana epoką wiktoriańską, co w tym przypadku jest ogromnym plusem, ponieważ bez problemu przybliża ją czytelnikowi. Jest grudzień. W posiadłości Omegusa Jonesa odbywa się przyjęcie . Wśród zaproszonych jest lady Vespasia , której wiele kobiet zazdrości urody, ale raczej nie przywiązują wagi do tego, iż posiada też bystry umysł. Nie jest najważniejszą cechą dla kobiety tamtych czasów , a przynajmniej taką, którą powinno się chwalić. Kobiety powinny być głupie lub doskonale udawać , iż takie właśnie są. Mężczyźni bowiem woleli urodziwe, z dobrym posagiem i uległe. Wyjątkiem był Omegus podziwiający rozum Vespasii, podzielający nadto jej pogląd , iż kobieta powinna być niezależna , móc wyrażać własne zdanie. To przypadek odosobniony. Wśród gości znalazły się również dwie młode wdowy- Gwendolen Kilmuir i Isobel Alvie. W tamtych czasach sytuacja wdowy była nieciekawa, miała wiele ograniczeń towarzyskich. To mąż , od którego była całkowicie zależna, dawał jej towarzyski status. Najlepszym więc wyjściem było ponowne zamążpójście. Obie samotne kobiety zainteresowane są młodym dżentelmenem Bertim Rosyhate`em. W tym swoistym wyścigu górę brała Gwendolin . Powszechnie oczekiwano oświadczyn w trakcie pobytu u Jonesa. W czasie kolacji dochodzi do nieprzyjemnej sytuacji. Dość porywcza Isobel obraża rywalkę. Warzy to humory , panie są zniesmaczone , a ogół oburzony takim postępkiem. Może skończyłoby się na przeprosinach, ale dochodzi do tragedii. Następnego dnia rankiem zostaje znalezione ciało Gwendolen , która odebrała sobie życie. Powszechna jest opinia , iż to okrutne słowa Isobel pchnęły młodą wdowę do samobójstwa. Nie ma za to kary więzienia , ale jest towarzyska banicja. Całkowite wykluczenie. To kara jeszcze gorsza, bo takie kobiety nie potrafią pracować, nie mają swoich dochodów ani innych źródeł finansowych. Nie staną się służącymi , gdy były paniami. Żebrać też nie będą , klasztorów brak. Isobel początkowo nie zdawała sobie spawy, jakie mogą być konsekwencje , jak straszne jest bycie niewidzialnym , ignorowanym. Doświadczywszy tego przy śniadaniu , nie wie co dalej. To Omegus znajduje wyjście.Powołując się na średniowieczny zwyczaj proponuje , by Isobel w ramach odkupienia winy udała się w podróż do matki ofiary, wyznała swe winy i towarzyszyła jej w drodze do Appelecross, posiadłości Jonesa. Ponadto ma zabrać list Gwendolin, którego treśc ma pozostać tajemnicą. Jeśli wypełni wszystkie warunki , ominie ją towarzyski ostracyzm, a żaden gość nie może o tym nikomu wspomnieć pod groźbą takiej samej kary. Dla Isobel to jedyne wyjście , chociaż przyjmuje je bez entuzjazmu, co zrozumiałe zważywszy iż matka Gwendolen mieszka w Szkocji, więc podróż szykuje się długa, trudna, a może i niebezpieczna. I tutaj wszystkich ,a nawet siebie zaskakuje Vespasia , zgłaszająca się na towarzyszkę podróży nieszczęsnej kobiety. Zarysowując sytuację, której efektem jest długa podróż , pisarka przedstawia zasady obowiązujące w towarzystwie , jak też ich przedstawicieli. Smutny to obrazek. Jedyne , co łączy tych arystokratów to urodzenie, przynależność do tej samej grupy społecznej. Relacje miedzy nimi są dość skomplikowane. Nie lubią się , raczej tolerują z powodu zobowiązań przynależnej ich klasie. Na próżno szukać sympatii. Rozliczają się wzajemnie z różnych subtelności towarzyskich spowodowanych tytułami , łaskami panujących, ilości ziem i zasobności kieszeni. Wszystkie te zasady obowiązują również przy stole. Rozmowy są raczej konwencjonalne, płytkie. Nikt nie zdobędzie się na szczerość czy wyrażenie własnej opinii, jeśli jest sprzeczna z obowiązującą. Wszystkie niuanse postepowania znają od przysłowiowej kołyski. Bogiem jest wierność konwenansom. Vespasia i Isobel odbywają ekspiacyjną podróż. Może wydawać się to proste. Pojechać, poinformować, a powrót zapewnia przebaczenie. One jednak niewiele mają wspólnego ze sobą , nie znają się . Nazywają się co prawda przyjaciółkami , ale żadna nie zdobędzie się na zaufanie wobec drugiej, na otwartość. Nie ma zwierzeń. Jakakolwiek poufałość może być zabójcza. Muszą pozostać w sztywnych ramach zasad. Przyjaźń więc to wspólne spędzanie czasu na tych samych przyjęciach, wypowiadanie się na określone tematy , odpowiednie zachowanie. Niewiele , ale jest to tarczą obronną w tej towarzyskiej dżungli. Posępność i małomówność Isobel odpowiada jej towarzyszce. Podróż bowiem to czas na rozmyślania, na niecodzienny rachunek sumienia, docieranie do zakamarków duszy, poznawanie siebie i intencji kierujących życiem. Ich podróż znacznie się wydłuży. Ile im to da? Czy wzbogaci duchowo? Gdzie więc jest kryminalna zagadka? Pojawia się w tle , narysowana miękką kreską, pozostająca bardziej w sferze domysłów , aluzji , niedopowiedzeń niż wyjaśnień kategorycznych i ostatecznych. Zgadza się to oczywiście z niepisanym prawem dumnych rodów. Mam mieszane uczucia po tej lekturze. Brak mi solidnej zagadki kryminalnej z pełnym rozwiązaniem. Dostałam przypowieść o winie i karze, o katharsis. Plusem jest dobrze odmalowane tło wiktoriańskiej Anglii z doskonale przedstawionymi bohaterami- gośćmi w Berkshire , ich ambicjami , słabościami,zawziętością , hipokryzją . Pod maską dobrego wychowania aż kpi od emocji. Książkę czyta się dobrze , raczej szybko, bo gna czytelnika ciekawość .
sobota, 21 stycznia 2012
Przystanek Pamieć - Ojciec Tomka
Alfred Szklarski ma dla mnie jedyne ważne skojarzenie- przygody Tomka Wilmowskiego. Powieści niosące smak przygody, obietnicę czegoś niezwykłego, wyczekiwane z wielką niecierpliwością i nadzieją .To książki , w których zaczytywałam się jako nastolatka , wracałam do poszczególnych części po kilka razy. Gdy w moich rękach znalazł się pierwszy tom cyklu „Tomek w krainie kangurów’, nie mogłam oderwać się od czytania . Na nic zdały się wołania Mamy na obiad, tłumaczenia Ojca ,że książka na mnie poczeka, a ja mam lekcje. Nie interesowały mnie w tym momencie żadne sprawy. Ja byłam w Warszawie , słuchając w podnieceniu i lekkim osłupieniu rozmowy tajemniczego gościa z ciotką , pakowałam się , wyjechałam do ojca. Nareszcie ! i zaczęła się przygoda życia. Australia – kontynent wielce interesujący , ale wg pana Wilmowskiego bezpieczny na wyprawę z synem.
Zaznałam u boku Tomka wielu przygód, w których często czynnie uczestniczył bosman Nowicki, coś z małego urwisa mający w sobie, ale też zyskałam ogrom wiedzy na temat tego kontynentu , jego historii, aborygenów , fauny i flory. Nie było w tym nudnego wykładu , ale informacje podawane w rozmowach, przy okazji konkretnych zdarzeń. Poza tym sama postać Tomka – odważny, dzielny, honorowy , prawy , kierujący się czasem intuicją, ale szanujący odmienność , otwarty na innych ludzi , chłonący wiedzę. No był nieco zarozumiały, ale wynikało to z chęci dorównania towarzyszom ojca, szczególnie Smudze. Wszyscy byli patriotami , ojciec i jego przyjaciele nie mogli się pokazać na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego. A syn przejął miłość ojczyzny. Poza tym jego szlachetność zdobywała mu rzesze wielbicielek. Ocalenie Sally , korespondencja z nią wywoływały westchnienia i rumieńce u wielu dziewcząt. Każda chciała mieć takiego chłopaka! Nic to, że bywał też lekkomyślny , samowolny, pakował się w tarapaty, nawet poważne niebezpieczeństwo. Dzięki temu nie był pomnikiem, tylko chłopcem z wadami i zaletami, które przeważały. Po Australii przepadłam na całego . Zakochałam się w powieści , jej bohaterach. Chciałam już mieć następny tom! Czekanie było torturą. Pragnęłam wiedzieć , co dalej z Tomkiem , jego towarzyszami , a Czarny Ląd wzbudzał ciekawość., podobnie jak później kolejne. Wyczekiwałam każdego nowego wydania. Zaraz kupowałam, pogrążając się w czyyytaaaniu. I tak skompletowałam sobie całość. Do teraz mam na półce.
Dzięki Tomkowi przewędrowałam niemal cały świat, poznałam wiele narodów, plemion , ich tradycji, zwyczajów , nie był tajemnicą świat roślin i zwierząt. Łowiłam ciekawostki o Polakach, którzy przyczynili się do badania danego kontynentu. Zawsze mnie to ciekawiło. I nawet początkowo nie sądziłam ,że cała ta wiedza czerpana z ukochanych powieści przyda mi się na lekcji geografii. Przyznaję, zabłysnęłam wtedy wiadomościami o Afryce i polskich badaczach tego lądu przed bardzo wymagającym profesorem. Od tej pory zawsze już dzieliłam się tym, co poznałam dzięki podróżom z Tomkiem. Piszę dziś o tym cyklu , bo jego twórca ,a więc ojciec Tomka, obchodziłby setne urodziny! Alfred Szklarski urodził się 21 stycznia w Chicago. W okresie międzywojennym wraca do Polski. Studiował w Warszawie W czasie wojny należał do AK, walczył w powstaniu warszawskim. Po wojnie został nawet aresztowany i skazany. Do 1953 siedział w więzieniu. Potem osiedlił się w Katowicach przy ul. Jordana. Już nigdy nie wyjechał za granicę. Wyjątkiem był Egipt , z którego jednak szybko wrócił, bo czymś się struł. Te wszystkie szczegółowe opisy krajów i kultur powstawały przy jego biurku w katowickim mieszkaniu. Wiele czytał , szperał po antykwariatach, znał języki , a jeśli chciał , potrafił się nauczyć w niedługim czasie kolejnego na potrzeby poznania książki przywiezionej zza żelaznej kurtyny. Posiadał wielką wyobraźnię , ale też wrażliwość . Jego powieści to nie tylko duża dawka kolejnych przygód bohatera . One miały wiele celów. Bez nadmiaru moralizatorstwa uczyły życia , relacji międzyludzkich i to z ludźmi innej wiary, rasy , obyczaju. Autor obdarza bohatera miłością ojczyzny, wielkim patriotyzmem , tęsknotą za krajem. Dla mnie to wielka zaleta kreowanej postaci. Dziś słowo „patriotyzm” stało się niemodne. Pomijam puste polityczne przemowy. Teraz modnie jest być Europejczykiem. A ja zawsze powiem ,że najpierw jestem Polką , potem Europejką. Szklarski przemycił również wiele innych cennych wartości w swoich powieściach. Ogromnie cenił i podziwiał Indian , upatrując w ich losach podobieństwa z polskimi dziejami. Poświęcił im trylogię „Złoto Gór Czarnych”. Zdaję sobie sprawę, iż dla większości dzisiejszej młodzieży jego powieści nie będą tak atrakcyjne jak dla mnie wiele lat temu. Nie tego oczekują od książek , po które sięgają. Jest jednak jakiś procent zapaleńców , miłośników tego typu lektury i to daje nadzieję, iż powieści Szklarskiego się obronią. Nie będę więcej o szanownym ojcu pisać , bo na internetowych stronach gazet przypomniano sylwetkę pisarza, którego tysiące kochały za cykl o Tomku. Cieszy mnie to bardzo. Jednak największą radość sprawia mi wiadomość o weekendzie w Chorzowie poświeconym pisarzowi. To odbywający się 20-22 stycznia Festiwal Ciekawych Świata . Można jeszcze dołączyć! Organizacją zajęli się ludzie , którzy w latach nastoletnich zakochali sie w powieściach Szklarskiego , a dziś jako dorośli , dojrzali ludzie nadal potrafią wracać do Jego książek, a nawet podróżować śladami Tomka i zdumiewać się z jaką obfitością szczegółów i precyzją opisu miejsc przedstawiał pisarz kolejne kraje. U mnie zawsze będzie miejsce dla tych książek. I zawsze pamiętać będę ich twórcę, bo w bardzo dużym stopniu rozbudził już we mnie istniejącą ciekawość świata i ludzi.
środa, 18 stycznia 2012
Szkoła pod baobabem
Wyd.Axis Mundi, str, 196, Warszawa 2008, wyd.V Z chęcią sięgnęłam po kolejny tom sagi B. Rybałtowskiej mając w pamięci syberyjską odyseję Zosi i jej córki. Byłam ciekawa , jak potoczą się ich dalsze losy. Do Polski było przecież daleko. Wydostanie się z Rosji to tylko jeden etap powrotu. Na razie mogły się cieszyć, iż nie widzą wszechobecnego śniegu , nie odczuwają przenikliwego zimna, mają co jeść. O reszcie decydowali inni. Z Karaczi mieli odpłynąć do Afryki , gdzie Polacy zostali skierowani do różnych osad, by tam doczekać końca wojny. W afrykańskiej części autorka narratorką uczyniła Kasię kilkuletnią (6-8) córkę pani Markowskiej. Przyznaję od razu, że ten zabieg mnie rozczarował, ponadto w moim odczuciu osłabił wydźwięk całej książki. Dziewczynka opowiada o zdarzeniach z punktu widzenia dziecka często nierozumiejącego wszystkiego , biorącego słowa dorosłych zbyt dosłownie , a poza tym nie bardzo wiedzącego za czym ma tęsknić. Kasia została z matką wywieziona , gdy miała 2 latka. Cóż mogła pamiętać? Dla niej Warszawa , Hajewiszcze to puste nazwy , z niczym jej się nie kojarzyły ani ludźmi , ani budynkami. Nie pamiętała już wyglądu ojca , a co dopiero kraju. Nawet niektóre syberyjskie wypadki zacierały się w jej pamięci . Była tylko małym dzieckiem, do tego mocno chronionym przez matkę, by jak najmniej – jeśli to możliwe-dotknęło ją to tragiczne doświadczenie. To ,że rzeczywistość , a nie wspomnienia były dla Kasi żywiołem jest naturalną cechą jej wieku. Była smutna czy tęskniła za krajem ojczystym , bo dorośli tak odczuwali, szczególnie ukochana mama. To Zosia opowiadała o pięknie utraconego kraju, ale inni również nie skąpili wspomnień, a że te zawsze są piękne , nawet wyidealizowane czyniły z ojczyzny raj na ziemi. Na razie jednak są w Ugandzie w Kodży . To osiedle , w którym mają mieszkać. Nie mogą się nadziwić lepiankom , jakie dla nich zbudowano . Nieco się obawiają , jak długo przetrwają te , wg nich, kruche domki. To kraj , w którym rządzą biali, Brytyjczycy , a tanią siłą roboczą są rdzeni mieszkańcy kraju. Nawet w pewnej rozmowie z przyjaciółką Zosia zastanawia się , czy widzą różnicę w traktowaniu, na co pani Hania zapewnia, że na pewno i upomną się o swoje prawa. Do buntów dochodzi już pod koniec ich pobytu. Nie mają zbyt wielu możliwości , by poznać Murzynów. Anglicy nie pozwalają na handel , lękając się konsekwencji. Nie chcą , by tubylcy „się rozpuścili”, jak posłuchała Kasia . Co prawda Polacy obchodzą ten zakaz , kupując potrzebne artykuły spożywcze po kryjomu. Współczują murzynom, żyjącym w wielkiej biedzie, często żebrającym u nich o kawałek chleba. Kasia raczej jest podekscytowana innością kraju i ludzi. Dla niej Kodża to jeden plac zabaw. Jest urwisem , wszędzie jej pełno, ciekawska , pyta o wszystko, co ją interesuje , nie myśląc , czy jest to zgodne z dobrym wychowaniem. Lubi słuchać rozmów dorosłych, ale też powtarzać zdobyte informacje , czasem je przekręcając lub nie bacząc , iż sprawią komuś przykrość. Zosia przeżyje wiele niepokoju o córkę. Panienka lubi rywalizować z chłopcami , nie widzi niebezpieczeństwa , nie przestrzega zakazów czy napomnień matki. Doskonale wie, na co by otrzymała pozwolenie a co spotkałoby się ze sprzeciwem . Na pewno wyprawa na górę Dżyleta , gdzie uparła się pójść to przykład dużej lekkomyślności . Gdy już doszli i zaczęli przygotowywać ognisko, pies Kasi okazywał niepokój. Nie rozumiała czemu, to tylko koty się zbliżały. Na szczęście Janek okazał większą wiedzę i rozsądek , wiedząc ,że przed gepardami należy uciekać szybko i tak, by nie wyczuły człowieka. Przykłady różnych ryzykownych działań można by mnożyć. Kasia potrafiła okazać też wiele wrażliwości czy współczucia. Dla wielu Polaków pobyt w Ugandzie łączył się z walką z chorobami, które są efektem syberyjskich przejść . Najtrudniej walczyć z gruźlicą , która powoli ale systematycznie odbiera siły. Wielu zapada też na malarię , wymęczając kolejnymi nawrotami. Zosia już przywykła rozpoznawać u córki objawy zbliżającego się ataku , ale czasem należy odwieźć biedaka do szpitala. Dokuczliwe i nieprzyjemne są pchły ziemne czyli dżygi, rozwijające się pod ludzką skórą. W osadzie organizuje się akcję pisania listów do rannych na froncie Polaków , które dają im nadzieję i otuchę . Kasia to lubiła , tylko w ferworze tworzenia zapomniała dokładnie napisać, kto kim jest i zyskała sobie adoratora poważnie o niej myślącego. Najważniejszym wydarzeniem dla wszystkich, ale szczególnie dzieci ,była decyzja o budowie szkoły. Wiele z nich nie umiało pisać i czytać, inni mieli wiedzę szczątkową , a powinni już tę sztukę opanować doskonale. Kasia była za mała na pójście do szkoły , ale w przedszkolu nie chciała się znaleźć . Znała alfabet , umiała pisać , więc postanowiła załatwić sprawę sama. Walka o zapisanie do szkoły , chociaż była co najmniej o 2 lata młodsza, budzi i uśmiech i szacunek. Zaczęto z uwagą przyglądać się budowie. Budynek był dziwny, niezamykany , liście baobabu dawały ochronę przed słońcem. Kasia marzyła , by jej przypadło miejsce przy liściach wielkiego drzewa. Nieco lepiej poznała wtedy jednego z Murzynów nazywanego Czarnym Piotrusiem . W wielkim podnieceniu oczekiwano otwarcia szkoły, ale przedtem z ogromnym entuzjazmem szyto szkolne mundurki , szukano podręczników , które miały być szybko, a otrzymano je po roku. Odkąd Kasia zaczęła naukę , najwięcej miejsca poświęca szkole . Bo to nie tylko nauka , ale też przygotowywanie występów z okazji ważnych rocznic czy świąt, w które angażowała się całym sercem. Wzruszeniem przejmuje opis wigilii pod drzewkiem tui, gdy snute opowieści przywołują choinki, prezenty, śnieg, mróz, kuligi czy niezwykła noc zaduszkowa. Dziewczynka wspomina też o dziecięcych tragediach, gdy umiera matka czy opiekunka , a dzieci trafiają do sierocińca. Muszą odejść z Kodży. Zabawne historie łączy z wieściami o poszukiwanych bliskich, jak syn pani Wiśniewskiej , mąż pani Hani. Psikusy splatają się z realnym niebezpieczeństwem ze strony zielonych żmij czy krokodyli w rzece. Pojawia się też pan Teofil. Przed wojną ekonomista, teraz chętnie poluje, bierze aktywny udział w życiu osady i adoruje Zosię Markowską. Kasia go lubi, przepada za jego opowieściami do czasu , gdy zyskuje pewność, iż pragnie ożenić się z jej matką. To już zupełnie inna i poważna sprawa. Polacy nie tylko szukają swoich , ale też łowią wszelkie wiadomości o działaniach na froncie. Czekają na klęskę Niemiec , bo wtedy będą mogli po latach tułaczki wrócić do wyśnionej ,wytęsknionej ojczyzny. Słuchają też o walkach pod Tobrukiem , bo z nimi wiąże się los męża Hani , o wykorzystywaniu polskich żołnierzy przez Brytyjczyków na zasadzie lepiej posłać obcych na śmierć niż swoich. O ofiarności i determinacji polskich żołnierzy. To pozwala na dumę. I wreszcie nadchodzi dzień kapitulacji Rzeszy. Ludzi ogarnia euforia. Kraj jest już na wyciagnięcie ręki. Wrócą . Tylko do czego. Zaczęto wyświetlać kroniki filmowe, pokazano zniszczoną po powstaniu Warszawę , obóz w Auschwitz , zrujnowany kraj. Dochodzą pierwsze listy. Niektórzy radzą się zastanowić , czy do takiej Polski- oczywiście politycznie- chcą wrócić. Rozejdą się drogi ludzi , którzy w ciągu kilku lat zżyli się ze sobą . Jedni pozostaną , emigrując potem do Australii , Anglii , inni wrócą jak Zosia z córką. Książkę czyta się szybko. Jest na pewno pełna ciepła i pełna humoru. Tego ostatniego w nadmiarze nawet dostarcza Kasia. Od pierwszej strony, gdy wypatruje „ognisk wojny”, chociaż nie może zrozumieć jak woda może się palić. Wiele takich sytuacji wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. A jednak nie ma tego wydźwięku w książce , jaki bez kłopotu zauważa się w I części. Tutaj tęsknota , smutek, żal , zmęczenie tułaczka rozmywa się gdzieś w tle. Na plan pierwszy wysuwa się Kasia ze swymi dziecięcymi problemami i pragnieniami. Należy się domyślać uczuć dorosłych poprzez niektóre wydarzenia. Ponadto oddając głos kilkuletniej dziewczynce autorka przesadziła nieco ze słownictwem , ilością wiedzy i sposobem przekazu, biorąc nawet poprawkę na wysoką inteligencję Kasi .Jest zbyt „dorosłe”. Szkoda. Ta część jest po prostu słabsza.
niedziela, 15 stycznia 2012
Przystanek Pamięć
Pamięć była zawsze istotną rzeczą w moim życiu. Pamięć ludzi , dokonań, przełomowych, ważnych i drobnych wypadków, składających się na naszą egzystencję. Nie potrafię wytłumaczyć , skąd akurat takie zainteresowanie czy nawet pasja. Lubię jednak przywracać postaci i zdarzenia na chwilę ponownie do życia. Chciałam zaprosić was do tego kącika pamięci. Mam nadzieję ,że znajdziecie dla siebie coś interesującego. Taki sygnalny post powstał niedawno , gdy zapragnęłam podzielić się krótkimi refleksjami o Eco, Katarzynie Medycejskiej czy Edwardzie Wyznawcy. Kilka razy w miesiącu ukazywać się będą notki poświęcone wybranym ludziom. Zapewne najczęściej będą to władcy , dowódcy i literaci. Czy faktycznie ludzie urodzeni tego samego dnia mają podobne charaktery? Tak mówi wielu wróżbitów , a i całkiem sporo osób wierzy w to, upatrując w swoich losach sprawstwa gwiazd. Jacy są ci, którzy ujrzeli świat 15 stycznia? Wybrałam dwie nietuzinkowe osoby. ***
Tego dnia w Krakowie przyszedł na świat Wyspiański trojga imion – Stanisław Mateusz Ignacy. Żył krótko, acz niezwykle intensywnie. Czytając o jego dokonaniach , rozległych zainteresowaniach czuję podziw. Dla mnie był gigantem swoich czasów. Któż nie pamięta słów „Teatr mój widzę ogromny”? te słowa padły dużo później. Jako chłopiec młody Staś niczym się nie wyróżniał , nawet można rzec, iż był uczniem przeciętnym. Jako młodzieniec po maturze wybrał studia filozoficzne na UJ ze szczególnym uwzględnieniem wykładów z historii, historii sztuki i literatury. Zaczyna się kształtowanie zainteresowań. A gdy po roku zapisał się do Szkoły Sztuk Pięknych, widać było wyraźnie, że zmierza w kierunku twórczości literacko-malarskiej bazującej w dużej mierze na historii kraju. W akademii stał się wyróżniającym uczniem , co szybko dostrzegł ówczesny dyrektor sam Jan Matejko. Uznając talent Stanisława zaproponował mu współtworzenie zaprojektowanych przez siebie polichromii w kościele Mariackim . To wielkie wyróżnienie i uznanie ze strony mistrza , po trosze nawet nobilitacja. Wyspiańskiego pociągał jednak szeroki świat , jego cuda, dokonania największych ludzi sztuki, stąd jego zagraniczna podróż wiodąca do Włoch , Francji , Szwajcarii , Niemiec i czeskiej Pragi. Malował wtedy dużo , zatracając się niemal w przelaniu na płótno swego oglądu świata, ludzi . Wiele szkicował , szczególnie nad Wisłą , zawsze ołówkiem , czasem tylko utrwalał akwarelą barwę rośliny, dodatkowo szczegółowo opisaną. Rozmaitość kolorów, bogactwo kształtów opisał artysta sobie tylko właściwym językiem pełnym neologizmów i poezji .Oglądając rysunki z jego zielników uderza precyzja , dokładność , delikatna, świetna kreska . Po trosze skojarzyło mi się z zapiskami Leonarda da Vinci.
Zaczyna go też pociągać teatr , możliwości jakie niesie dla twórcy. Uczęszcza na różne spektakle , interesuje go antyczny dramat a szczególnie tragedie , ale na równi z dziełami Szekspira. Miał swoją wizję teatru. Zaczyna pisać utwory sceniczne , początkowo przechodzące bez echa .Dopiero ‘Warszawianka” przyniosła mu zainteresowanie, początkując też cykl dramatów narodowych. Scena z Wiarusem budzi dreszcz emocji. Bez słowa przekazuje ogrom ważnych treści i uczuć. To jedna z najbardziej poruszających scen , jakie widziałam.
Któż nie zna ‘Wesela”, wielowymiarowego, symbolicznego i niezmiernie wymownego w przedstawieniu i ocenie kondycji polskiego społeczeństwa. Słynny chocholi taniec – znów bez słów- uwidacznia i podkreśla istotę przekazu.
Lubię jego malarstwo , przemawia do mnie. Potrafił uchwycić w portretach sedno uczuć , emocji , pragnień , sens rzeczy w pejzażach, dobierając paletę barw podkreślających zamysł twórcy. Podziwiałam też kilkakrotnie witraże stworzone przez niego w kościele franciszkanów . Są piękne. Nie mogłam się napatrzeć , a biorąc jeszcze pod uwagę wędrówkę światła , jak to wszystko się zmienia , zwraca uwagę na inne miejsca, detale pozostaje się długo pod wrażeniem jego pracy.
A przecież Wyspiański to również poeta , grafik , architekt, projektant mebli. Wielością talentów został obdarzony i żal, iż dłużej nie dane mu było tworzyć. ***
Szczerze napiszę, iż do niedawna nie miałam zbyt wielkiego pojęcia , kim był generał Bronisław Grąbczewski. A postać to niezmiernie interesująca i czasem kontrowersje wywołująca. Światło dzienne ujrzał 15 stycznia 1855 roku w Kownatowie na kowieńszczyźnie w starej rodzinie szlacheckiej pochodzącej z płockiego. W czasie powstania styczniowego jego ojciec był mężem zaufania “białych” na powiat telszewski. W lutym 1863 roku został aresztowany i zesłany na Syberię. Rodzina przeniosła się do Warszawy, gdzie, według biografów, Bronisław miał ukończyć IV gimnazjum. Następnie rozpoczął studia w Instytucie Górniczym w Petersburgu. Zetknęłam się z dwiema sprzecznymi informacjami, tyczącymi ich ukończenia, bowiem natknęłam się na zapis o odejściu z uczelni z nieznanych powodów. Natomiast na pewno wstąpił jako ochotnik do wojska rosyjskiego. Wielu zarzucało mu wtedy zdradę. Miał otrzymać przydział do jednego z elitarnych pułków, ale to wiązałoby się ze służbą w Warszawie, a tego nie chciał. Poprosił o przydzielenie na wschodnią granicę i tak znalazł się w 14 turkiestańskim batalionie liniowym, stając się adiutantem gen. Sobolewa, a później gen. Witgensteina. Pierwsze wyprawy w Azji odbył jako porucznik carskiego wojska , ale szybko zdał sobie sprawę, że ten mało znany kontynent, jego historia, ludzie , ich zwyczaje i tradycja interesują go najbardziej. Czuł się przede wszystkim odkrywcą, badaczem. Składa dymisję. W 1885 jako urzędnik do szczególnych poruczeń przy gubernatorze Fergany otrzymał misję zlustrowania granicy rosyjsko-chińskiej. Dzięki temu odbył podróż do Kaszgarii, a po wykonaniu swoich zadań zebrał wiele wiadomości naukowych o tym kraju. Wykonał także zdjęcie marszrutowe przebytej drogi. Urzędowe sprawozdanie z tej wyprawy zainteresowało m.in. Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne, co zdecydowało o dalszych jego losach. W 1886 pod patronatem Towarzystwa wyruszył na swą pierwszą wyprawę naukową, której celem było zbadanie niepodległego jeszcze wówczas i mało znanego chanatu Kandżutu.W kolejnej wyprawie trwającej ponad 17 miesięcy (1889-1890) badał pogranicze afgańskie i Tybet. Dokonał wielu odkryć m.in. źródła rzek Ak-su i Kerija oraz kilku jezior tybetańskich.
W 1896, po ponad 20 latach, opuścił Azję Środkową i otrzymawszy stanowisko komisarza pogranicznego nadamurskiego udał się na Daleki Wschód. W 1910 jako emerytowany generał zamieszkał w Warszawie. Dopiero od jesieni 1923 pracował nad swoimi dziełami, które zaczęły się ukazywać w 1924 : trzy tomy Podróży generała Grąbczewskiego. Niestety Pamiętników nie dokończył, pozostawił tylko fragmenty, pośmiertnie wydane drukiem "Na służbie rosyjskiej". Jakim był człowiekiem , co go najbardziej interesowało, jak odnosił się do ludów napotykanych na swej drodze najlepiej opowie książka jego autorstwa niedawno wydana przez PWN „Podróze do Azji Środkowej 1885-1890", o której pisałam tutaj.
Postać godna zainteresowania , bliższego poznania i pamięci. Barwna , przesycona jednak pewnym smutkiem. Nie pierwszy to Polak , który na Dalekim Wschodzie wzbogacał dzięki swym badaniom rosyjską wiedzę i myśl naukową . Oczywiście można odnieść się krytycznie do faktu, iż wróg korzystał, ale z drugiej strony dzieki temu poszerzał się dorobek Europejczyków. W końcu wszyscy z tego wcześniej czy później skorzystali. A zapiski Grąbczewskiego są bezcenne i niezmiernie interesujące.
sobota, 14 stycznia 2012
Ciemne sekrety
Wyd. Czarna Owca, Czarna seria, tyt. org. Det fordolda, tł. A.Rosenau, str.488, Warszawa 2011 Napisano „najlepszy skandynawski kryminał 2010 roku”. Tylko ja już dawno nie wierzę we wszystko ,co piszą na okładkach. A że lubię kryminał i grube lektury, a tu miałam przysłowiowe 2w1, byłam zadowolona, iż mam okazję przeczytać tę powieść i samej się przekonać , czy jest naprawdę tak dobra. Zaczyna się nieźle, ba nawet doskonale „Nie był mordercą. Powtarzał to sobie , wlokąc martwe ciało chłopca w dół zbocza: nie jestem mordercą”. Zdumiony zapewne czytelnik już wie, co przydarzyło się młodemu człowiekowi , ale najbliżsi nie. Policja dostaje zgłoszenie matki o zaginięciu 16-letniego syna Rogera . Niestety na początku popełniono błąd. Informacja przeleżała na biurku przez 2 dni zanim przydzielono sprawę inspektorowi Haraldssonowi. Nic by nie pomogło natychmiastowe rozpoczęcie poszukiwań, bo ciało Rogera znaleziono w dość podmokłym lesie tuż przy Vasteras. Teraz to już dochodzenie w sprawie brutalnego morderstwa. Szefowa komendy boi się ,że nie dadzą rady , toteż prosi o pomoc Krajową Policję Kryminalną. Zaczyna się śledztwo. I teraz , gdy skończyłam lekturę, mogę spojrzeć na to z dwu stron. Jeśli miał to być świetny kryminał , bardzo dobra zagadka , z odpowiednio dawkowanym napięciem to raczej niezbyt kwalifikuje się do tej kategorii. Natomiast jeśli przyjmę ,że jest to opowieść o członkach grupy śledczej i psychologu Bergmanie , odpowiedź będzie jak najbardziej pozytywna. Na niemal 500 stron ¾ dotyczy ludzi kierujących śledztwem , a z tego połowa o Bergmanie , który już nie jest czynny zawodowo, ale tym razem poprosił szefa grupy Torkela o włączenie go w sprawę. Bezsprzecznie na plan pierwszy wysuwa się właśnie on , doskonały psycholog, policyjny profiler. Porzucił to zajęcie , przeżył osobistą tragedię. Vesteras to jego rodzinne miasto , w którym nie był od kilkudziesięciu lat. Teraz po śmierci matki pragnie tylko sprzedać dom i wyjechać. Odszedł jako 19-latek , nigdy z rodzicami się już nie skontaktował. Nienawidził swego domu, rodziców i szkoły. Mistrzostwo w swym zawodzie wykorzystywał w życiu . Zawsze szukał u ludzi słabości ,posługując się nią później przeciw nim. Gardził ludźmi. Nie miał przyjaciół . Nie można było na nim polegać . Nie lubiano z nim pracować pomimo wielkiego talentu i osiągnięć. Opinie na swój temat były mu całkowicie obojętne , jak większość rzeczy. Kobiety były zawsze jednonocną przygodą. Nic go nie obchodziły, nawet niektórym miał za złe , że szybko ulegały. Ciekawiło go tylko polowanie. Nie interesowali go ludzie , przyjaźń , koleżeństwo, sympatia. Gdy na stałe był profilerem , badanie podejrzanych miało na celu potwierdzenie jego teorii, potwierdzenia słuszności rozumowania , ugruntowania pozycji zawodowej i nakarmienia potężnego ego. Im więcej się dowiaduje o Bergmanie , tym większą niechęć budzi. Jest arogancki , piekielnie pewny siebie , obojętny , cyniczny, znudzony, egocentryczny i po prostu podły , jak mówi jedna z koleżanek, inni nie chcą z nim pracować. Nawet prośba o włączenie go do śledztwa nie wynika z chęci ujęcia mordercy . Ma czysto prywatne podłoże. Tak, była niewielka enklawa , gdzie wydawał się być człowiekiem , potrafił kochać , opiekować się , ale zostało mu to odebrane. Każdy z nich ma jakieś grzeszki , mniejsze lub większe. Najmniej wiadomo o komputerowcu Billym . Vanja , młoda śledcza, bardzo zdolna , ambitna , kochająca ogromnie ojca , z niechęcią i wielką rezerwą odnosi się do Bergmana . Podziwiała go jako specjalistę , póki nie poznała osobiście.Torkel to dobry szef, ale czasem niecierpliwy , nie lubiący pracy z lokalną policją , patrzący na nich nieco z góry. Hanser , szefowa komendy, to dla niego bardziej polityk niż policjantka, dbała o karierę , wyznająca zasadę – szybko kogoś zamknąć , nieważne czy winny i dać mediom żer, a sobie załatwić pozytywny wizerunek. Z taką oceną Hanser akurat się zgadzam. Ursula , doskonała specjalistka badania śladów, mająca dość skomplikowane życie osobiste. Mąż , którego kocha , kochanek , pilnowanie reguł, rozdzielających światy, ambicje zawodowe to całkiem sporo. A przecież w samej komendzie też są tarcia miedzy obecną szefową a Haraldssonem , który o to stanowisko się ubiegał. Prócz tego mieszkańcy miasta w jakiś sposób powiązani z zamordowanym . Matka , koledzy ze szkoły dawnej i obecnej, nauczycielka , dyrektor owej elitarnej placówki . Każdy jest postacią wyrazistą , dobrze scharakteryzowaną, ale przede wszystkim coś przed policją czy innymi ukrywającą. Mogą to być sprawy drobne aż do ważnych, dotykających w dużej mierze części społeczeństwa, bardziej uniwersalne. Gdy się czyta tę książkę , odnosi się wrażenie ,że zdrada Ursuli, postępowanie Torkela czy Bergmana , tajemnice mieszkańców Vasteras są o wiele ważniejsze niż samo morderstwo i morderca . Autorzy ich plasują w centrum , z różnymi problemami, słabościami, wadami, a przy okazji starają się przedstawić sposób prowadzenia śledztwa. Ekipa ze stolicy sprawę chciała zakończyć szybko, ale nie udaje się. Brak tropów , motywu. Sekrety Rogera , niepełna wiedza , brak świadków , małomówność tych, którzy go znali, czynią sprawę bardziej tajemniczą . Tylko gdzieś się to rozmywa między prywatnymi sprawami policjantów, choć intryga jest całkiem interesująca. Oczywiście zagadkę rozwiążą , choć rozstrzygnięcie zaskoczy. Nie czuje się jednak tego napięcia, jakie powinien mieć dobry kryminał. Poza tym powieść w końcówce znienacka nabiera przyspieszenia jak biegacz , który widzi metę i wykrzesze resztki sił, by wygrać. Tak nieco dziwnie to skomponowano. Autorzy bowiem serwują kolejne morderstwa, gwałtownie przybywa podejrzanych , no i Bergman potwierdza swą renomę psychologa. Nie znaczy to, że musze darzyć go sympatią. W zasadzie bardzo współczuję nieco pechowemu zawodowo i prywatnie Haraldssonowi, rozumiem Vanję , do pewnego stopnia Torkela, od innych wieje profesjonalnym lub politycznym chłodem. Nie polecam , nie odradzam. Najlepiej przekonać się samemu:) Pewnik jest jeden – czyta się szybko. Zapowiedziana jest następna powieść z Bergmanem w roli głównej , ale nie mam już zamiaru czytać o antypatycznym , zadufanym w sobie psychologu.
niedziela, 08 stycznia 2012
Mały złoty pierścionek
Wyd. Czarne, seria ze strachem, tyt.org. En liten gyllen ring, tł. M.Skoczko, str. 478, Wołowiec 2011 Skandynawski kryminał to zwykle gwarancja dobrego stylu , zagadki na bardzo dobrym poziomie, a co za tym idzie zapewnienie zainteresowania czytelnika. Czasem można się pomylić, ale przyznać należy ,że rzadko. O pisarzu wcześniej nie słyszałam , przeczytałam tylko zapowiedzi wydawnicze w powieści „Zbyt piękna dziewczyna” i uwagę przyciągnął ten właśnie tytuł. Pierścionek kojarzy się zwykle bardzo pozytywnie, nostalgicznie , sentymentalnie. To coś ,z czym wiążą się dziewczęce marzenia, ich spełnienie, symbol zdeklarowanych uczuć, a czasem najdroższą pamiątkę. I stąd kryminał Dahla wziął się u mnie. Pisarz dba , by czytelnik dobrze poznał bohaterów . Oczywiście nie zdradza ich sekretów , ale przybliża ich sylwetki ,na ile może. Oto Katrine Bratterund. Młoda kobieta pracująca w biurze podróży , ale o trudnej pogmatwanej przeszłości. Była narkomanką, poddała się leczeniu w ośrodku i po 4 latach była jedną z niewielu, którym udało się wyjść z nałogu. Zaczyna myśleć o przyszłości. Jest w związku z Olem , chociaż o rzeczach istotnych, ważnych , sensie bytu, problemach i pragnieniach lubi rozmawiać z Hennigiem Kramerem. Ma do niego jakąś słabość. Może nawet darzy go uczuciem. Młody człowiek jest pracownikiem ośrodka , w którym przechodzi terapię. Tam też ma się odbyć przyjęcie dla pracowników, ale zaproszono też Katrine. Nie cieszy jej to, wprost przeciwnie , jest zdenerwowana. Wie ,że spotka tam Bjorna Gerhardsena , który niejednokrotnie czynił jej propozycje seksualne, nawet napastował, a jest mężem Annabeth As, szefowej ośrodka i jej terapeutki. Poza tym czy to dobry pomysł, by pacjenci byli z personelem w czasie wielkiej fety, gdy alkohol leje się strumieniami, gdzieś tam są jointy, może coś mocniejszego, a ludzie przestają się tak bardzo kontrolować? Ta noc będzie obfitowała w różne zdarzenia, a jej finał tragiczny. Katrine zostaje zamordowana. Kto jej towarzyszył? No i czy towarzysz nocnej eskapady oznacza sprawcę? Była przypadkową ofiarą czy wybraną przez mordercę. Na te pytania będzie musiał odpowiedzieć tandem policjantów – komisarz Gunnarstranda i Frank (często zwany Frankenem ) Frolich. Komisarz jest wdowcem , cierpi po stracie żony, nie może jakoś wejść z powrotem w normalny nurt życia. W zasadzie praca trzyma go na powierzchni. Raczej małomówny, choć należący do typu narzekających , czepiających się , czyniących różne uwagi, by jednak do podwładnego dotarło. Franken uważa ,że szef jest upierdliwy, ale bardzo dobry w swej robocie. Samotność komisarza ma rozproszyć złota rybka , z którą często rozmawia. W momencie poczucia winy nadaje jej wreszcie imię , dość niezwykłe. Uważa, że dobrze by jej zrobiło towarzystwo koleżanek, ale wówczas nie byłaby już tylko jego. Nieco samolubne , acz zrozumiałe. Komisarza z rybką jeszcze nie było. Byłam zaintrygowana . Frolich z kolei był w długim związku z dość wybuchową Evą -Britt , często wypominającą mu odwołane spotkania, wyjazdy z powodu pracy. Oj, nie mieli łatwo. Podobnie było z nową sprawą. Brak punktu zaczepienia, motywu. I zaczyna toczyć się śledcza machina. Katrine miała złą przeszłość, toteż trzeba było ją sprawdzić. Chociaż zerwała tamte kontakty, może ktoś czuł do niej nienawiść , pragnął zemsty. A jej teraźniejszość ? Gunnarstarnda zaczyna przesłuchania. I powiem ,że byłam autentycznie zafascynowana sposobem prowadzenia rozmów ze świadkami , ich drobiazgowością , wieloma powtórnymi odwiedzinami u tych samych osób, bo przecież nie od razu wszystko zostanie powiedziane. Nie zawsze jest to celowe kłamstwo, czasem przemilczenie wynika z potrzeby ochrony innych spraw. Niezmiernie interesujące było czytanie jak ten sam fakt mógł być różnie interpretowany. Wydarzenia tragicznej nocy wałkowano wielokrotnie , tylko zmieniając podejrzanych lub motyw. Momentami czułam się jakby włos na czworo dzielono. Może jest chwilami nieco przegadania , sądzę jednak ,że pisarz chciał jak najrzetelniej oddać sposób prowadzenia śledztwa , tok rozumowania policjantów , takie a nie inne zeznania uczestników przyjęcia, znajomych i rodziny. Każdy ,z którym spotyka się komisarz , jest doskonale scharakteryzowany ze swymi ambicjami , dokonaniami , pragnieniami. Często trzeba wyciągać wnioski z tego, co powiedziano miedzy wierszami, przemilczano lub sposobu traktowania innych ludzi. Co uderza- ja to tak przynajmniej odebrałam- to traktowanie Katrine jako kogoś gorszego, narkomanki, prostytutki, która ma nadal kontakty z marginesem , a więc jej śmierć nie jest tak zaskakująca. Niby podkreśla się jej wysiłek włożony w wyjście z nałogu , powrót do normalnego życia ,a jednak w podświadomości postrzega się ją jako dziewczynę , która się sprzedawała dla działki. Ach, pracownicy ośrodka są dumni ze swej dobrze wykonanej pracy. Może niektórzy byli jej życzliwi ,a inni niekoniecznie. To również należy zbadać. Gunnarstranda nie zaniedbuje niczego. Interesuje go dziwny mężczyzna , który wpadł z groźbami do biura Katrine , rodzina a konkretnie matka ,z którą początkowo nie można nawiązać kontaktu. Pragnie, by Henning podzielił się naprawdę całą wiedzą, jaką posiada na temat tej nocy i ludzi , otaczających Katrine. Musi działać powoli i spokojnie , czekać na odpowiednie zezwolenia. I to też mi się podobało, że Dahl wprost mówi o dość długim czekaniu na sprawdzenie połączeń, badań DNA, możliwości rewizji. To nie tak ,że w ciągu minuty po naciśnięciu guziczka (jak w amerykańskich serialach) są wyniki i wszystkie zezwolenia na wyciągnięcie ręki. Pisarz pokazał żmudne śledztwo, gdzie przede wszystkim liczy się doświadczenie, umiejętności, znajomość ludzkiej natury , talent do kojarzenia faktów i wielka spokój połączony z cierpliwością. Czytelnik jest zaproszony do śledztwa . Ma tyle samo wiadomości co komisarz, może więc pokusić się o tropienie sprawcy , znalezienie tej jednej informacji wskazującej kierunek i drogę do winnego. Nie ma tu pościgów , ekscytujących zdarzeń, ale powolna , wymagająca ogromnej wytrwałości praca, by aresztować sprawcę morderstw(to sygnał, że śmierć Katrine pociągnęła inne ofiary ). Powieść jest dość sterylna , bo w zasadzie poznaje się tylko dwu policjantów i przede wszystkim ludzi z ośrodka dla narkomanów. Ten zabieg powoduje silną koncentrację na materiałach śledztwa. I mimo tego chwilami nieco mozolnego przedzierania się przez nie , książkę czyta się dobrze. O okładkach tej serii już nie będę pisać. Są okropne. Natomiast zirytowało mnie jedno, a rzadko się czepiam języka. Nie wiem , jak jest w oryginale , ale komisarz tylko mamrocze- do świadka, do podejrzanego, Frolicha, rybki. Nie ma innego czasownika tylko „mamrotać”. Kłóci mi się to z obrazem komisarza, jakiego chciał ukazać pisarz. Mimo tych drobnych zastrzeżeń sięgnę po kolejną powieść pisarza.
czwartek, 05 stycznia 2012
Wspomnienie o ...
Zdarzenia i ludzie są zawsze ważni w życiu każdego z nas. Wielu to osoby , które znamy niejako pośrednio- twórcy, naukowcy, władcy czy dowódcy , zmieniający wiele w swoich czasach, ale też wpływający nierzadko na nas. Zdarza się ,że zapominamy o nich . A szkoda. Kalendarium to kopalnia wiadomości. Pomyślałam sobie, że może warto co jakiś czas przypomnieć ciekawe dla mnie postacie różnych czasów i zajęć . ***
Dziś urodziny obchodzi nie byle kto, bo sam mistrz Umberto Eco, urodzony w 1932r. Wybitny filozof, semiotyk , mediewista. Oczywiście sławę przyniosły mu powieści , znane , uwielbiane przez wielu . A przecież to tylko cząstka jego dokonań. Po raz pierwszy jego nazwisko usłyszałam wiele lat temu na studiach. Nic o nim nie wiedziałam. Wzięłam do ręki „Pejzaż semiotyczny”. Nie jest to beletrystka ,a przecież uwiódł mnie wówczas styl Eco. Było w tym to „coś, co nie pozwala obojętnie przejść obok autora. Nazwisko zapada w pamięć , a usłyszane po raz wtóry budzi od razu pozytywne skojarzenia. Z ochotą i entuzjazmem przeczytałam ‘Dzieło otwarte”. Nikogo nie zamierzam zanudzać treścią :) I wreszcie nadszedł czas na powieści Eco. „Imię róży” czytane kilkakrotnie , bo zafascynowała mnie historia, sposób jej przedstawienia , stworzona przez autora aura zamknięcia w klasztorze, pozorne ścisłe przestrzeganie reguły przez wszystkich , ale poza klasztornym posłuszeństwem ukazanie bardzo indywidualnego charakteru niektórych mnichów. I cóż za fantastyczna zagadka kryminalna , a tak ściśle powiązana ze średniowieczem, jego pojmowaniem świata. Poza tym relacja mistrz – uczeń. Dla mnie książka rewelacyjna. Równie wysoką notę mogę spokojnie wystawić kolejnej powieści „Wahadło Foucaulta’. Pociągnęło mnie też chyba dlatego ,że wiąże się z templariuszami i tajemniczymi różokrzyżowcami, a tymi pierwszymi jestem niezmiennie zainteresowana. Spiski, tajemniczość , momentami fabuła jakby na granicy światów i słynne wahadło. Dla mnie ogromnie wciągająca, zachęcająca do powrotu. Potem nadszedł czas na ‘Wyspę dnia poprzedniego” i tutaj nieco się rozczarowałam. Nie porwała mnie aż tak , jak sądziłam , nie ujmuję jednak niczego językowi powieści. Dla mnie Eco pozostaje kimś bardzo ważnym , a na lekturę czeka kolejna powieść. ***
Ważne postaci mają nie tylko rocznicę kolejnych urodzin, ale też wspomnienie związane z ostatnim dniem ich ziemskiego bytu . Wtedy podsumowuje się ich życie , dokonania . Dokonuje ocen. I mam komfort subiektywnej oceny:) nie zawsze mogę to robić , a przecież interesująca mnie postać może mieć wielkie osiągnięcia , co uznaję , a niekoniecznie obdarzam ją sympatią. Spośród tych , których 5 stycznia był końcem ziemskiego żywota wybrałam Edwarda Wyznawcę i Katarzynę Medycejską. Edward rządził w dość niespokojnych czasach .W 1042 po bezpotomnej śmierci przyrodniego brata , objął tron. W jego osobie powróciła władza dynastii Weeseksu. Był raczej słabym królem , rej w państwie wodzili wielmożę , a najznaczniejszy z nich miał ochotę na koronę . Godwin z Kentu , który robił wszystko , by utrwalić swoja pozycję , ale też ją poszerzyć , zawsze blisko władcy, ale nie zawsze wierny. Nie brakowało spisków przeciw Edwardowi, który przede wszystkim zajmował się sprawami religii. Był oddany sprawom kościoła . To z jego inicjatywy zbudowano Opactwo Westmisterskie. Żył w czystości . Był żonaty, ale ,powiedzmy, małżeństwo było białe. Niektórzy posądzali Edwarda o skłonność do własnej płci. Trudno orzec, czy jest w tym cień prawdy. Umiera w 1066. Na kilka miesięcy władzę , po wielu kłótniach, targach , obejmuje Harold , syn Godwina . Pod Hastings on stawi czoło Normanowi Wilhelmowi. To jednak Edwarda ludzie pamiętali , a jego oddanie kościołowi zaowocowało wyniesieniem na ołtarze. Został świętym kościoła katolickiego, co anglikański kościół potem potwierdził . Od XIV w. jest patronem Anglii oraz angielskich królów , ale też złych małżeństw i rozdzielonych małżonków. Czytałam książkę „Ostatni angielski król” J.Rothbone`a. Polecam . ***
Katarzyna Medycejska budzi wiele emocji. Florentyka z potężnego rodu Medyceuszy , choć zawsze traktowana jak uboga krewna . Była sierotą , o czym nie pozwalano jej zapomnieć , a jednak w chwili śmierci jest potężną królową Francji. W życiu osobistym nie była szczęśliwa . Jej małżonek wolał dużo starszą Dianę de Poitier . Katarzyna go kochała, jednak w ciągu 25 lat musiała znieść wiele afrontów ze strony faworyty oraz dworzan. Wielu wypominało jej kupieckie pochodzenie, chociaż była spokrewniona z papieżem. Jednak dla Francuzów Medyceusze to tylko kupcy, bez długiej linii królów, właściwie zupełnie bez nich. Po nieszczęśliwej śmierci Henryka w wyniku pojedynku turniejowego , stała się regentką . Gdy synowie osiągnęli wiek męski, nie zamierzała jako królowa- wdowa usunąc się w cień. Nawet po objęciu przez nich władzy , wywierała ogromny wpływ na politykę . Właściwie ona rządziła , pozostawiając tylko złudzenie, że to oni podejmują ostateczne decyzje. Stając na czele państwa ujawniła wszystkie zdolności osoby powołanej do sprawowania władzy. Była twarda , nieugięta, umiała podejmować trudne , ryzykowne decyzje. Nie było w niej wahania. Jako gorliwa katoliczka toczyła walkę z hugenotami. Jej imię łączy się z tragiczną nocą św. Bartłomieja . Wiadomo też ,że otaczała wróżbitami i wierzyła w przepowiednie, kilka razy wzywała słynnego Nostardamusa, który miał podobno przewidzieć śmierć jej męża i dzieci. Sprawowała też mecenat nad kulturą i sztuką , a szczególnie architekturą. Na pewno nietuzinkowa kobieta, wymyka się jednoznacznym ocenom. Jest w niej wielkość i majestat , spryt , przebiegłość , ale też perfidia, no i krew królewskich zaślubin. Bardzo mi się podobała powieść L.de Medici „Noc świętego Bartłomieja”. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||