| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Spis moli
ADRES szamanka30@gazeta.pl
Książki 2012
Lektury 2010
Lektury 2011
Przeczytałam 2009
Przeczytałam (od 29.04.2008)
Przeglądam
Sieć
Wyzwanie czytelnicze
niedziela, 13 maja 2012
Krwawy orzeł

Wyd.Fabryka Kryminału, tyt.org. Blood eagle, tł. P.Lipszyc, str. 462, Warszawa 2011

 

Niedawno zetknęłam się z nazwiskiem Russell. Poszukiwałam jakiegoś ciekawego kryminału . Wydawało się , że  jego powieści spełnią ten warunek, szczególnie że autor  jest ważną postacią współczesnego kryminału nie tylko angielskiego.

Craig Russel ma szkockie korzenie. Był oficerem policji , potem copywriterem , a obecnie zajmuje się  wyłącznie pisaniem. Stworzył dwa kryminalne cykle, jeden „hamburski”, którego bohaterem jest nadkomisarz Jan Fabel , a drugi „szkocki",którego akcja toczy się w latach 50-tych w Glasgow , a bohaterem jest detektyw Lennox. Nawiązuje w nich do kryminałów typu noire i R. Chandlera. To na pewno interesująca rekomendacja.

W moich rękach znalazł się   najpierw kryminał hamburski„Baśniowy morderca”, znany również pod innym tytułem „Brat Grimm”. Zaczęłam podczytywać , ale szybko zorientowałam się ,że to druga część cyklu. Oczywiście nie ma to znaczenia dla zagadki , ale dla losów policjantów jak najbardziej. Musiałam wrócić do powieści otwierającej cykl czyli „Krwawego orła” .

 Hamburg ogromne , portowe i dość kosmopolityczne miasto jest sceną działań  nadkomisarza i jego ekipy , ale też wielu przestępców różnego autoramentu.

Nadkomisarz Fabel  w  pewną  burzową noc zostaje wezwany na miejsce zbrodni. W jednym z mieszkań blisko St Pauli znaleziono bardzo brutalnie zamordowaną kobietę. Z jej ciała wydarto płuca,  ukłdając je w kształt  orlich  skrzydeł., poza tym zadano wiele strasznych ran. A  najgorsze ,że każdy z obecnych policjantów ,kojarzy tę śmierć z identyczną sprzed kilku miesięcy. Ofiarą padła wówczas prawniczka Ursula Kastner . Sprawcy nie znaleziono. W tym momencie zdali sobie sprawę ,że mają do czynienia z seryjnym zabójcą. I równie dobrze wiedzieli ,jak trudno będzie go złapać, pewni też ,że zapewne ktoś jeszcze zginie zanim wpadną na jakiś trop. Byli bezradni. 
Została im tylko dokładna analiza obecnego przestępstwa.Mieli ogromny problem.Nikt nie znał zamordowanej. Bliskość dzielnicy czerwonych latarni oraz pewne akcesoria z mieszkania skłaniały ich do przyjęcia , iż dziewczyna była luksusową prostytutką. Dodatkową komplikacją  jest osoba właściciela mieszkania.Klugmann  to były policjant z jednostki specjalnej. Został wyrzucony ze służby, aktualnie pracuje dla szefa tureckiej mafii Ulugbeja. Kim był dla Monique? Jej alfonsem , klientem , przyjacielem ,znajomym wynajmującym mieszkanie?

Kolejną niespodzianką jest list od mordercy bezpośrednio skierowany do Fabla, w którym wspomina o świętym  akcie, który wypełnia , misji , jakiej się oddaje. Jasne jest, iż nadkomisarz został wybrany jako przeciwnik dla „syna Svena”. Fabel  chce spokojnie prowadzić śledztwo, jednak nic z tego. Posiedzenia, narady gonią jedne drugie. W gmachu policji kryminalnej zaczyna się parada wszystkich tajnych służb , w których nieco się nawet pogubiłam. Te wszystkie  skróty  są tyleż dziwne co irytujące  Antyterroryści, wywiad, wydział do walki  ze zorganizowaną przestępczością, naczelnik policji, burmistrz to nieco przytłaczające. No i każda z tych tajnych służb pragnie wyników i informacji na bieżąco , ale niechętnie dzieli się jakimikolwiek wiadomościami.  W owym natłoku mało produktywnych spotkań Fabel nie nadąża ze spotkaniami , analizami, a nawet identyfikacją kobiety. Gdy wreszcie po iluś telefonach spotyka się z prof. Dornem,dowiaduje się o starych wikińskich rytuałach m.in ofierze orła ku czci Odyna .Zaczyna się zastanawiać ,kim jest sprawca owładnięty dawną religią, będący jej wyznawcą. Czy możliwe ,  by współcześnie  wznawiano stare kulty , reaktywowano dawne wierzenia? Fabel  i taką hipotezę musi przyjąć. Irytuje go sprawa z mafią, bowiem do tureckiej dołącza ukraińska. Toczą się miedzy nimi bezwzględne  walki o wpływy , o terytorium. Przed nadkomisarzem trudne zadanie – znaleźć mordercę , odpowiedzieć na pytanie o ewentualny kontekst mafijno-polityczny. Początkowo działania policji są nieco chaotyczne , jakby mieli jednocześnie rozwiązać kilka spraw  lub zupełnie nie ogarniali całości i nie potrafili rozgraniczyć wątków. Potem wejdą w utarte i sprawdzone tryby swej pracy, umiejętności i możliwości. Główny cel to dorwanie wyznawcy Odyna. Będą  musieli wielu rzeczy jeszcze się dowiedzieć , zaryzykować nawet życie. To jedna z takich spraw, o których pamięta się latami , rozpamiętuje podjęte decyzje , ich słuszność . Sprawa , która czasem zmienia ludzi.

Fabel to bardzo ciekawa postać. Dość nietypowy policjant. Prasa nazywa go „angielskim komisarzem” z racji pochodzenia i wykształcenia. Wychował się w Fryzji , ale ma w sobie szkocką krew po matce. Uczył się w Londynie. Ceni metody dedukcyjne. Zawsze opanowany ,powściągliwy , oddany pracy. Mieszka sam w pięknym mieszkaniu , o którego wystrój bardzo dba. Ma doskonały gust. Smutkiem i rozgoryczeniem napawa go fakt rozstania z żoną i córką. Po rozwodzie kontakty z nastolatką są ograniczone. Wspomina małżeństwa we Fryzji, gdzie ludzie wiedzieli ,że będą ze sobą całe życie bez względu na trudności. Nawet  zazdrości nieco bratu, właścicielowi restauracji na wyspie Sylt. Lubi do niego jeździć  , gdy jest zmęczony , gdy potrzebuje nowego spojrzenia na prowadzoną sprawę. Bardzo ceni swych współpracowników, których dobrał tak, by się uzupełniali umiejętnościami i charakterami. Nie wyobraża sobie lepszej ekipy niż Werner Meyer ,Maria Klee, Paul Lindemann, Anna Wolff. Pracuje nimi od dawna  , im ufa i wierzy,że po raz kolejny odniosą   sukces.

Russell w swej powieści zawarł też informacje o historii Niemiec oraz niemieckich służb policyjnych. To ostatnie nieco nużyło.  Może tylko mnie , ale bez tych wiadomości łącznie z datami podziałów , czy  powstania kolejnej odnogi tajnej służby , też można spokojnie przeczytać o rozwiązywaniu zagadki.  

To mocny , a nawet momentami brutalny kryminał, trzymający jednak w napięciu do końca. Zwolennikom takich książek szczerze polecam. A  ja cieszę się, że mam następną książkę z Fablem w roli głównej. Żywię też nadzieję, że kolejne książki z serii hamburskiej ukażą się niedługo. Polubiłam Fabla i jego zespół. No i Hamburg ,którego opisów pisarz nie skąpi, to jeszcze jeden bohater książek Russella.  

Myślę ,że warto również  przyjrzeć się  szkockiej serii noire z detektywem w roli głównej. Zapewne niedługo to zrobię:)

 Jeszcze mała uwaga- obecna okładka jest dużo gorsza od tej, którą zamieściłam. Nie wiem,kto o tym decyduje , ale ta oddaje tytuł i po częsci treść kryminału. 

 

środa, 02 maja 2012
Majowo, wiosennie

 Wiosna dopiero w połowie jak mówi kalendarz. Co on tam jednak wie? chyba nie nadąża za zmianami.Temperatura raczej sugeruje pełnię lata, a szybki i nader bujny rozkiwt roslin,kwiatów,  liści drzew tylko to potwierdza. Nie mogę się napatrzeć na tę wielość barw , obfitość , na ten kolejny cud natury. Niedawno , tydzień temu , listeczki były niewielkie , jasnozielone, tą charakterystyczną  barwą primavery, a dziś zmieniły się w bardziej dojrzały szmaragd. Kwiaty kwitną na potęgę, szybko, jakby się ścigały z koleżankami:)

Obserwuję sobie to spokojnie acz z wielkim zainteresowaniem , szczególnie że daleko nie mam ani do klombów, placyków zieleni, ani dużego parku.Wszystko w zasięgu ręki, chociaż mieszkam w centrum. Wiecie , jak to przyjemnie gdy do wejścia w zieleń parkowych drzew ma się tylko przejscie przez jezdnię? a potem wokół już tylko ogrom zieleni w róznych odcieniach. Zresztą kiedyś umieścilam nieco zdjęć parku:)

Z okna mam widok na niewielki kościół wokół ktorego prócz iglaków posadzono magnolie. W tym roku były biedne. Zwykle mogłam je podziwiać dłużej, a teraz już niemal przekwitły, a sobotni silny wiatr przyczynił się do pozbawienia kwiatów wielu płatków. Jednak magnolia zawsze kojarzy mi się z pełnią wiosny. Stąd chyba ten obraz, choć wolalabym delikatniejszy styl.

 

Wiosna z magnolią-J.Barteczko

 

Rankiem nie zdarza mi się odbywać przechadzek po lesie, raczej w pośpiechu wybiegam z domu , wskakuję do mojego ukochanego autka  i udaję sie do pracy. Nagrodą za wczesne wstawanie i dojeżdzanie są cudne widoki. Mijam las właśnie , ciągnący się po obu stronach drogi. Czasem jeszcze mgła unosi się nad polanką, czasem mignie stadko sarenek, a ostanio umykała wiewióreczka. Bywają spotkania gorsze , ale to wieczorem , z potężnym jeleniem. Zawsze żałóowałam ,że zdjęć nie mogę tam zrobić. Cóż, zakazu zatrzymawania należy przestrzegać.

 Gdy zobaczyłam ten obraz , skojarzył mi się z takim porankiem.

     

           Wiosenne zieloności (nie znalazłam autora)

 

S.Weyssenhoff-Wiosna

 By mieć takie widoki , musiałałabym zrobić małą wyprawę. Te żółcie i zielenie , migocząca, błyszcząca od słonecznych promieni woda, nasz kochany bociek ,przykuwają wzrok, wprawiają w zachwyt.

W.Korecki-Wiosna.Kaczeńce

 Wszechobecne kaczeńce malowane przez różnych malarzy, ale  na mnie oba robią wrażenie, choć pejzaż Koreckiego kojarzy mi się z dopołudnowią porą, a Chełmońskiego - z popołudniem.

 

    

        Kaczeńce-J.Chełmoński

Wiosna w parku

 Kocham brzozy, więc nie mogłam sie oprzeć:)

Postanowiłam już zamilknąć i oddać głos tylko obrazom. Mam nadzieję,że odzwierciedlą piękno i bogactwo tej niezwykłej i wyczekiwanej pory roku.

 

Wiosna za miastem-L.Nastała

 

Wiosna -M.Mutor

 i

Tulipany-S.Purzyński

 ***

 

Dziś święto. Od 2004 roku 2 maja to ŚWIĘTO FLAGI. Pisałam o historii sztandaru w roku ubiegłym . Nie chciałam kopiować postu, więc jeśli ktoś jest zainteresowany zapraszam tutaj.

Dziś uczciłam święto tymi reprodukcjami , przedstawiajacymi polskie krajobrazy i malowane przez polskich artystów :)

12:42, szamanka30
Link Komentarze (6) »
niedziela, 29 kwietnia 2012
4 lata i ...
 
 
 
 
 

Dokładnie 4 lata temu pojawił się na tym blogu pierwszy nieśmiały wpis. Nie byłam pewna , czy moja decyzja jest dobra,  długo się wahałam , czy nadaję się do prowadzenia dziennika lektur czytanego przez innych. Otuchy dodawała mi świadomość, iż blogi założyły wówczas osoby , które znałam z forum o książkach na  wizażu. Wymieniałyśmy uwagi na temat przeczytanych książek , polecałyśmy sobie inne. Te wirtualne znajomości były ważne. I faktycznie w pierwszych miesiącach dużo mi dały. Nie czułam takiego zagubienia czy osamotnienia w świecie mi dotąd nieznanym , którego reguł dopiero się uczyłam.

Na początku przez mniej więcej 1-1,5 roku faktycznie czułam się uskrzydlona, miałam w sobie energię.  Nie tylko czytałam , co lubię, ale pisałam o tym, dzieliłam się pasją, zainteresowaniem. Pojawiały się komentarze ,  dochodzili inni blogerzy, stając się częstymi gośćmi.   A potem  przyszedł zły czas. Mojej niedyspozycji , choroby , która ciągle ze mną  jest i nie opuści mnie już nigdy. Niewiele wtedy pisałam. Nie potrafiłam. To też czas, kiedy powoli ,kolejno porzucały świat blogów osoby , które wiele dla mnie znaczyły, a niektóre ograniczyły działalność tylko do swoich blogów. Bardzo żałuję ,że nie pisze już foxinaa, Paulina. Zamilkła germini , a Ana pojawia się bardzo rzadko i tylko na swoich włościach. Jakiś etap się skończył. Powoli jednak wracałam , pisałam , odkrywałam nowe blogi. Pisanie , czytanie u innych recenzji z przeczytanych książek działały czasem lepiej niż jakiekolwiek lekarstwo. W tym świecie szukałam ucieczki od rzeczywistości często nieciekawej, szarej  ale też swoich myśli i czarnowidztwa. Wydawało się, że będzie dobrze. Dostrzegłam jednak zmiany , jakie zaszły. Społeczność się  trochę zmieniła. Zaistniała potrzeba konkursów , jakichś  candy , posiadania  konta na fecebooku. Wszystko miało służyć promowaniu bloga. Dziwiło mnie to, nieco zniechęcało. O, święta naiwności ! nie wiem czemu , żyjąc już dość długo na tym świecie, nie rozumiałam potrzeby tej machiny. Nie interesowało mnie to, ale przede wszystkim nie miałam czasu na fecebooki, czy inne portale , gdzie byłabym widoczna. Poza tym jest trochę blogów,które funkcjonują tradycyjnie. Każdy wybiera po swojemu.  Zauważałam jednak, że nie bardzo potrafię się odnaleźć w tej zmieniającej się wirtualnej  społeczności. Trochę mnie to peszyło, deprymowało. W świecie rzeczywistym jestem bardzo kontaktową osobą , lubiącą mówić o swoich zainteresowaniach, pasjach . A tutaj coś  mnie zaczynało blokować, więc też trochę się dystansowałam. Mniej  mnie było. Napisałam 2 lata temu, że wycofałam się do takiego kącika. I tak mi chyba  zostało, o ile się nie pogorszyło. Już rok temu miałam wiele wątpliwości , czy dalsze pisanie ma sens. Kilka osób mnie zachęcało, bym została. Sama jeszcze też miałam ochotę spróbować. Nie ukrywam jednak ,że w ciągu ostatnich kilku miesięcy pisałam przede wszystkim ze względu na moją przyjaciółkę. Od kilku lat jej miejscem na ziemi jest piękna wyspa Guernsey, ale zawsze w momentach zwątpienia , podtrzymywała mnie na duchu , potrafiła znaleźć słowa, które przełamywały mój pesymistyczny ogląd świata.  Droga M. dziękuję z całego serca:) szkoda ,że jesteś tak daleko. Oczywiście pisałam też  , bo czułam nadal potrzebę podzielenia się  jakąś fascynacją książkową , historyczną czy obyczajową. Z tego powstał pomysł cyklu rocznicowego, który niestety  się nie udał . Bywa i tak.

 Czasem trzeba spokojnie pomyśleć  i zrobić rachunek sumienia. I właśnie to uczyniłam. Jeśli ktoś bywa  tu dość często zauważył ,że w tym roku niewiele jest wpisów , a i te dotyczą przede wszystkim kryminałów. Przeczytałam znacznie więcej , w tym moje ukochane powieści historyczne. I nie piszę  o nich. Nie wiem czemu. Gdy patrzę na monitor , palce kładą się na klawiaturze, a w głowie tkwi ułożona opowieść o historycznej powieści, zaczynam nagle pisać o kryminale lub tradycji. Historia nie zostaje przelana w post, coś mnie zatrzymuje.

Wiem jedno. Kocham książki i zawsze będę czytała, kupowała, choć już w domu brak miejsca. Chcę jeszcze  spróbować popisać , mimo wszystko. Nie kończę na razie  przygody z blogiem , choć wpisy są rzadsze, raczej weekendowe. I pewnie  zmierzam do stacji „koniec” w bliżej nieokreślonej przyszłości. Czy będzie to niedługo czy za rok, nie wiem.  Są jednak jeszcze książki recenzyjne , kilka innych o których przyrzekłam choć kilka słów napisać, więc jakieś wpisy się pojawią.  Długi weekend przed nami. :)

Widać jednak nie potrafię zmieniać się z otaczającym mnie światem , dostosować się do zmieniającego się tempa i potrzeb.

Popatrzcie !do dziś nie umiem zamieścić banerów czy innych obrazków na bocznej szpalcie. Nie zmieniłam nigdy szablonu. Przede wszystkim chyba jednak- odnoszę takie wrażenie- nie  umiałam stworzyć miejsca , w którym byście się dobrze, swobodnie czuli.  To moja wina , jeśli o takiej w ogóle może być mowa. Chyba jednak powinnam mówić o książkach , historii , bo to wychodzi mi o wiele lepiej. Wiem. Trzeba jednak spróbować, by potem nie żałować.

Bo ja nie żałuję tych 4 lat. Wiele mi dały. Teraz po prostu już mi brak motywacji. Czuję zmęczenie.Coraz więcej czasu zabiera mi też rzeczywistość . Wszak już toniemy w papierach, a następne  mnożą się z szybkością pączkujących drożdży .

Zawsze z ogromną przyjemnością zaglądam na Wasze blogi, ciekawa co nowego przeczytaliście , jakie jest wasze zdanie o danej lekturze czy refleksje bardziej ogólnej natury. Z zainteresowaniem przyglądam się stosikom , wyłapując tytuły , którymi jestem zaciekawiona. Od razu zapisuję w pamięci , by potem szybko przenieść do notesika . Znalazłam nowe ścieżki, co prawda nie stały się moimi , ale spróbowałam. Czasem jeszcze jakąś lekturę z tych nowych dla mnie dróg przeczytam. Wracam jednak , niczym dobrze ułożony konik, na utarte , dobrze znane szlaki. Tematyka wybrana wiele lat temu -  a może to ona znalazła mnie?- jest mi najbliższa, w niej czuję się jak w wygodnym starym ciuchu. Pasuje do mnie i już. Wiecznie poszukuję książek z nią związanych. Mogłam jednak posmakować czegoś innego, poza tym przekonać się , jak  interesująco inni potrafią pisać o swych lekturach. To cenne doświadczenie. Cieszę się ,że jesteście ,że mogę u Was bywać.

Wszystkim , którzy tu zaglądają, jestem bardzo wdzięczna. Z serca przyjmijcie podziękowania. A z dodatkowym uśmiechem  dziękuję tym , którzy poświęcają chwilę czasu, by zaznaczyć swą obecność. To wiele dla mnie znaczy. Blog bowiem nie istnieje bez czytelników. Cieszę się, że są osoby , które mnie odwiedzają i , mam nadzieję, czują się dobrze.

Dzisiejszy wpis może jest nieco przydługi , ale chciałam szczerze napisać , co się dzieje ze mną i moim blogiem. Mówią ,że nikt nie chce szczerości. Zobaczymy :) stawiam na to, że mnie zrozumiecie. A może coś mi poradzicie. Nigdy nie wiadomo.

A teraz zapraszam na wirtualny poczęstunek. Może trochę tortu? Do tego kawa czy wino?

 

                       

 

 

 Potem zaszyję się w jakimś kąciku z książką i umknę myślami w inny świat.

sobota, 28 kwietnia 2012
Wagabunda

 

Wyd. Erica, tyt. org. Vagabond, tł. A.Bełdowska, str. 444, Warszawa 2009

Cornwella zawsze ogromnie lubiłam. Czekałam na jego powieści i od razu się w nie zaopatrywałam.  Przeszkadza mi tylko jedno , jak zawsze przy powieściach kilkutomowych , a
mianowicie czekanie. Toteż po lekturze „Hallequin. Jeźdźcy  z piekieł” postanowiłam po prostu zacząć czytanie , gdy w moich rękach  znajdzie całość. Nie będę się irytować, że nie wiem, co dalej, szczególnie gdy bohaterowie w końcowych scenach zostają postawieni w trudnych czy nawet niebezpiecznych sytuacjach.

Graal– marzenie ludzi od wieków. Graal , który zawładnął umysłami wielu. Poszukiwano go, śniono o nim,  zabijano dla niego.
Słowo „Graal” pozbawiało jasności myślenia, wywoływało gorączkę umysłu ,zmieniało życie . Dla niego zrobiono by wszystko. A czy był ktoś , kto wiedział, czym na pewno był Graal? Wielu sądziło, iż to kielich z krwią Zbawiciela ,największa relikwia  chrześcijaństwa. Potem pojawiły się teorie o snag real czyli świętej krwi, dziecku Magdaleny  i Jezusa , którą w swych żyłach mieli mieć  francuscy Merowingowie – królowie o długich włosach. Człowiek zawsze poszukuje wyjaśnienia , jeśli wierzy w istnienie czegoś , ale nie ma pojęcia ani gdzie to jest, ani jak wygląda. Potrafi poświęcić temu życie. Swoją drogą to ciekawe ,że kielich w wybraźni ludzi średniowiecza miał być z złota , misternie wykonany , oczywiście przyozdobiony szlachetnymi kamieniami. Tak sądzono, bo zapewne nie mieściłoby się w głowach ,iż może być to skromne naczynie , zgodne z warunkami  w jakich Jezus żył.

Znany z części pierwszej łucznik ,  nieślubny syn księdza, Thomas z Hookton po walkach we Francji w początkach wojny stuletniej , wraca do kraju.  Zdobył  informacje o swojej rodzinie, co jednak nie zmieniło na razie jego życia. Nadal chciał być łucznikiem ,  kiedyś  zostać dowódcą drużyny. Wiadomości o pochodzeniu ojca, pewnych tajemnicach, przyjął  raczej spokojnie.

 Hrabiowie Astarac ! ród Vexille , który  nie miał obecnie żadnych majątków, nie miał też prawa do występowania w czasie bitwy pod swoim sztandarem. Heretycki ród. Czemu ojciec Toma znalazł się w Anglii , zerwał kontakt z rodziną.  Może  on nie był szczególnie zainteresowany , ale jego król Edward III jak najbardziej , szczególnie gdy usłyszał, iż z szalonym księdzem wiąże się Graala. Miał być w ręku Vexillów , a ojciec Toma miał relikwię zabrać ze sobą. Na samą  myśl  król Anglii drżał z podniecenia i pożądania. Mieć święty kielich! Byłby najpotężniejszym władcą. To jego by słuchano. Bowiem  zgodnie z legendą posiadacz kielicha mógł doprowadzić do pokoju na świecie i odegrania wielkiej roli w historii.

Zgodnie z królewskim rozkazem Tom udaje się na północ kraju. W wędrówce towarzyszy mu ukochana kobieta Eleonora i ojciec Hobben. Duchowny i dziewczyna wierzą w Graala, mężczyzna natomiast jest wobec tematu obojętny. Nie spieszy się . Nie uważa ,by było to istotne. Dla niego walka to rzecz poważna, a  nie gonitwa za marzeniem.  Powinien odszukać brata Hugh Collinnmore`a, by uzyskać więcej informacji o ojcu i tajemnym skarbie , którym zainteresowany jest władca.Tom nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji, z siły ludzkich  pragnień. Nie wie też ,że jego tropem rusza fanatyczny dominikanin , przedstawiciel inkwizycji,a oficjalnie jest wysłannikiem króla Francji do Szkotów. 

W tym czasie Szkoci doszli do wniosku ,że mogą zaatakować pogranicze , korzystając z  niejakiego osłabienia Anglików i związania większości ich sił na południu, ponadto zawarli sojusz  z Francuzami. Niedaleko Durnham dochodzi do walki , którą Cornwell drobiazgowo opisuje. Uważnie czytałam o młodym szkockim królu Dawidzie II Bruce, który tak bardzo pragnął sprostać legendzie ojca.Łaknął zwycięstwa. Szkoci zawsze staną przeciw Anglikom , wierząc w zwycięstwo.To odwieczny wróg. Coś tak oczywistego jak powietrze.

Tom , gdy tylko usłyszał o walce,porzucił swe zadanie i dołączył do bitwy nazwanej potem  pod Nevill Cross. Gdy wszystko się rozstrzygnęło , opadł bitewny szał , a zaczęło się liczenie łupów i  szacowanie wartości jeńców , Tom poznał cenę swej decyzji. Osobista tragedia spowoduje  powrót do zadania zleconego przez króla , a dodatkowym bodźcem  będzie chęć zemsty.

Tom wraca do Francji, a konkretnie do Bretanii. Oczywiście nie sam. Najbliższym towarzyszem łucznika  staje się wzięty do niewoli Szkot Robbie Douglas. Młody  jeniec ma nadzieję, że u boku Toma stoczy nie jedną bitwę, a tym samym zdobędzie łupy, by zgromadzić kwotę potrzebną na okup. Wesoły , otwarty ,żądny przygód Szkot stanowi doskonałe towarzystwo dla nieco przygaszonego Toma. Oczywiście muszą się też kłócić , zbyt wiele ich różni. Robbie czasem wpada w kłopoty, bowiem nie potrafi oprzeć się hazardowi i kobietom. Powrót do La Roche –Darrien to też przywołanie wspomnień o oblężeniu sprzed roku ,zdobyciu miasta , poznaniu niezwykłej dziewczyny , Czarnego Kosa, czyli Jeanette , hrabiny Armoryki. Nie tylko ją spotka , będą też  sojusznicy i wrogowie. A o najgorszym Tom nawet nie wie. Dominikanin  nie porzucił jego tropu. Znalazł się i tutaj. Sądzę ,że dla Toma uświadomienie sobie powagi  sytuacji wiązało się z dostaniem się w ręce inkwizycji. O tak! Ten fragment wywołuje ogromne emocje. O ile w walce każda ze stron jest uzbrojona i teoretycznie szanse są równe ( nie piszę tu o wyszkoleniu, umiejętnościach, broni , a to  decyduje), w walce z inkwizycją tylko duchowny ma władzę nad więźniem , a wszystko , co robi jest” w imię Boga”. Nie można spokojnie o tym czytać ani myśleć . A najgorsza jest świadomość , iż takie myślenie wcale nie przeminęło. Nie chcę pisać  o przygodach Toma , a podać tylko takie znaczniki jego losu.

Istotne jest , iż francuskie wojska zbliżają się do miasta, by je odbić z rąk Anglików. Wydawać by się mogło,że mieszczanie taką informację przywitają z radością.  Ale nie. Wspólnie z dotychczasowymi wrogami szykują się do obrony miasta, staną razem na murach. Czeka ich kolejna walka  w zupełnie nowej konfiguracji. Nie można nie wspomnieć o księciu Karolu z Blois , jego motywacji i  wielkiej ambicji, znanego już z pierwszego tomu. A Tom?  Ma misję do spełnienia.

W swej powieści pisarz jak zwykle doskonale odmalował tło historyczne. Tym razem w pierwszej części książki wiele miejsca poświecił Szkotom. Przedstawił relacje  z Anglikami , ambicje władców , znanych rycerzy, a też nadzieje tych młodych, dla których często to pierwsza bitwa. Intersująco,  wyczerpująco i niezwykle plastycznie  opisał sceny batalistyczne. Niemal słychać szczęk mieczy , świst strzał, rżenie koni , krzyki rannych, nawołania dowódców, jęki umierających. Cały ten bitewny zgiełk porywa czytelnika, choć wiem ,że nie każdy lubi czytać o okropnościach wojny.

Cornwell nie żałuje również czytelnikowi opisu stosunków społecznych oraz obyczajowych. Ciekawie spojrzeć oczami średniowiecznego przeciętnego człowieka na ich życie , wzajemne
relacje w ramach tej samej warstwy, powinności rycerskie, mieszczańskie Podkreśla mentalność ludzi , szuka jej przyczyn, przykłada wagę do ówczesnych zabobonów ,bo często wpływały na ludzkie decyzje i  postępowanie.To, co dziś oburza , wówczas nie było tak niezwykłe. To część życia ,wynikająca z określonej świadomości , wierzeń i zobowiązań. No i jak zawsze świetnie kresli postaci bohaterów. Pokazuje podłość, szlachetność , odwagę , tchórzostwo , brawurę. To ludzie pełnokrwiści , o charkterystycznych rysach charakteru.

Lektura powieści Cornwella zawsze dostarcza wiedzy , czytelniczej satysfakcji , wielu emocji, angażuje czytelnika w przeżycia bohaterów, nie mówiąc o wprowadzaniu takich emocji – w moim przypadku-ich miałam ochotę udusić książkowego bohatera , bo wiem, że  naprawdę tacy byli ludzie świętej inkwizycji.
Tom z Hookton nadal nie zdobył mojej całkowitej sympatii, ale nieco lepiej go rozumiem , współczuje mu , jednak minusy postępowania przeważają. Czy mogę powiedzieć,że jest wytworem swoich czasów? Do pewnego stopnia tak.

Podobnie jak w innych powiesciach , Cornwell umieścił mapkę  oraz notę historyczną.

Cieszę  się ,że na półce  w zasięgu ręki mam „Heretyka”, kończącego historię Toma i Graala.

I część trylogii  Graala- "Hallequin.Jeźdźcy z piekieł. 



19:15, szamanka30
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Książka

 

 "Już sama możliwosć zaistnienia ksiązki wystarcza, by stała się ona bytem" (J.L.Borges)

 

Kiedyś już pisałam  o książakch i czytelnikach, a konkretnie o kobiecie z ksiażką, co było wdziecznym tematem w malrstwie.

 Dziś z okazji święta książki umieszczam kilka kolejnych reprodukcji, które tylko potwierdzają, jak ważna jest książka w naszym życiu.

Wzrusza , bawi, uczy , skłania do rozmyślań , szukania wartości , pokazuje nieznane światy przeszłe i przyszłe , wyzwala wyobraźnię . Zawsze budzi emocje , pozwala  na ucieczke  do innego swiata. Mogłabym tak wiele  jeszcze wymieniać, ale każdy mol ksiązkowy to wie.  Zawsze jest , w zasiegu ręki. 

A zaczymy najczęściej tak , jak na poniższej reprodukcji. Pierwsza własna książeczka z obrazkami , otwierająca nowe możliwości , cudowne światy, zapierająca dech.  

 Książka z obrazkami -W.Llewellyn

Potem  szuka się już zawsze miejsca  i czasu , by zagłębic się w lekturze. Wszystko jedno czy w w ulubionym kąciku w domu , w ogrodzie pod parasolem , w dzień  czy wieczorem. Na możność otwrcia książki czeka  się jak na największą nagrodę. 

Zaczytana

 Obojętnie czy ma się lat naście czy nieco więcej , książkowe światy kuszą , wołają "czytaj!"

B.Jaśkiewicz- W ogrodzie

 Corot- LASENDE

 W momencie zwiększenia się domowych obowiązków , czasem trzeba czekać aż w domu zapanuje cisza, domownicy zajmą sie swoimi sprawami lub padną w objęcia Morfeusza, by sięgnać po kolejną lekturę, przeżyć coś nowego, innego.

Rychter- Janowska

 A zdarzyć sie może ,że ksiażka jest tak interesująca , iż czytamy , choć sen nam przymyka powieki. Walczymy z nim, bo jakże zostawić boahterów, ale bywa ,że sen nas jednak  zmorze przy kartach książki. I trzeba poczekać do następnego dnia:) 

 In the candle light

Kochajmy książki , czytajmy zawsze i wszędzie!

niedziela, 22 kwietnia 2012
Płotki giną pierwsze

 

Wyd. WAB, Mroczna seria, tł. A.Stronka, str. 340, Warszawa 2009

Czytałam niemal wszystkie kryminały Marininy wydane w Polsce , ale dobrze zrobiła mi przerwa.  Nie wszystkie mi się podobały. Sięgnęłam po ostatni, jaki miałam na półce. Wymęczyła mnie jednak ta książka. Nie zaangażowałam się w świat stworzony przez pisarkę. Jakoś  problemy bohaterów były dalekie i nużące.Skończyłam lekturę, bo byłam ciekawa , czy mam rację , no i istniała  jedna zagadka , której rozwiązanie chciałam poznać.

Marinina poprowadziła akcję dwutorowo. Z jednej strony towarzyszmy Anastazji Kamieńskiej w śledztwie , a z drugiej śledzimy poczynania Płatonowa, pułkownika  podejrzanego o zabójstwo kolegi.

Na przystawkę została zaserwowana niejasna śmierć Jurija Tarasowa w Centrum Obsługi Cudzoziemców .Człowiek pracował tam tylko cztery dni , a już zdążył zirytować wszystkich współpracowników do tego stopnia, że jedynym ich pragnieniem było pozbycie się mężczyzny.  Tylko czy to pragnienie zaowocowało śmiercią? Na pewno do szału potrafi doprowadzić ktoś, kto maniakalnie wręcz sprząta  i to nie tylko swoje biurko, ale też koleżanek , udziela rad na wszelkie możliwe tematy. Tylko czy to wystarczająca przyczyna  do zabójstwa?

Anastazja otrzymuje polecenie przyjrzenia się sprawie. Dla niej to radość. Krew zaczyna szybciej krążyć , umysł jest wyostrzony jak brzytwa, czekając na pożywkę . Nastia nie zmieniła niczego w swych zwyczajach , choć za miesiąc bierze ślub ze swym Loszą Czestiakowem. Jak zwykle lodówka pusta, obiadu brak , zainteresowania uroczystością weselną zerowe. Dla niej małżeństwo  nie jest istotne. Uważa ,że mogą żyć jak dotąd, ale skoro ma to uszczęśliwić Loszyka, podda się temu. Nastia nadal jest leniem , kochającym wysypiać się rano, jej dolegliwości  nie znikły. Kręgosłup dokucza , krążenie jest do niczego. Istotne - świetny, analityczny umysł ma się doskonale. Ot , cała Kamieńska. Gdyby nie Czestiakow , umarłaby z głodu. Facet nie dość ,że zaopatruje jej lodówkę , to jeszcze gotuje dla swej ukochanej. Z absolutnym spokojem przygląda się wpadającym do  Nastii współpracownikom, bo informacje nie mogą czekać. Nocne telefony też toleruje.  I w tym wszystkim znajduje czas na swoją karierę. Gdzie szukać takiego mężczyzny?Chętnie się dowiem.

Co prawda Anastazja ma na głowie dziwne morderstwa , ale nie prowadzi tych spraw, a służy pomocą. Pamiętać jednak należy   ,że Kamieńska zawsze angażuje się w sprawę. I teraz spać jej nie dają zabójstwa młodych ludzi w miejscach oddalonych od siebie. Jeden strzał. Pojawił się snajper , ale dlaczego ci ludzie ? Nic ich nie łączy . Kompletny brak motywu. No i na razie nie mogą ruszyć z miejsca. Sprawa Tarasowa jest zagadkowa. Ale kilka dni później dochodzi zabójstwo Agajewa i podejrzenie pułkownika Płatonowa o jego dokonanie. Sytuacja  o  tyle  jest nieprzyjemna ,że pracowali nad przekrętami i oszustwami firm Uralsk-18, Arteks. Środki finansowe gdzieś musiały być , na czyimś prywatnym koncie. Trzeba grzebać i to dyskretnie. Po przekazaniu dokumentów Agajew ginie , a na bankowe  konto żony Płatonowa wpływa kwota 250 tysięcy. I mężczyzna jest podejrzany nie tylko o morderstwo kolegi , ale też łapówkarstwo. Zdaje sobie sprawę, że został wrobiony. By oczyścić się z zarzutów , musi być wolny. Ucieka z ministerstwa, znajduje schronienie u pewnej pięknej pani i zaczyna swoje dochodzenie. Doskonale zdaje sobie sprawę,że za wszystkim stoją sprawcy oszustw, a nadal chcą ciagnąć sprawdzony proceder.

Anastazja ze współpracownikami rozpatruje różne scenariusze zdarzeń. Musi znaleźć odpowiedzi, szczególnie że generał  Zatoczny osobiście nadzoruje śledztwo ze strony wojskowej i życzy sobie spotkań z panią major. A to ciekawy człowiek, nawet serce Nastii bije szybciej, czego nie może pojąć. Zatoczny nie wierzy w winę Płatonowa , a milicjanci mają to udowodnić.Kamieńska , wyobrażając  sobie różne możliwości zaczyna do podejrzanego  dopasowywać osobę Tarasowa, a nawet myśleć o snajperze i zabitych młodych ludziach.

Ten kryminał oscyluje między tworzonymi przez milicjantów prawdopodobnymi scenariuszami zdarzeń , zmieniającymi się w miarę zdobywania nowych informacji,a działaniami Płatonowa. Muszę przyznać ,że nieco mnie to nudziło. A przecież  nie pierwszy raz spotykam się z tym zabiegiem. Sądzę ,że przyczyna tkwi w ekonomicznym , finansowym aspekcie sprawy. Rozważania kto , komu i jak płacił, oszukiwał , zacierał ślady nie wzbudza ekscytacji. Nie przeczę, że to solidnie przedstawiona milicyjna praca, często żmudna, właśnie nieco nudnawa, ale potrzebna. Wyobrażam sobie, że tak to wygląda, swoista burza mózgów. Tylko w czytaniu niezbyt pociagająca.

Płatonow jest ciekawą postacią , choć niekoniecznie sympatyczną. Doceniam jego pomysłowość,determinację, siłę woli, ale postepowanie z kobietami niezbyt mi się podoba.   Najbardziej ciekawił mnie motyw kilera. Po co i komu był potrzebny, ale przede wszystkim kto nim jest. Na pewno zaskakujące jest zakończenie.  

Marinina w swym kryminale pokazała powiązania i zależności miedzy polityką , biznesem i przestępcami nie tylko znanym milicji , ale też tymi w garniturach o pozornie nieposzlakowanej opinii. Uważam jednak ,że to słabsza powieść pisarki.

niedziela, 15 kwietnia 2012
Rytuał zbrodni

Wyd. Weltbild, tyt.org. Jung,blond, tot, tł. M.Urban, str. 384, Warszawa 2011

Ostatnio zaczęłam przebywać w kręgu kryminalnej literatury niemieckiej i muszę przyznać ,że prezentuje się całkiem ciekawie. Jednym z odkrywanych pisarzy jest  Andreas Franz, który   napisał ponad 20 powieści kryminalnych. Stworzył  dwie serie , jedną z komisarz Julią Durant , a drugą z komisarzem  Sorenem Henningiem. Pisarz zmarł w zeszłym roku , a polski czytelnik może powoli zapoznawać się z  jego twórczością.

„Rytuał zbrodni” to książka otwierająca cykl z Julią Durant. To ona jest najważniejszą postacią z policyjnych kręgów. Frankfurt dawno nie przeżywał  takiego strachu. Po mieście grasuje morderca, który na ofiary wybiera młode , atrakcyjne blondynki. To dziewczyny w wieku17-20 lat.  Gdy zostają odkryte ich zwłoki , od razu zauważa się pewien wzór – gwałt, włosy mają splecione w warkoczyki i związane czerwoną wstążką. Ich ciała ułożone sa w tej samej pozycji, okrutnie okaleczone. Nie wątpliwości, że pojawił się seryjny zabójca. A takiego bardzo trudno znaleźć.

Wydział zabójstw policji kryminalnej ma nie lada orzech do zgryzienia. I  na dodatek własne, wewnętrzne kwestie do rozwikłania . Detektywi borykają się z prywatnymiproblemami, które  mogą rzutować  na pracę,ale są też tarcia na polu zawodowym. Właściwie nie ma wśród nich nikogo , kto w pełni mógłby myśleć tylko o zabójstwach i szukaniu sprawcy. Szef Berger  nie potrafi pogodzić się z tragiczną śmiercią żony i syna w wypadku samochodowym. Mieszka z córką,co tydzień chodzi na cmentarz z kwiatami , rozmawia z bliskimi. Nieco zatracił dotychczasową energię i pazur , z którego był znany. Zamyka się przed innymi.Schultz ,  jego bliski współpracownik i przyjaciel zarazem ,przeżywa katusze. Kilkuletnia córka leży w szpitalu na oddziale onkologicznym. Wykryto u niej wyjątkowo nieciekawą odmianę białaczki. Uratować może ja tyko przeszczep szpiku, ale ubezpieczenie tego nie obejmuje ,a policjant  nie posiada stu tysięcy na zabieg. Na dodatek jego żona znika na całe noce. Bawi się ,pije o wiele za dużo , prowadzi się lekko,znajdując sobie jednonocnych kochanków. Jednocześnie zapewnia męża   o swym uczuciu. Wszyscy koledzy Schultza już wiedzą o ekscesach żony, niektórzy byli jej towarzyszami.Nie rozumieją , czemu jej nie zostawi. A on po prostu nie potrafi. Uważa ,że jest chora, a małżeńska przysięga jest jednoznaczna. Dom nie daje odpoczynku,wytchnienia od widoku najgorszych , okrutnych działań chorego umysłu.  Schultz ma jednak nadzieję, że szef doceni jego doświadczenie oraz  zdolności ipowierzy mu sprawę zabójstw  blondynek. Paradoksalnie to w pracy znajduje wytchnienie. Czekał na swoją szansę długo , a teraz przeżyje  wielkie rozczarowanie.

Śledztwo dostaje przybyła komisarz Julia Durant. Berger znał ją wcześniej  z jakiejś konferencji , bardzo polecał ją też dotychczasowy szef, podkreślając jej niezwykłą intuicję , niesztampowość myślenia i upór. Do zespołu dołączył również młody detektyw Koslowsky . W takiej  sytuacji trudno mówić o wspólnej , zespołowej pracy. Schultz  czuje ogromny żal do Bergera, uważa ,że go zdradził . Jest bardzo rozgoryczony. Szef go nie rozumie , ale jego 17-letnia córka doskonale wie, jakie uczucia  miotają zawiedzionym policjantem.  

Julia Durant jest doświadczoną policjantką , z wieloma sukcesami na koncie. To kobieta,   która poświęca się pracy, pragnie rozwiązać sprawę. Świadoma swej wartości jako fachowiec , a powabu jako kobieta. Do mężczyzn odnosi się z pewną wyższością , czasem pobłażliwością. Nie zjednuje sobie tym ludzi. Chociaż większość z nich patrzy przede wszystkim na jej kompetencje zawodowe. Mnie jednak zraziło to, że ludzi ocenia po jednym spojrzeniu. Nie lubi narzekających mężczyzn , więc Schultz od razu podpada, klasyfikuje go jako mięczaka. Koslowsky ma trądzik i niezbyt czyste włosy , więc też budzi niechęć  i antypatię pani komisarz. Julia powinna wiedzieć ,że w jej zawodzie taka szybka , pobieżna niczym nie poparta ocena, może być bardzo myląca.

Durant chce sama prowadzić sprawę, nie lubi towarzystwa. Berger narzuca jej jednak  Schultza jako partnera i dla swego spokoju sumienia , i dla bezpieczeństwa. Nie wiadomo przecież dokąd zaprowadzi ich śledztwo. Kobieta robi wszystko, by jak najczęściej być sama, prowadzić rozmowy  bez asysty u boku.

Zamordowane dziewczyny wywodziły się z najbogatszych kręgów frankfurckiej elity. Na przyjęcie do Menzela przychodzą lekarze, prawnicy,bankowcy. Wszyscy wpływowi ,z odpowiednimi znajomościami. Nawet jeśli bankier nie budzi sympatii, należy bywać, bo jak stwierdza jedna z kobiet „jemu się nie odmawia”. Durant zdaje sobie sprawę, iż ci ludzie wiedzą dużo więcej niż mówią.Policję trzymają na dystans, raczej jej działania ich irytują. Nie bardzo chcą pomóc , chociaż znano wszystkie ofiary i istnieje niebezpieczeństwo, iż znów zostanie zabita znana im dziewczyna.  Nie przejmuje ich to, nie porusza, nie czują żadnej empatii. Policjanci wnioskują, iż morderca obraca się w tym kręgu lub wywodzi się z owej śmietanki towarzyskiej. Tylko jak zdobyć informacje, gdy są  lekceważeni, zbywani półprawdami lub kłamstwami. Tworzą zamknięty krąg , przekonani, iż prawo ich nie dotyczy. Nie jest to łatwe śledztwo , a  ofiar  przybywa  i to w coraz krótszym czasie . Morderca nie potrafi nad sobą  już w żaden sposób zapanować.

Przyznaję, że  czytelnik może stosunkowo szybko nabrać podejrzeń. Dla mnie osoba sprawcy nie była zaskoczeniem. Franz zostawił pewne tropy. Jednak oprócz zabójstw blondynek pokazuje mroczny świat znudzonych bogaczy , których pasjonują różne perwersje seksualne nie wszystkie zgodne z prawem. To też obraz stylu życia bogatych warstw społeczeństwa. Franz prowadzi od przyjęć poprzez wizyty w gabinecie chirurga plastycznego do gabinetu niezmiernie ciekawej postaci terapeuty, psychoanalityka , hipnotyzera i tarocisty w jednym , czyli Panateca. Czytając o 11 latach terapii jednej z kobiet można się zastanawiać , czy to nawyk , moda czy naprawdę ma takie problemy ,że  nawet w takim czasie nic nie można było poradzić.  Komisarz Durant interesuje się nim , bo znał wszystkie zamordowane dziewczyny,
większość  chodziła na terapię. Lekarz jednak jest dyskretny , przestrzega tajemnicy lekarskiej , więc od niegoinformacji nie wydobędzie. A jednak czuje ,że każdy ma tam jakieś sekrety.

Pisarz zadbał o to , by czytelnik poznał policjantów biorących udział w śledztwie , ale też grono ludzi , którzy uważają, że pieniądze załatwią każdą sprawę. Prowadzi czytelnika po  śladach  Julii , a ta musi sprawdzić różne tropy , podejrzenia, wielu przesłuchać. Powieść trzyma w napięciu, toteż czyta się ją szybko. I nawet jeśli  nie do końca darzę sympatią panią komisarz , nie odmówię jednego – jest bardzo dobrą policjantką.

Powieść jest oparta na autentycznych wydarzeniach z 1969 roku. W prowadzonym  śledztwie A. Franz odegrał znaczącą, choć nieświadomą rolę.

niedziela, 08 kwietnia 2012
Święcone


 W tę wyjątkową niedzielę każdy dużo czasu spędza w domu , z rodziną . Na pewno jednym z magnesów jest stół, przyciągający wielością i różnorodnością potraw,zdobny zielenią . Trudno od takich smakołyków odejść. A zaczyna się wielkanocnym śniadaniem czyli „święconką”. Dziś   o wiele skromniejszy to stół, ale tradycje zostają zachowane.

Niegdyś śniadanie rozpoczynało się  w południe lub nieco później . Co prawda bywali w niektórych domach bardziej „niecierpliwi panowie”, którzy do ataku na stół przystępowali już w Wielką Sobotę , ale to było tylko preludium przed niedzielnym obżarstwem.

„Święcone” składało się wyłącznie z potraw zimnych  za to o ogromnej rozmaitości smaków i aromatów.  Z gorących potraw podawano jedynie barszcz czerwony (kojarzy się z Wigilią, ale ten wielkanocny był robiony na esencjonalnym wywarze mięsnym). Wkładano do niego ćwiartki jaj ugotowanych na twardo lub pokrajaną w plasterki kiełbasę.
Na zakończenie uczty wnoszono bigos.

Z niektórymi potrawami wielkanocnego stołu łączyły się dawniej , brane jednak niezbyt poważnie, pewne wierzenia . Od Mikołaja Reja dowiadujemy się ,że kiełbasa "chroniła” od ukąszenia  węża  , chrzan – od pcheł , a pieczony jarząbek od więzienia!

 

B.Rychter-Janowska-  Śniadanie wielkanocne w ziemiańskim dworze 

Często mówi się o folgowaniu sobie przy świątecznym stole. O nadużywaniu jego dobroci  ponad miarę. Nasi przodkowie by nas wyśmiali .Dla nich byłaby to mizeria wielka. Jak wyglądało magnackie „święcone” możemy sobie wyobrazić na podstawie opisu wielkanocnego przyjęcia u księcia Sapiehy w Dereczynie. Było to za panowania Władysława IV.

Stało cztery przeogromnych dzików , to jest ile części roku; każdy dzik miał w sobie wieprzowinę , alias szynki, kiełbasy , prosiątka. Kuchmistrz najcudowniejszą pokazał sztukę w upieczeniu całkowitym tych odyńców. Stało tandem dwanaście jeleni , także całkowicie upieczonych , ze złocistymi rogami, ale do admirowania , nadziane były rozmaitą zwierzyną, alias zającami, cietrzewiami, dropami , pardwami. Te jelenie wyrażały dwanaście miesięcy. Naokoło były ciasta sążniste , tyle, ile tygodni w roku, to jest pięćdziesiąt dwa, cudne placki, mazury ,żmujdzkie pierogi, a wszystko wysadzane bakalią. Za tym było 365 babek to jest tyle ,ile dni w roku. Każde były adornowane inskrypcjami , floresami, że niejeden  tylko czytał , a nie jadł. Co zaś do bibendy : były cztery puchary, exemplum czterech pór roku, napełnione winem jeszcze za króla Stefana. Tandem 12 konewek srebrnych z winem po królu Zygmuncie , te konewki exemplum 12 miesięcy . Tandem 52 barylek także srebrnych in gratiam 52 tygodni i było w nich wino cypryjskie , hiszpańskie i włoskie. Dalej zaś 365 gąsiorów z winem węgierskim  , alias tyle gasiorków , ile dni w roku. Ale dla czeladzi dworskiej 8700 kwart miodu, to jest tyle , ile godzin w roku”. A wszytko w odpowiedniej oprawie niezwykłej zastawy.

Takich przyjęć magnackich wydawano wiele, większość też opisano. I zapewniam  ,że to u księcia Sapiehy nie należało do tych najświetniejszych. Na pewno rujnowało zdrowie , ale też fortuny:)

No i  kto dziś zdołałby wytrwać na takiej uczcie?


A.Makowski-Wielkanocny stół

Magnackiego nie znałazłam, a do tego mam sentyment:)

O przygotowaniach do Wielkanocy i samym stole wielkanocnym można przeczytać tutaj

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38