| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Spis moli
ADRES szamanka30@gazeta.pl
Książki 2013
Lektury 2010
Lektury 2011
Przeczytałam 2009
Przeczytałam (od 29.04.2008)
Przeczytane 2012
Przeglądam
Sieć
Wyzwanie czytelnicze
niedziela, 26 sierpnia 2012
Wędkarzu, dla Ciebie

gdziekolwiek jesteś teraz. Mam nadzieję, że nie brak tam pięknych stawów, jezior, potoków, lasu i wielu zwierząt. Gdzieś przekica w pośpiechu zając , wychynie sarna o wielkich , pieknych oczach i wdziecznej sywetce. Czerwonością i fioletem kuszą oowce malin, jeżyn, a spod liścia widać kapelusz rydza czy podgrzybka. Nie brak zieloności. Jest piekno poranka i zachodu, nad delikatną ,srebrzystą taflą wody wyskakuje  we wspaniałym łuku najpiękniejsza ryba.Przepływają dostojne łabędzie, kaczka z malutkimi kulkami -kaczętami cierpliwie przemierza staw. Na tle  błękitnego  nieba szybuja ptaki. Tatarak szumi, pochlając brązowe głowy. I panuje  ogromny spokój. Jest piekno, radość i wspaniałość.

 

 Wędkarze-S.Łakomy

 

Rybak i szuwary-T.Gozda

J.Janus -Jezioro Turawskie

Rybak -T.Gozda

sobota, 04 sierpnia 2012
Dzień czwarty -Pałac Blanka

 

 

 

 

 

 

 

Czwartego dnia powstania  ginie Krzysztof Kamil Baczyński , poeta i  żołnierz . Nie mógł dotrzeć  do swego batalionu „Parasol” , toteż przyłączył się do powstańców na Placu Teatralnym  . Dosięga go wroga kula. Kończy się życie jednego z pokolenia Kolumbów. Poety , którego ukochałam nade wszystko.   Jest  dla mnie najważniejszym twórcą XX wieku. Rozumowo mogę wiedzieć ,że byli inni , może zdążyli więcej przeżyć, doświadczyć , przekazać . Doceniam ich.   Ale  ten młody człowiek o wyrazistym spojrzeniu  zawładnął moimi myślami. No i  żył szybko w czasach trudnych , okrutnych ,będacych sprawdzianem ludzkich postaw, doświadczał w dwójnasób, przeżył tak wiele ,że w poezji mógł zawrzeć glos pokolenia , ale i swoje refleksje.  Ponadto do mojej wyobraźni przemawiał mocno tragizm czasów w jakich żył i tworzył. Widział taki ogrom zła, ale gdzieś w nim była  iskierka nadziei. Było miejsce na uśmiech , na wiarę w dobro , na miłość  i to wielką , choć wszystko w cieniu śmierci i grozy , przykryte smutkiem  i świadomością nieuchronności  losu. Z wielkim wzruszeniem czytałam wiersze dedykowane Basi. Potrafił dotknąć  serca .

Byłam nastolatką , gdy po raz pierwszy przeczytałam jego wiersze. Zrobiły na mnie piorunujące wrażenie . Nie potrafiłam rozczytywać się w nich bez gardła ściśniętego wielkim przejęciem , wzruszeniem , odziaływaniem na moje emocje, a i łzami w oczach. To on pokazał mi człowieka w walce , patriotę , ale też jednostkę zaplątaną w tryby historii, która nie ma wyboru, czasem zagubioną, ale świadomą swego obowiązku. Bo walczyć trzeba , zabijać w obronie wolności i niezależności również, choć skazi to dusze walczących.   Gdy wchodziłam w tekst „Historii” , „Elegii…”, „Miserere” czy  „Deszczy” świat wokół przestawał istnieć. Byłam tam , w okupowanej Warszawie , czułam wielość myśli i odczuć młodych , którzy podjęli działalność konspiracyjną ,zakończoną  walką na ulicach stolicy . Jest w tych wierszach jakiś magnes , magia i niezaprzeczalna siła. Nigdy nie przestanę podziwiać Baczyńskiego. 

 A gdy usłyszałam jego teksty w wykonaniu Ewy Demarczyk , przeszły mnie ciarki. Jej  głos przenikał do głębi serca , wibrował, poruszając dogłębnie myśli i odczucia. Polowałam na płytę z tymi piosenkami ,by móc ich słuchać , gdy tylko najdzie mnie nostalgia za cudownością tekstów poety z niezwykłym wykonaniem „niebo złote ci otworzę”. Jakże byłam szczęśliwa,gdy ją wreszcie zakupiłam( a nie było to wówczas wcale tak łatwe). Oczywiście zbiory poezji pysznią się na półce w różnych wydaniach. Wracam do nich często, choć o poezji nie lubię pisać.

Baczyński to poeta, który w jakiś sposób mnie ukierunkował. I zdaję sobie sprawę, że nie potrafię napisać o nim tak, jakbym chciała.

 W rocznicę jego śmierci  pragnę tylko zamieścić kilka tekstów, nie bawiąc się w żadne analizy. Niech wiersze przemówią same.

 

 

Miserere

1

Oto stoimy nad ziemią tragiczną

Pobojowisko dymi odwarem strzaskanych wspomnień i snów.

Lepkimi krwią pytaniami

zdejmujemy hełmy przyrosłe do głów.

Głowy - czerwone róże przypniemy hełmom pokoleń.

Widzę: czas przerosły kitami dymów,

widzę czas: akropol zarosły puszczami traw.

Rzuć się, ostatni kainie, na ostatniego abla,

dław!

2

Wracając z pogrzebu ostatniego człowieka,

jak wyzwanie

rzucam przygarść powietrzną - skowronka - w niebo

i ziemię ronię jak łzę nad wszechświatem.

wiosna 1940r.

 

Historia

Arkebuzy dymiące jeszcze widzę,

jakby to wczoraj u głowic lont spłonął

i kanonier jeszcze rękę trzymał,

gdzie dziś wyrasta liść zielony.

W błękicie powietrza jeszcze te miejsca puste,

gdzie brak dłoni i rapierów śpiewu,

gdzie teraz dzbany wrzące jak usta

pełne, kipiące od gniewu.

Ach, pułki kolorowe, kity u czaka,

pożegnania wiotkie jak motyl świtu

i rzęs trzepot, śpiew ptaka,

pożegnalnego ptaka w ogrodzie.

Nie to, że marzyć, bo marzyć krew,

to krew ta sama spod kity czy hełmu.

Czas tylko warczy jak lew

przeciągając obłoków wełną.

Płacz, matko, kochanko, przebacz,

bo nie anioł, nie anioł prowadzi.

Wy te same drżące u nieba,

wy te same róże sadzić jak głos

na grobach przyjdziecie i dłonią

odgarniecie wspomnienia i liście, jak włos

siwiejący na płytach płaskich.

Idą, idą pochody, dokąd idą,

których prowadzi jak wygnańców laski

ląd krążący po niebie. A może

niebo po lądzie dmące piaskiem

tak kształt ich zasypuje. Jak noże

giną w chleb pogrążone - tak oni

z wolna spływają. Piach ich pokrywa.

Jeszcze słychać śpiew i rżenie koni.

dn. 8.III.42 r.

 

Ojczyzna II

Ziemio krwią i ogniem płynąca,

na rozdrożach twoich stoję - tułacz jesieni

i

zanim cię ramionami ogarnę,

słyszę takt twego serca, takt moich kroków.

Serca nieodmienne przez gorzki potop,

serca spalone czarne

zawiesić na sosnach twoich - wotum.

Ziemio nie skojarzona niebu,

osobna,

wypalona wiekami, piętnem.

Milionem grobów

słyszę rytm twój niedoczekany:

góry ławą bijące do morza jak tętno.

Szeroko drży

oskarżone niebo wbite na zgliszcza - na pal

i jak period po nocach uderza o burzę żal:

śmierć mnie ucałuje, śmierć mnie ucałuje,

ale nie ty.

Ziemio, szept twój serce rozerwał jak szrapnel,

gdzie jest twój krzyk?

Litanie, dzwony sucho do nieba jak śrut

nieba nie podpalają, nie podpalą.

Ręce-kamienie na dnie oceanu.

Ziemio twarda jak żołnierski suchar,

ziemio gorzka od krwi i żalu,

ziemio głucha.

2 II 40 r

 

Deszcze

Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,

a u okien smutek i konanie.

Taki deszcz kocham, taki szelest strun,

deszcz - życiu zmiłowanie.

Dalekie pociągi jeszcze jadą dalej

bez ciebie. Cóż? Bez ciebie. Cóż?

w ogrody wód, w jeziora żalu,

w liście, w aleje szklanych róż.

I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?

Deszcz jest jak litość - wszystko zetrze:

i krew z bojowisk, i człowieka,

i skamieniałe z trwóg powietrze.

A ty u okien jeszcze marzysz,

nagrobku smutny. Czasu napis

spływa po mrocznej, głuchej twarzy,

może to deszczem, może łzami.

I to, że miłość, a nie taka,

i to, że nie dość cios bolesny,

a tylko ciemny jak krzyk ptaka,

i to, że płacz, a tak cielesny.

I to, że winy niepowrotne,

a jedna drugą coraz woła,

i to, jakbyś u wrót kościoła

widzenie miał jak sen samotne.

I stojąc tak w szeleście szklanym,

czuję, jak ląd odpływa w poszum.

Odejdą wszyscy ukochani,

po jednym wszyscy - krzyże niosąc,

a jeszcze innych deszcz oddali,

a jeszcze inni w mroku zginą,

staną za szkłem, co jak ze stali,

i nie doznani miną, miną.

I przejdą deszcze, zetną deszcze,

jak kosy ciche i bolesne,

i cień pokryje, cień omyje.

A tak kochając, walcząc, prosząc

stanę u źródeł - studni ciemnych,

w groźnym milczeniu ręce wznosząc,

jak pies pod pustym biczem głosu.

Nie pokochany, nie zabity,

nie napełniony, niedorzeczny,

poczuję deszcz czy płacz serdeczny,

że wszystko Bogu nadaremno.

Zostanę sam. Ja sam i ciemność.

I tylko krople, deszcze, deszcze

coraz to cichsze, bezbolesne.

 

ukończone 21 II 43r.

 

Erotyk

W potoku włosów twoich, w rzece ust

kniei jak wieczór - ciemnej

wołanie nadaremne,

daremny plusk.

Jeszcze w mroku owinę, tak jeszcze róża nocy

i mienie świat gałązka, strzępem albo gestem,

potem niemo się stoczy,

smuga przejdzie przez oczy

i powiem: nie będąc - jestem.

Jeszcze tak w ciebie płynąc, niosąc cię tak odbitą

w źrenicach lub u powiek zawisłą jak łzę,

usłyszę w tobie morze delfinem srebrnie ryte,

w muszli twojego ciała szumiące snem.

Albo w gaju, gdzie jesteś

brzozą, białym powietrzem

i mlekiem dnia,

barbarzyńcą ogromnym,

tysiąc wieków dźwigając

trysnę szumem bugaju

w gałęziach twoich - ptak.

Dedykacja:

Jeden dzień - a na tęsknotę - wiek,

jeden gest - a już orkanów pochód

jeden krok - a otoś tylko jest

w każdy czas - duch czekający w prochu.

 

Mojej najdroższej Basi - Krzysztof

dn. 2.II.42r.

 

Modlitwa do Bogarodzicy

Któraś wiodła jak bór pomruków

ducha ziemi tej skutego w zbroi szereg,

prowadź nocne drogi jego wnuków,

byśmy milcząc umieli umierać.

Któraś była muzyki deszczem,

a przejrzysta jak świt i płomień,

daj nam usta jak obłoki niebieskie,

które czyste - pod toczącym się gromem.

Która ziemi się uczyłaś przy Bogu,

w której ziemia jak niebo się stała,

daj nam z ognia twego pas i ostrogi,

ale włóż je na człowiecze ciała.

Któraś serce jak morze rozdarła

w synu ziemi i synu nieba,

o, naucz matki nasze,

jak cierpieć trzeba.

Która jesteś jak nad czarnym lasem

blask - pogody słonecznej kościół,

nagnij pochmurną broń naszą,

gdy zaczniemy walczyć miłością.

 

21.03.1944

 

 

 Niebo złote ci
otworzę...

Niebo złote ci otworzę,

w którym ciszy biała nić

jak ogromny dźwięków orzech,

który pęknie, aby żyć

zielonymi listeczkami,

śpiewem jezior, zmierzchu graniem,

aż ukaże jądro mleczne

ptasi świt.

Ziemię twardą ci przemienię

w mleczów miękkich płynny lot,

wyprowadzę z rzeczy cienie,

które prężą się jak kot,

futrem iskrząc zwiną wszystko

w barwy burz, w serduszka listków,

w deszczów siwy splot.

I powietrza drżące strugi

jak z anielskiej strzechy dym

zmienię ci w aleje długie,

w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,

aż zagrają jak wiolonczel

żal - różowe światła pnącze,

pszczelich skrzydeł hymn.

Jeno wyjmij mi z tych oczu

szkło bolesne - obraz dni,

które czaszki białe toczy

przez płonące łąki krwi.

Jeno odmień czas kaleki,

zakryj groby płaszczem rzeki,

zetrzyj z włosów pył bitewny,

tych lat gniewnych

czarny pył.

15. VI. 1943 r.

 

Tych miłości...

Tych miłości, które z nami

na strumieniach białych płyną,

co jak chmury nad głowami

czasem każą zapominać,

tych miłości jak zwierzęta,

co wracają w las od ludzi

węsząc z twarzą wyciągniętą,

zanim śmierć ich nie ostudzi,

tych miłości, które niosą

sok z korzeni w słońce liściem,

co jak puch dziewczęcych włosów

lekko rosną ku niebiosom,

nie wydepczą nienawiści.

Tych miłości, o, za wiele,

chociaż ziemia jeszcze twarda,

nad nią zawsze śpiewa szelest,

bo cóż ziemskość? - śmiech, pogarda,

bo cóż zbrodnia? - tylko mocniej

za bijące morzem strumień

kochać każe, że ślad głupi

jak ten olbrzym, co się upił,

co gdy wstanie, to zrozumie.

W nas, co jak pomników głazy,

z tych miłości mocno rośnie

przez te czasy, nad te czasy,

ponad nami - czas miłości.

 

27.01.1944

 

Pocałunek

Dniem czy nocą idziemy wytrwali,

w bitwach ogień hartuje nam pierś,

myśmy dawno już drogę wybrali,

jeśli nawet powiedzie - przez śmierć.

Więc naprzód, niech broń rozdziera,

niech kula szyje jak nić,

trzeba nam teraz umierać,

by Polska umiała znów żyć.

Bo czy las nam zahuczy jak morze,

czy w bruk miasta uderza nasz krok,

W nasłuch sercach trzepocze się orzeł,

każdy pancerz przepali nasz wzrok.

[po 16.V.1944 r.]

 

Westchnienie

Deszczu srebrne gałązki rosną

jak gotyckich krużganków motyl,

ptaki dzwonki zielone niosą

na przejrzystych wstążeczkach lotu.

jeden uśmiech dziecinnych lądów

błękitniejszy mi jest niż woda,

bo mnie żłobi niedobra mądrość,

bo się kończy nieżywa młodość.

Kurant jeszcze z pnącej się wieży,

wzgórz zielonych faluje dywan

i poznaję miasto w obłokach,

nie wiem tylko, jak się nazywa.

Z tych wysokich przelotów we śnie

ludzie mali byli jak kwiaty.

Przebudzone o śmierć za wcześnie,

o, rzeźbione w kolorach światy!

Norymbergi, o Awiniony,

rączką dziecka rzeźbione w ciszy,

jeszcze sobie szum wasz przypomnę,

bo za rok już go nie usłyszę.

23 IV 44 r.

 

 

 

 

środa, 01 sierpnia 2012
PRO MEMORIA -1.08.`44

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dziś po raz kolejny -68- obchodzimy rocznicę powstańczego zrywu. Mnie , Polce, słowa jakie bym mogła napisać , wydają się tak mało znaczące, tak nieadekwatne do tego, co czuję , gdy myślę o wszystkich , którzy w walce brali udział. Postanowiłam pokazać na zachowanych zdjęciach owych straceńców, jak mówili niektórzy, i oddać głos poetom -świadkom zdarzeń. Mnie pozostaje wiele,bo  wzruszenie , podziw i duma. Nie mam ochoty na roztrząsanie aspektów politycznych. Dziś oddajemy hołd tym, którzy wyznawali zasadę , iż lepiej ginąć w walce niż żyć na kolanch, tych , którzy marzyli o wolnej Stolicy , wolnej Polce. Ich życie , odwaga , walka i  śmierć  zostaną w naszej pamięci. Gdy o 17 zawyją syreny , pomyslę o nich i sądzę ,ze wielu innych uczyni podobnie.

 

Wszystkie zdjęcia znalazłam w internecie, natomiast teksty wierszy pochodzą z książki W.Bartoszewskiego "Dni walczącej stolicy', ale  natknęłam się na nie  na stonie H.Ryćki.

niedziela, 01 kwietnia 2012
I nadszedł kwiecień

 

Kwiecień nie zaczął się zbyt fortunnie. Wystarczy spojrzeć za okno. Śnieg sypie, wiatr dokucza, choć już nie tak porywisty jak wczoraj, a czasem pojawi sie słońce. Ciśnienie skacze w dół, by już za chwilę zacząć piąć się w górę. Dla mnie to uciążliwość wielka , bo należę do tych biedaków , którzy mocno na takie zawirowania reagują.  Na dodatek brak mi snu. I to nie z mojej winy. Nie zaczytałam się , nie składałam wizyt ani nie przyjmowałam gości. „Zawdzięczam” to sąsiadce , która ze znajomymi beztrosko imprezowała do 2 w nocy. Plany miałam na dziś dość sprecyzowane, ale szyki pomieszała aura i niemal bezsenna noc.

A czy już zrobiliście komuś psikusa ? może dopiero planujecie? W tym dniu dozwolonego , nawet chyba oczekiwanego żartu. Nigdy co prawda tego nie lubiłam . Nie jestem zwolenniczką robienia żartów  wszystkim wokoło, bo dziś  traktowane  są z przymrużeniem oka.  Cieszę się, że prima aprilis wypadł w niedzielę. Co najwyżej dostanę sms. A  czy wam podoba się ten dzień?

PRIMA APRILIS  to  dzień , kiedy okłamywanie się i robienie dowcipów , który stał się  zwyczajem międzynarodowym . W niektórych  krajach ma swoją nazwę  np. w Anglii to Dzień Głupca ,a w Rosji Dzień Śmiechu.

Początki tej tradycji nie są  do końca jasne. Już podobno w Rzymie starożytnym pierwszy dzień kwietnia był dniem wygłupów i żartów. Niektórzy uważają ,że data ta kojarzy się z kłamstwem i fałszem ,ponieważ tego dnia urodził się Judasz. A według jeszcze innej wersji zwyczaj ma pochodzić z Francji i wiąże się ze zmianą kalendarza . Chodzi  o przeniesienie początku roku z 1 kwietnia na 1 stycznia , w związku z czym wydarzyło się mnóstwo pomyłek i zabawnych sytuacji ,tak że na pamiątkę tego zdarzenia pojawiła się tradycja primaaprilisowego prowokowania śmiesznych sytuacji oraz wzajemnego oszukiwania się. Historia dzisiejszego dnia ma  dość różnorodnych wersji  , więc można sobie wybrać , co się  komu  podoba.

 

 

                                                                    ***

Dziś Niedziela Palmowa. U nas w kraju znane są różne odmiany palm wielkanocnych.
Można to zauważyć , gdy przygląda się palmom , które sprzedawane są w kwiaciarniach , na ulicznych straganach czy świątecznych kiermaszach , zdobywających coraz większą popularność.
Wybór duży i można nabyć tę, która najbardziej się podoba , nęci oryginalnością  czy właśnie spokojem klasyki.

Dawniej Niedzielę Palmową nazywano w Polsce Kwietną albo Wierzbną Niedzielą ze względu na wierzbowe gałązki pokryte kotkami oraz suszone  lub wykonane z bibułykwiaty, których  używa się  do robienia palm. Potem łączy się je z gałązkami roślin zimnozielonych takich jak świerk , tuja, leśne borówki czy bukszpan. W niektórych wsiach urządzane są konkursy na najpiękniejszą i największą palmę.

Wierzono,że po poświęceniu  palma zyskuje moc magiczną i leczniczą , toteż przechowywano ją cały rok. Uważano, że połknięcie  puchatych kotek ochroni przedchorobami gardła! Dzisiaj chyba  nikt takiej kuracji  by nie zastosował .  Wierzono również, że wierzbowe gałązki z palmy wetknięte w ziemię w 4 rogach zabezpiecza pola  przed szkodnikami. Części palm wkładano do gniazd ptactwa domowego  oraz do ula, żeby ptaki i pszczoły były zdrowe i dobrze się rozmnażały. W oknach pojawiałyy się krzyżyki, by chronić przed piorunem,a dziatki smagnięte wierzbina podobno grzeczne i zdrowe były. I pewnie jeszcze trochę  różnych wierzeń można  przytoczyć. Znacie jakieś  interesujące? 

 Do dziś  wiele osób przechowuje poświęcone palmy cały rok. Ci, którzy takiej potrzeby nie odczuwają , nie powinni ich wyrzucać na śmietnik , ale spalić.  To popiół ze spalonych palm wykorzystuje się w Środę Popielcową w następnym roku.

 

        

 

 

    Palmy kurpiowskie     

 

Informacje o prima aprilis i palmach wielkanocnych na podst. ksiażki " Zwyczaje świąteczne w Polsce"M.Kuneckiej   

 

piątek, 11 listopada 2011
11 listopada - Święto Niepodległości
 
 
 
Flaga Polski zatwierdzona przez sejm w 1919r.
 
 
 Po 123 latach walk , powstań, tragedii, ale też nieustającej nadziei ziścił się sen Polaków o wolności.
 
Niepodległa Polska odrodziła się w listopadzie 1918 roku w ciągu zaledwie trzech tygodni. To niezwykłe tempo zaskoczyło ówczesnych obserwatorów wydarzeń politycznych w Polsce i Europie, którzy zgodnie twierdzili , iż Polska wykorzystała swą szansę.
 
 Dzień 11 listopada był oficjalnym Świętem Narodowym Polski w latach 1937-1939 ( wcześniej dniem obchodów byl 7.11). Po wojnie dopiero w 1989 roku wrócił do kalendarza oficjalnych świąt państwowych.
 
  ***
 
 
Starych ojców naszych szlakiem
 przez krew idziem ku wolności!
 Z dawną pieśnią - dawnym szlakiem -
 my, żołnierze sercem prości,
 silni wiarą i nadzieją,
 że tam kędyś świty dnieją!
 
 Niech za nami nikt nie woła!
 Niech tam po nas nikt nie płacze!
 Górą jasne niesiem czoła -
 radość w piersiach nam kołacze,
 duma ogniem lica płoni,
 że idziemy - jako oni!
 
 Starych ojców naszych szlakiem
 przez krew idziem w jutra wschody.
 Z dawną pieśnią, dawnym znakiem,
 na śmiertelne idziem gody,
 by z krwi naszej życie wzięła
 Ta - co jeszcze nie zginęła!
 
                        Autor nieznany, 1915
 
 
Na ziemi Piastów, na ziemi Chrobrych, Łokietków i Kazimierzów
stanął znowu z głową ku słońcu wzniesioną ON. Orzeł nasz biały.
 
 Ptak nieśmiertelny.
 Głęboko wbijaj w ziemię szpony swe tryumfalne.
 
 Obejmij ją całą - tę ziemię świętą praojcową!
 
 Godło państwa w latach 1919-1927
 
 
 
 11 listopada 1918 roku Rada Regencyjna w Warszawie przekazuje Józefowi Piłsudskiemu naczelne dowództwo nad tworzącą się armią polską. Kończy się I wojna światowa. Oddziały Wojska Polskiego defilują przed Zamkiem Królewskim w Warszawie.
 Poeta powie:
 "Wtedy wszystkie dzwony krakowskie zadzwonią, a kolumnie zygmuntowskiej Tatry się pokłonią", na ulice wylegają tłumy ludzi. Jest mroźny dzień. Konie walą w ziemię kopytem.
 
Powitanie J.Pilsudskiego
 
 11 listopada na ulicach wszystkich miast panowała euforia z powodu rodzącej się niepodległości.
 
  "Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. (...) Kto tych krótkich dni nie przeżył, kto nie szalał z radości w tym czasie wraz z całym narodem, ten nie dozna w swym życiu największej radości. Cztery pokolenia czekały, piąte się doczekało. Od rana do wieczora gromadziły się tłumy na rynkach miast; robotnik, urzędnik porzucał pracę, chłop porzucał rolę i leciał do miasta, na rynek, dowiedzieć się, przekonać się, zobaczyć wojsko polskie, polskie napisy, orły na urzędach, rozczulano się na widok kolejarzy, ba, na widok polskich policjantów i żandarmów." ("Powstawanie II Rzeczypospolitej. Wybór dokumentów").
 
 
 
  Podobna atmosfera panowała w stolicy.
 
"Warszawa żyła w tych dniach na ulicach. (...) Gdy 11 listopada, w historycznym daniu zawieszenia broni, wyszedłem rano na miasto, ulica miała wygląd jakiś zupełnie inny niż zwykle: ludzie poruszali się szybko, każdy patrzył z ciekawością naokoło, każdy czegoś wyczekiwał, zawiązywały się rozmowy między ludźmi nieznajomymi. Niemców spotykało się niewielu i nie mieli już tak butnych min jak poprzednio, większość z nich miała już na mundurach czerwone rewolucyjne kokardki, dyscyplina rozluźniła się, widziało się i czuło się już zupełną dezorganizację tej karnej armii. Ludność samorzutnie zaczęła rozbrajać żołnierzy, którzy podawali się temu przeważnie bez protestu." (M. Jankowski, "11 listopada 1918 r." [w:] Warszawa w pamiętnikach pierwszej wojny światowej, Warszawa 1971).
 
***

                                                            Ojczyzna wolna, znowu wolna!

Tak bije serce, huczą skronie!

A Biały Orzeł w słońcu kwiatów

Przyleciał, by go ująć w dłonie.

 Zawsze był z nami - ptak wspaniały

Choć czasem ktoś odszedł daleko...

 Bronił tej ziemi, bo ją kochał

Sercem pokoleń już od wieków.

                                                  R.Przymus

***

Dziś w całej Polsce brzmi Mazurek...

 Dzisiaj radości kanonada!

Witamy wszyscy Niepodległość

 I Jedenasty Listopada...

 
 Pamiątkowy znaczek
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Osiemnasta decydująca

Bitwa warszwaska -J.Kossak

„osiemnasta  decydująca w dziejach świata”  tak określił tę bitwę w tytule swoich wspomnień lord Edgar Vincent D`Aberon , dyplomata , specjalny wysłannik rządu brytyjskiego do Warszawy. W 10 lat później uzasadnił swe stanowisko , pisząc „Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń, posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920(…) Gdyby bitwa zakończyła się zwycięstwem bolszewików , nastąpiłby punkt zwrotny w dziejach Europy, nie ulega bowiem najmniejszej wątpliwości  , iż upadkiem Warszawy środkowa Europa stanęłaby otworem  dla propagandy komunistycznej i dla sowieckiej inwazji”.

Bitwa warszawska znalazła się obok Maratonu 490 r p.n.e, Poitiers 732r., Hastings 1066 czy  Waterloo 1815 . Bardzo istotne i zacne  to towarzystwo.

Białystok , który był wówczas pod panowaniem bolszewickim, stał się miejscem wydania 30 lipca manifestu , w którym wzywano lud robotniczy do powstania przeciw panom, zdziercom , wyzyskiwaczom i innym darmozjadom. Przygotowywano już nawet  rząd  dla Polskiej Socjalistycznej Republiki Rad, powstawały rewkomy , które miały „wprowadzać porządek sowiecki”.  Stalin był pewien zwycięstwa.. Nie wierzył, że młode państwo polskie z równie młodym i niedoświadczonym w większości wojskiem może stanowić problem , być równorzędnym partnerem dla Armii Czerwonej, a cóz dopiero pokonać ją.  

Lew Trocki mówił w maju 1920 , że Armia Czerwona bijąc Polaków „dąży do spotkania europejskiego proletariatu” , a gen . Tuchaczewski 2 lipca 1920 wydał rozkaz ,w którym znalazło się zdanie „ Po trupie białej Polski  wiedzie droga do wszechświatowego pożaru”. I właśnie dlatego ,że do „spotkania” i „pożaru”  nie doszło- dzięki obronie Warszawy i uderzeniu znad Wieprza – bitwę  określa się jako decydującą w dziejach.

 Bitwa , którą później nazwano warszawską, toczyła się w dniach 13- 25 08.1920roku. My obchodzimy święto w dniu , gdy losy stolicy zostały w zasadzie rozstrzygnięte. 

W nocy z 5 na 6 sierpnia  opracowano ogólną koncepcję rozegrania bitwy. Zamierzano częścią sił zatrzymać uderzanie rosyjskie przed Warszawą , a uderzyć na południową flankę przeciwnika. Architektem planów – dwu do wyboru -  był gen. T. Rozwadowski , szef sztabu Wojska Polskiego,  niezwykle ciekawy człowiek i wojskowy. Przyjęto plan bardziej ryzykowny , wymagający wielkiej precyzji , zgrania wszystkich działań,  zachowania tajemnicy i w odpowiednim czasie związania sił rosyjskich. Później generał jeszcze zmodyfikował plan , który ukazał się jako rozkaz specjalny nr 10 000, gdzie  Rozwadowski  dodatkowymi zadaniami ofensywnymi obciążył 5Armię gen. Sikorskiego , ponadto został wzmocniony Front Północny . Rozkaz kończył się  słowami :” …nogami i męstwem piechura polskiego  musimy wygrać te bitwę.”  Decyzje Rozwadowskiego  nie zyskały początkowo aprobaty marszałka Piłsudskiego . Zresztą do dziś toczą się dyskusje wśród historyków , kto faktycznie sprawował dowództwo. Trudno dziś dojść , jak było naprawdę. Może faktycznie w toku dyskusji miedzy generałami a Naczelnym wodzem wykluły się plany akcji, a może ratowano jego autorytet polityczny wobec politycznych sojuszników?  Wiadomo ,że po bitwie  wszystko przypisano Marszałkowi. Niektórzy historycy uważają, że pomysły Piłsudskiego zostały tylko przez Rozwadowskiego przelane na papier, ale duża grupa historyków jest innego zdania. W wielu przekazach pojawia się informacja ,że Komendant był w bardzo złym stanie psychicznym, wyjechał do Bobowa do Aleksandry i córek , a na ręce Witosa złożył dymisję. Premier zachował to dla siebie , bo nie zamierzał jej przyjmować. Oficjalnie Piłsudski miał się udać do Kwatery Głównej do Puław, by przygotować  natarcie znad Wieprza. Na pewno  był i tam, ale potrzebował czasu.   De facto , o czym nie wiedział , Rozwadowski był w tym momencie marszałkiem Polski. No i na  wszystkich rozkazach  z 12-16.08  widnieje jego podpis. Pamietać należy ,że to nie  jedno starcie , ale wiele złożyło się  na tzw. bitwę warszwską. Kilku generałów sie wyrózniło, marszałek odzyskał swoją wolę walki, żołnierze  walczyli twardo, z pełnym poświęceniem. Taki sukces był Polsce bardzo potrzebny. 

Gen.Rozwadowski

Wojska sowieckie były coraz bliżej  stolicy. 13.08  nastąpiło gwałtowne natarcie pod Radzyminem (25 km od miasta) , który był w tej walce miejscem kluczowym , ponieważ jego zdobycie bezpośrednio zagrażało Warszawie. Miasto walczyło dzielnie , ale nie mogło sprostać sile czerwonoarmistów . Jednak dzięki natarciu dywizji litewsko- białoruskiej Polacy  je odzyskali. Radzymin jeszcze kilkakrotnie przechodził z rąk do rak, zostały przełamane wszystkie linie obronne wokół Warszawy , od której Rosjan dzieliło  tylko 14km.

Swoją armię ruszył też gen. Sikorski z rejonu Modlina , by osłaniać Warszawę. 14.08 zacięte walki toczyły się na linii Wiązowna – Radzymin. Siły polskie stawiały wszędzie twardy opór i nacierające wojska rosyjskie nie odnotowały poważniejszych sukcesów.

 15.08 nad ranem w rejon Radzymina dotarła dywizja gen .Żeligowskiego, a potem gen . Rządkowskiego. Walki trwały , jednak po południu ruiny miasta zostały zdobyte.

16 sierpnia na liniach bojowych przedmościa warszawskiego toczyły się nadal intensywne walki, ale sytuacja wojsk polskich ulegała częściowej poprawie.

Nadszedł moment , by dzięki wiadomościom docierającym z Warszawy, rozpocząć manewr zaczepny znad dolnego Wieprza. Polacy uderzyli z dużą szybkością , w ciągu pierwszego dnia rozbili oddziały bolszewickie w okolicach Dęblina i Góry Kalwarii, a następnie weszli wyszli na tyły wroga.

Już w pierwszych godzinach ofensywy wiadomo było ,że radzieckie armie  nie przeszkodzą Polakom. 16.08 Polacy odzyskali wszystkie stracone wokół Warszawy pozycje. Bitwa została wygrana.

 Oczywiście nadal toczyły się  walki , chodziło przecież o wyrzucenie Rosjan z naszych granic. Utworzono nawet specjalną grupę pościgową. Do niewoli dostało się  ok.66 tys. żołnierzy sowieckich, 45 tys uciekło do Prus Wschodnich i zostało tam internowanych , a poległo 25 tysięcy. Polacy  stracili 2,5 tys. a ponad 25 tys. zostało rannych.

Po bitwie nie pozostało zbyt wiele śladów- żołnierskie mogiły, pomniki, ledwo widoczne zarysy okopów. Przez wiele lat wszystko były zaniedbane , a bohaterowie zapomniani. Dopiero  po 1989 r. nastąpiło „odświeżanie pamięci” .

 Mogiła poległych w Radzyminiu 1920.

Powązki, pomnik poległych 1920

Generał francuski L.Faury w 1928 r. porównał bitwę warszawską do Bitwy pod Wiedniem.

Przed dwustu laty Polska pod murami Wiednia uratowała świat chrześcijański od niebezpieczeństwa  tureckiego ; nad Wisłą i Niemnem szlachetny ten naród oddał ponownie światu cywilizowanemu usługę, którą  nie dość oceniono”.     

poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój...

 

***

Byłeś jak wielkie , stare drzewo,

narodzie mój jak dąb zuchwały,

wezbrany ogniem soków źrałych 

jak drzewo wiary , mocy, gniewu.

 

I jęli ciebie cieśle orać

i  ryć cię rylcem u korzeni,

żeby twój głos , twój kształt odmienić,

żeby cię zmienić w sen upiora.

 

Jęli ci liście drzeć i ścinać,

byś nagi stał i głowę zginał.

 

Jęli ci oczy z ognia łupić ,

byś ich  nie zmienił wzrokiem w trupy.

 

Jeli ci ciało w popiół kruszyć,

by wedrzeć Boga z żywej duszy.

 

I otoś stanął sam, odarty,

jak  martwa chmura za kratami,

na pół cierpiący, na pół martwy,

poryty ogniem, batem, łzami.

 

W wielości swojej- rozegnany ,

w miłości swojej – jak pień twardy,

 haki pazurów wbiłeś w rany

swej ziemi. I śnisz sen pogardy.

 

Lecz kręci  się niebiosów zegar

i czas o tarczę mieczem bije,

i wstrząśniesz  się z  poblaskiem nieba,

posłuchasz  serca : serce żyje.

 

I zmartwychwstaniesz jak Bóg z grobu

z huraganowym tchem u skroni,

ramiona ziemi się przed tobą

otworzą. Ludu mój! Do broni!

                                   K. K .Baczyński  IV, 43

I jak napisał  Baczyński ,wzięli broń i poszli walczyć. Godzina „W” 1 sierpnia 1944 rozpoczęła bohaterską, heroiczną  walkę  powstańczą . Przez 63 dni toczyli większe i mniejsze bitwy, potyczki, nawet wtedy, gdy jasne się stało, iż nie ma szans na zwycięstwo . Gdy zostali sami.

Towarzyszyła im , jak zawsze w walce, pieśń. S.R Dobrowolski pisze, że w  sierpniowe i wrześniowe dni 1944 pieśń i piosenka nie odstępowała żołnierzy powstania. Umierali, w większości bardzo młodzi, ze słowami pieśni Casmira Delavigne na ustach ”Dziś twój tryumf albo zgon!” Melodia „Warszawianki” była chyba najpopularniejsza w  straszne , tragiczne  dni i noce powstania. Śpiewali też , idąc na śmiertelny bój:

 „Hej , Zosieńko, hej panienko!

Po cóż próżne łzy?

Wszakże z naszej krwi

Wolne wstaną dni!”

Oczywiście niezmiernie lubiane były też ”Pałacyk Michla”, „Marsz Mokotowa” czy ”Sanitariuszka Małgorzatka”.

Dobrowolski pisze , że pieśń w groźnych momentach pomagała, wracała męstwo i opanowanie, czego sam był świadkiem. Pieśń zawsze była oparciem , ale też niezastąpioną nauczycielką patriotyzmu. 

                                       ----------------------------

Przyznaję,że są tematy , na które trudno mi się pisze, gdy słowa wydają się mało znaczace. Wolę wówczas oddać głos poecie, pisarzowi , posłuchać pieśni. Wydaje mi ,iż ci, którzy wówczas żyli, brali udział w tych zdarzeniach, lepiej wyrażą emocje i przeżycia , które były ich udziałem. Dla siebie zostawiam cichy podziw.

  ***

Wiele lat temu, gdy nadchodziła kolejna rocznica powstania , wydano w serii miniatur 3 książeczki, które oddają ducha tamtych czasów- Wiersze K.K.Baczyńskiego, pieśni powstania warszawskiego i satyrę czasu wojny i okupacji. Szkoda że nie widziałam wznowień szczególnie dwu ostatnich.  

sobota, 18 grudnia 2010
Drzewko bożonarodzeniowe

Zapewne w wielu domach stoi już dumnie pięknie przystrojona choinka. Czynimy tak my, wcześniej nasi rodzice, dziadkowie, sznur pokoleń. Po prostu kultywujemy tradycję, jesteśmy po trosze jej strażnikami. Wszelako nie choinka,bez której nie wyobrażamy sobie świątecznych dni, była pierwszą ozdobą.
Jednak drzewo jako symbol przesilenia zimowego było znane plemionom na długo przed czasami chrześcijaństwa. Było symbolem życia , odradzania się . Na pewno poganie darzyli drzewa wyjatkowym kultem i specjalnie je czcili. Jeszcze w średniowieczu opowiadano legendy o drzewie życia rodzącym cudowne owoce , zamieszkałym przez rajskie ptaki. Według Niemców takim drzewem może być jodła , toteż prawdopodobnie z tego względu w XVI w. w niemieckiej Alzacji narodził się zwyczaj strojenia przynoszonej do domu choinki.
Zanim ta dotarła na ziemie polskie znano ludowy zwyczaj wieszania u powały chaty podłaźniczki . Była to delikatna kolorowa konstrukcja ze słomek, bibuły , wstążeczek połączonych sznurkiem. Inną wersja ozdoby zwanej również sadem albo jutką był podwieszony pod sufitem ścięty czubek drzewa iglastego ozdobiony orzechami , jabłkami , ciastkami. Specyficznie polskim zwyczajem było dekorowanie połaźniczek ozdobami z opłatka , którymi się później częstowano.

 

Współczesna podłaźniczka(źródło:wikipedia)

 

Wielkim zwolennikiem ustawiania w domu choinek był Marcin Luter , który zgodnie z protestanckimi zasadami popularyzował spędzanie swiąt Bożego Narodzenia w domu z rodziną. Do Anglii , Francji i Europy Płd choinki dotarły dopiero w XIX w. Do Polski wkraczały jeszcze wolniej , najpierw widać je było  w  miastach , potem zagościły w wiejskich chatach – w latach 20-tych XXw. Dzisiejsze zdobienia znacznie różnią się od tych pierwszych , które niemal w całości można było z choinki zjeść.

Początkowo choinkowe ozdoby były starannie dobierane ze względu na ich symbolikę. Zawieszane na drzewku dzwonki głoszą dobrą nowinę i zapowiadają radosne wieści . Domem mają się opiekować umieszczone na choince anioły. Ciekawą wymowę maja łańcuchy. Symbolizują zniewolony grzech , ale wg innej tradycji oznaczają rodzinne więzi i chronią dom. W Polsce czasu zaborów oznaczały niewolę i brak własnego państwa. Drzewko symbolizuje Chrystusa jako źródło życia ,światełka na choince miały odpędzić złe moce , być światłem dla pogan. Umieszczana na czubku gwiazda betlejemska to drogowskaz dla powracających do domu . Jabłka to znak rajskiego owocu, którym kuszeni byli Adam i Ewa , ale też symbol urody i zdrowia. Orzechy znaczyły zaś dobrobyt i siłę.
Dziś mamy wiele różnorodnych ozdób , każde drzewko może być jedyne ,niepowtarzalne. Ja jednak bardzo tęsknię za choinką mego wczesnego dzieciństwa, na której Babcia i Mama wieszały pierniczki, cukierki , orzechy, a Tata rajskie jabłuszka.




(źródło:wikipedia)

 
1 , 2