| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Spis moli
ADRES szamanka30@gazeta.pl
Książki 2013
Lektury 2010
Lektury 2011
Przeczytałam 2009
Przeczytałam (od 29.04.2008)
Przeczytane 2012
Przeglądam
Sieć
Wyzwanie czytelnicze
sobota, 13 lipca 2013
Tum

 

Zawsze uwielbiałam zabytki. Działały na moją wyobraźnię. Spekulowałam sobie , jak żyli ówcześni ludzie , w jaki sposób wznosili swoje budowle, o czym myśleli, marzyli , co ich cieszyło ,a co kładło się troską na obliczu. Ludzie sprzed wielu wieków mieli inny ogląd świata , więcej rzeczy było dla nich niezrozumiałych , przerażało ich , budziło lęk. Musieli mieć w czymś ostoję, swego rodzaju kotwicę życiową .Czuli  podziw dla osiągnieć  człowieka. Tego , co potrafi wyczarować swymi rękami realizując czyjąś myśl.   Lubiłam wyobrażać sobie takich przeciętnych ludzi i ich oczami spojrzeć na młody wówczas kraj. No bo tak się składa, że najbardziej do mnie przemawiają czasy odległe. Jak to było , gdy dopiero od półtora wieku religią państwa było chrześcijaństwo. Wiem ,że nie wszyscy od razu  tak od serca przyjęli "niemieckiego boga", jak często o nim mówiono. I nie ma się czemu dziwić , jeśli to niemieckie najazdy podejmowane były w imię zaprowadzenia nowej wiary. Na pewno też źle się kojarzyły. Nową religię na  rozkaz księcia  wprowadzano pod przymusem, obalano i niszczono posagi znanych bogów. Tych , którym ufali , do których się modlili. Nie mam wątpliwości ,że potajemnie , nocą ludzie przemykali do lasu, na święte polany , by tam oddawać cześć dawnym , swojskim bogom. Przekonanie do nowej religii, przyjęcie jej tak naprawdę sercem i umysłem to proces powolny , wymagający też obopólnego zaufania i odpowiedniego traktowania.

A jednak chrześcijaństwo zakorzeniało się . Duchowni byli wykształceni , dzięki czemu mamy dokumenty, roczniki  czy , nieco później, kroniki. Z nową religią kojarzą się  przede wszystkim budowle. Ogarnia mnie podziw dla trwałości i wielkości osiągnięć tamtych ludzi, szczególnie biorąc pod uwagę techniczne możliwości. Budowane dla boga , w imię miłości do niego i na jego chwałę.

Przydługi to nieco wstęp , by napisać nieco o Tumie. Nie byle jakie to miejsce , a zacne bardzo, które sam św. Wojciech zaszczycił. W  starszych badaniach wskazuje się  rok 997 , gdy  przy współudziale późniejszego świętego powstało w Tumie pierwsze opactwo benedyktynów. Prace nowsze wskazują raczej czas panowania Kazimierza Odnowiciela na  założenie zakonu i prace budowlane związane z kolegiatą.  Budynek , który wówczas postawiono , nie przetrwał do dziś . Został po prostu rozebrany ok. 1140 r. , gdy opactwo przeniesiono do Mogilna.

Dla Łęczycy miano inne plany. To Janowi ze Żnina  lub arcybiskupowi Janikowi(różnie się spotyka, choć ten ostatni  nie mieści się w ramach czasowych) przypisuje się projekt nowej świątyni, której prace miały się rozpocząć w 1141. Inni upatrują Salomeę , wdowę po Bolesławie Krzywoustym , jako inicjatorkę budowy. Wszak ziemia łęczycka była jej oprawą wdowią. Dziś to może mniej istotne. Ważne , co wykonano i co pozostało.

Nie upłynęło zbyt wiele czasu , gdy rozpoczęto budowę kolejnej świątyni. Wyświęcenia kościoła dokonano w 1161 r. w Zielone Świątki. I to zrobił arcybiskup Janik. Na uroczystości przybyli książęta dzielnicowi i księżna -wdowa Salomea. Był to swego rodzaju pierwszy zjazd ówczesnych władców Polski, już niestety dzielnicowej .

Kościół w Tumie to jeden z najstarszych w Polsce. Kolegiata budziła ogromny podziw. Była duża, na dodatek górowała nad otoczeniem ,że przyjęło ono jej nazwę. Wioska stała się Tumem (z niemieckiego , tum- kolegiata, katedra).



Wówczas kościół pełnił wśród wiernych nie tylko rolę przewodnika duchowego, miejsca szczególnego dla chrześcijanina , ale odgrywał niebagatelną rolę również w świeckim żywocie . Owe budowle wznoszone były w stylu romańskim , a wiec charakteryzowały się niezwykle solidną konstrukcją , miały grube mury i niewielkie okna.  Budulcem  był granit, piaskowiec i kamień. Niezmiernie trudne do oblegania i zdobywania.  Były idealne , by stać się schronieniem okolicznej ludności w czasie najazdów , których wtedy nie brakowało. Owo sacrum było też budowlą na wskroś obronną. Mogło  w kolegiacie znaleźć schronienie wielu ludzi.

Baszta z otworami strzelniczymi

 

Jak pisałam , trudno było zdobyć Tum , ale nie było to niemożliwe. Co prawda  wiele razy oparła się wrogom, podobnie  jak też w pamiętnym roku 1241  Tatarom , ale kilkakrotnie nie miała tego szczęścia. W 1293 Litwini pod wodzą Witenesa spalili kościół wraz ze znajdującą się wewnątrz ludnością. W roku 1306 i 1331 podobnie postąpili Krzyżacy ( prawda , jak pięknie ze strony rycerzy zakonnych? powód do dumy i nagrody w niebiesiech zapewne ) . Niecałe 400 lat później raz jeszcze postąpili w tak barbarzyński sposób Szwedzi w czasie wojny północnej.



Portal wejściowy

 

W wyniku takich najazdów i zniszczeń  kościół był wielokrotnie  odbudowywany i  przebudowywany. Co zasługuje na uwagę? dwa romańskie ołtarze i resztki polichromii, rzeźbiona Pasja, a także kozły, orzeł( co prawda bez głowy) i gryf.

 Polichromia z XIIw.

Wielkie wrażenie  robi jednak sama romańska  bryła budowli. Następowały kolejne  zmiany. W 1487 r. wnętrze świątyni zmieniono zgodnie ze stylem gotyckim, a w 1569 dobudowano renesansową kruchtę. W latach 1765-85 wieże , nawa główna i okna przyjęły kształt klasycystyczny.

Wnętrze świątyni

Najgorszy czas dla Tumu nadszedł w czasie II wojny światowej. Kolegiata została w wielkim stopniu zniszczona i to przez Polaków, szczególnie podczas bitwy nad Bzurą. Niemcy bowiem w wieży północnej umieścili obserwatora ognia artyleryjskiego . Wroga należało usunąć nawet kosztem dużych  uszkodzeń kościoła. Następnie Luftwaffe zbombardowała świątynię , w wyniku czego nastąpiły kolejne zniszczenia i pożar. Po ponownym wkroczeniu Niemców z kolegiaty zostały już tylko mury bez dachu.

Tum miał to szczęście ,że ruin nie rozebrano ,choć były takie plany, ani przez Niemców , ani po zakończeniu wojny. Już w 1947 odprawiono tam pierwszą od 1939 mszę. W tymże 1947 rozpoczęto odbudowę , która kierował Jan Witkiewicz "Koszyc". Po kilkunastu latach w 800-lecie pierwszej konsekracji czyli w 1961 poświecono częściowo odbudowaną kolegiatę. a potem prac zaprzestano , bo po prostu nie było funduszy. Dopiero po 30 latach podjęto kolejny etap odbudowy, zakończony kilka lat temu.

Prezbiterium , widok z chóru

 

Na pewno dla  fanów dawnych wieków i ciekawych budowli istotny jest też fakt , iż w 1999 do kościoła sprowadzono relikwie św. Wojciecha .

W Tumie prowadzone są prace archeologiczne , które przynoszą niezmiernie ciekawe informacje. Oto podczas prac kilkaset metrów od świątyni łódzcy archeolodzy odkryli przejście bramne wiodące do wczesnośredniowiecznego grodziska. Dębowe bale datuje się na rok 900. Przypuszcza  się , iż gród mógł pełnić funkcję jednej z najstarszych stolic Polski .

Do roku 2014 piastowskie grodzisko w Tumie ma zostać zrekonstruowane   . Powstanie skansen wszesnośredniowiecznego budownictwa wiejskiego. Warto poczekać , pojechać i poczuć się jak w średniowieczu. Oczywiście , można w każdej chwili wyruszyć , by podziwiać dzieło ludzkich rąk , historię zaklętą w kamieniu , poczuć moc i tajemnicę dawnych wieków. A potem powtórzyć wycieczkę poszerzoną o przyrzeczony skansen.

I jeszcze ciekawostka:) Czytaliście serię o Panu Samochodziku Nienackiego? ja tak  i jedną z moich ulubionych powieści było 'Uroczysko" ( inny tytuł- " Pan Samochodzik i Święty Relikwiarz"). Przedstawiona tam Oporna to właśnie Tum i to dokładnie opisany. 

 

Elewacja wschodnia



15:07, szamanka30 , Miejsca
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 marca 2013
Św. Krzyż- Muzeum Misyjne

Widok od strony wschodniej

Doskonale pamiętam swój pierwszy pobyt na Św. Krzyżu. Byłam niezwykle podekscytowana , bowiem przebywałam na kilkudniowej wycieczce, na trasie której nie brakowało interesujących miejsc i zabytków . Co prawda nigdy nie lubiłam żadnych gór nawet niewielkich. Jednak dla dwu miejsc –Św. Krzyża i św. Katarzyny byłam gotowa się poświęcić i przejść to nieciekawe gołoborze. Gdy weszłam w mury opactwa i  zaspokoiłam już palącą  ciekawość kaplic , ich stylu czy zdobień ,nadszedł moment wizyty w Muzeum Misyjnym. To było coś niezwykłego ! nie potrafiłam oderwać się od zgromadzonych eksponatów. Czułam się tak , jakbym została jednocześnie przeniesiona na kilka kontynentów. Omal zeza rozbieżnego nie dostałam , bo pragnęłam zobaczyć  wszystko niemal gremialnie. Nasycić wzrok , przeczytać krótkie informacje. Następnie pamiętam swą pogoń za zakonnikiem , by wyprosić jakiś przewodnik , najskromniejszy nawet, by w domu w spokoju przeżyć to raz jeszcze. Niestety mnich nie mógł mi pomóc , niczego nie było. Jakże byłam zawiedziona!  Potem zdarzyło mi się bywać jeszcze na Św. Krzyżu. Zawsze była to wielka przyjemność. Teraz zostają wspomnienia.

Klasztor na Św. Krzyżu ma długą historię. Zgodnie z legendą benedyktynów  sprowadził  Bolesław Chrobry w 1006r. Nie wiadomo jednak , czy  było tak naprawdę, ponieważ znajduje się też zapisek o utworzeniu zakonu w czasach późniejszych ,  może za panowania Mieszka II.Od XIV w. nazywane Świętym Krzyżem, jako że przechowywane są tu relikwie drzewa krzyża świętego, na którym miał umrzeć Jezus Chrystus, podarowane w XI w. przez św. Emeryka syna Stefana I, króla węgierskiego. Odtąd stało się jednym z najważniejszych polskich sanktuariów i celem licznych pielgrzymek. Wiadomo jednak,że powstało  tam pierwsze na ziemiach polskich skryptorium, w którym znani ze swej cierpliwości oraz umiejętności benedyktyni  przepisywali uczone księgi i kodeksy. Biblioteka klasztoru wielokrotnie niszczała w pożarach albo była grabiona przez najeźdźców począwszy od Tatarów na zaborcach skończywszy. Z bogatych niegdyś zbiorów do dziś zachowały  się nieliczne białe kruki. I niestety ,dla zwiedzających św. Krzyż,  w większości przechowywane są w bibliotece UW. Benedyktyni odeszli ze Św.Krzyża w 1819r.



Od 1936 roku w klasztorze przebywają ojcowie oblaci. Posłannictwem tego zakonu , założonego w XIX w. jest głoszenie Ewangelii i Słowa Bożego na całym świecie .Wracając z wieloletnich misji do kraju i domu klasztornego przywożą pamiątki , wyroby sztuki ludowej ,
oryginale dewocjonalia , a nawet egzotyczne dla nas przedmioty codziennego użytku.

Prawdziwe skarby obcych narodów nie powinny ginąć zakurzone w klasztornych podziemiach czy prywatnych domach.  Ich zadaniem jest cieszyć ludzkie oczy, poszerzać wiedzę , widzieć inny świat. Dlatego wiele lat temu ojciec Walenty Zapłata , dyrektor oblackiej Prokury Misyjnej , postanowił zebrać wszystkie eksponaty na Św. Krzyżu i urządzić niewielkie muzeum .



Pomysł okazał się świetny. W  dużej sali , w przeszklonych gablotach zgromadzono ponad 2 tysiące eksponatów z różnych stron świata, które ogląda z podziwem około 200 tysięcy turystów i pielgrzymów , odwiedzających klasztor na Łysej Górze. Wśród najcenniejszych, wielce oryginalnych  pamiątek są czarnoskóre postaci Świętej Rodziny z Kamerunu , hebanowe figurki tubylców z centralnej Afryki , nakrycia głowy z Turkmenistanu , afrykańską srebrną biżuterię , wyroby z kości słoniowej, ze skór węży i krokodyli.



 Można podziwiać stroje ludowe mieszkańców Kanady północnej, indiańskie pióropusze , odświętne nakrycia  głowy z Wietnamu i Sri Lanki. Uwagę zwracają bogate zbiory prymitywnych narzędzi rolniczych , jakimi do dziś posługują się wieśniacy w wielu krajach Afryki i Azji , naczyń kuchennych wyrabianych nawet z łupin orzechów oraz broni myśliwskiej jak łuki , strzały , dzidy , dmuchawki .



 



 



Można chodzić po tej niedużej przestrzeni i  nie móc przestać podziwiać tego bogactwa i różnorodności dzieła ludzkich rąk. I jak się dziwić, że pragnie się wracać na Św. Krzyż?





19:28, szamanka30 , Miejsca
Link Komentarze (4) »
niedziela, 17 marca 2013
Oda do rzeki Bugu

Od wczoraj po wielu pochmurnych dniach świeci słońce! Co prawda nadal  dosyć zimno, ale ta jasność, złociste promienie dają nadzieję, przywołują weselsze myśli i radość z widoku , jaki się przed oczyma roztacza.To też moment, gdy silniej czuć bliskość wiosny. I , przynajmniej dla mnie, czas wspomnień poprzednich pięknych wiosennych dni. Przypomniał mi się wiersz M.Sarbiewskiego, który mi się  niegdyś ogromnie spodobał.Wybitny , światowej sławy poeta czasu baroku pisał o rzece, tęsknocie, marzeniach. 

Może dlatego,że już w tytule ujrzałam nazwę"Bug", odezwała się jakaś nostalgia za miejscami, o których czytałam. Ta rzeka , rozległa, niezwykła wywłuje określone skojarzenia. Patrzac na zanlezione w internecie fotki, podzwiam rzekę, ale tęsknię też , by móc ją zobaczyć. Nieco zazdroszczę tym, którzy mieszkają niedaleko Bugu:)

 

 Nie nęci mej pieśni Salmacys zdradziecki,

Ni źrodło święcone Wenerze:

Żaden zdrój łaciński lub grecki

Dziś ze mnie ofiary nie bierze.

 

Przebaczcie Paktolu i Cydnu zatoki

Że dla was strun moich nie trącę.

I ty , ojcze Tybrze głęboki,

Nie czekaj na pieśni gorące.

 

Ja bedę opiewał Bug wrzący i skory,

Co Wisków od skwaru zasłania,

Co dżdżyste , jesienne wapory

Wyziewa lub nazad pochlania.

 

O Bugu! O czysty wód świętych krysztale!

Jakąż mi Pierys pozwoli

Bym konchą czerpnąwszy twą falę,

Ugasił pragnienie do woli?

 

Nie pali twej wody od wierzchu do głębi

Spiekota w poludnia zacisze;

Mróz ciebie nie ściska , nie ziębi

Lecz wietrzyk ciepławy kołysze.

 

Gdy przecie na wiosnę szeroko rozlany

Wypłyniesz na środek zagonów ,

I łąki wiskowskie i łany

Użyźniasz do kwiatów i plonów,

 

Jak miło się wsłuchać w twój szelest i gwary!

O rzeki najczystsze, najzdrowsze!

O Bugu i Narwi !Do pary!

I w parze opłyńcie Mazowsze.

 

Gdy wieszczbom Febowym dać wiarę się godzi,

Zawierzcie , zawierzcie potomni!

Wkrótce się poeta narodzi

Co naszą piosenkę przypomni.

 

On wodom ojczystym wywiąże się z długu

I odda należny dank cześci,

On i was, o Narwi i Bugu!

Na lirze głośniejszej obwieści.

 

                                ks. Maciej Kaziemierz Sarbiewski





14:16, szamanka30 , Miejsca
Link Komentarze (6) »
wtorek, 03 maja 2011
Dziwny 3 Maj

Nikt się chyba nie spodziewał takiej pogody w majowe świeto. Nielichy kaprys natury na taką ładną , okrągłą rocznicę - 220 lat od uchwalenia Konstytucji 3 Maja, no i długi weekend. Każdy miał swoje plany, ale raczej zwiazane z ładną pogodą, słońcem i ciepłem. Niestety.

Tak wygładało u mnie godzinę temu, gdy najgorsze minęło.  

Ładnie w rynku , prawda? 

Wiśnie ze śnieznymi kwiatami.  

Przygnębiający widok, doprawdy.  A jeszcze 10 dni temu wyglądało to zupełnie inaczej. Robiłam zdjęcia w Wielki Piątek , a teraz kilka zamieszcę tak "ku  pokrzepieniu serc" :)

Piękne magnolie, zawsze sprawia mi radośc przechodzenie obok nich w czasie kwitnienia. 

 Radosny widok, prawda? 

Normalne , naturalne kwiecie wiśni. 

Park zaprasza!

Niezły kontrast, a tak niewiele dni minęło.

Dziś lepiej zostać w domu, majac nadzieję,że następne dni przywrócą zieleń i słońce, choć wiele drzew straci swą ozdobę- kwiaty.  

17:33, szamanka30 , Miejsca
Link Komentarze (5) »
piątek, 13 sierpnia 2010
Nostalgicznie. "Gościu, siądź pod mym liściem..." II



Brutalnie  mi przypomniano przy zapisywaniu,że wpis za długi,a ja nie chcę rezygnowaćz tego to zrobilam, więc byłam  zmuszona  podzielić tekst na dwie czesci.

Gobelin "Treny" , na którym wokół drzewa wyhaftowano jeden z trenów . Jego twórczynią jest K.Czarnocka , a przedstawione drzewo jest "drzewem śmeirci".

W miejscu słynnej lipy, pod którą według tradycji siadywał i pisał Jan Kochanowski, stoi XIX-wieczny kamienny obelisk z symbolicznym sarkofagiem Urszulkii popiersiem Piotra Kochanowskiego, bratanka Jana.
Cóż, zawsze się tutaj wzruszam.

Wiem,że nie wygląda ten czarny pasek zbyt pięknie, ale nie mogłam sie go pozbyć.

W 2005 r. z okazji 475 rocznicy urodzin poety odnowiono kaplicę Kochanowskiego i zaprezentowano dwie nowe wystawy: "Rzeczpospolitą Babińską" i "Mały Wawel".

Muszę przyznać,że  figury znanych osób naturalnej wielkości , ubranych w stylu epoki  robią ogomne wrażenie. To swego rodzaju doznanie przeniesienia w czasie. Miałam wrażenie,że za chwilę będę mogla z nimi porozmawiać.

Kochanowski przy szachowej rozgrywce.

Ciekawe o czym rozmyśla Stańczyk?


Smutny, zmęczony Zygmunt August , królowa Bona budzi respekt(miałam ochotę dygnąć) , za nimi wiszą herby Królestwa i Litwy.

Budzi podziw ta ekspozycja.

No i koniec zwiedzania. W drogę czas- do Kazimierza.

Czarnolas 2008, zdjęcia własne

15:43, szamanka30 , Miejsca
Link Dodaj komentarz »
Nostalgicznie. "Gościu, siądź pod mym liściem..."

CZARNOLAS Mistrza Jana

 

Czas lata to okres wielu wyjazdów w  różne strony Polski, Europy , a i świata.Czytam o Waszych podróżach, przyglądam się zdjęciom , jeśli tylko je zamieszczacie. To miejsca dalekie, egzotyczne lub też bardziej znanych miejsc europejskich. Zawsze interesujące. Nie przeczę, że czasem też bym tam chciała być . Pewnie i to lato przyniesie różne fotorelacje. Ja nie wybieram się nigdzie. Tylko domowe lenistwo. Natomiast lubię bardzo wspominać moje podróże po Polsce. Miejsca piękne , urokliwe, bardziej i mniej znane . Od czasów dzieciństwa ciągnęło mnie do miejsc , w których były zabytki. Ciekawiło mnie , jak niegdyś ludzie żyli, co się zmieniło , z jakiego powodu. Historie tych miejsc musiałam poznać:). Jedną z moich ulubionych tras jest Czarnolas – Kazimierz Dolny – Janowiec –Puławy- Nałęczów , czasem z dodatkami np. zwiedzeniem Wojciechowa. Byłam tam kilkakrotnie , ale nadal mnie zachwycają, przywołują . Zdjęć mam sporo z tych wyjazdów, ale robione zwykłym aparatem. Ostatni pobyt w 2008 zanotowała cyfrówka. Miło wspomnieć , więc zapraszam na nostalgiczną podróż.

Przed 2 laty w Czarnolesie mogłam po raz pierwszy robić zdjęcia we wnętrzach. Nie wszystkie się udały, ale i tak trochę jest.

Oto lipowa aleja prowadząca do dworu -muzeum.

 

Dworek Jana Kochanowskiego spłonął w 1720 roku. W II połowie XVIII w. Czarnolas został kupiony przez księcia Józefa Aleksandra Jabłonowskiego
Staraniem rodziny Jabłonowskich w połowie XIX w. rozpoczęto w Czarnolesie gromadzenie pamiątek po Janie Kochanowskim. Niestety nie wszyscy członkowie rodziny Jabłonowskich podchodzili do tego z entuzjazmem, upłynęło więc nieco czasu nim muzeum powstało. W 1904 kolejny pożar strawił dworek , odbudowany przez nowego właściciela S. Zawadzkiego. Poczatkowo muzeum to był hall i 4 sale.

Tutaj  nie moja fotka , ale z wikipedii. Dworek otacza duży park.

W muzeum przechowywane się nieliczne, zachowane po Kochanowskim pamiątki: żelazne, zdobione rozetami i kratownicą renesansowe drzwi pochodzące prawdopodobnie ze skarbczyka oraz fotel kryty złoconym kurdybanem i zwieńczony barokową dekoracją z herbem Kochanowskich - Korwin.

Ocalałe odrzwia. Na górze herb poety.

Kochanowski  w czasie pobytu w Krakowie nie stronił od płci pięknej , powiedziałabym nawet , ze lubił jej towarzystwo. Bawił sie całkiem dobrze i niezbyt spieszyło mu sie do ustatkowania. Jednak zawsze znajdzie ta jedna....

Pierscień słynnej Hanny, która poetą wzgardzila i stała się bohaterką znanej fraszki.

Jan wraca do Czarnolasu,żeni siez Dorotą Podlodowską , prowadzi ziemiański tryb życia, cieszy się córkami szczególnie Urszulką.

W szklanej wysokiej gablocie figury naturalnej wielkości przedstawiające  rodzinę Kochanowskiego.

Mistrz przy biurku, żona Dorota z napojem , córki- Urszula i Hanna

Poetę spotyka wielka tragedia. Kilkuletnia Orszulka umiera . Ojciec nie może pogodzić się z jej utratą. Powstaje wspaniały cykl wierszy - "Treny" .

Ból  ojca był niewymowny, przejmujący tak bardzo,że  pociagał twórców czasów poźniejszych.


W 1878 Zygmunt Trembecki wykonal rzeźbę, przedstawijącą poetę i Urszulkę grajacą na lutni.

W miejscu słynnej lipy, pod którą według tradycji siadywał i pisał Jan Kochanowski, stoi XIX-wieczny kamienny obelisk z symbolicznym sarkofagiem Urszulkii  popiersiem Piotra Kochanowskiego, bratanka Jana.

Dalszy ciag w nowym wpisie, tutaj się nie zmieściło!

Czarnolas 2008, zdjęcia własne

15:41, szamanka30 , Miejsca
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 lipca 2010
Podwieczorek za oknem?

 

Kiedyś już zamieściłam zdjęcia widoku z okna pokoju , w którym spędzam chyba najwięcej czasu. Te kwitnące wiśnie przyciągaja wzrok, dają przyjemność , spokój , chwilę wyciszenia.
Zamieszczam je , bo być może ostatni raz kwitły. Niestety placyk przed domem został sprzedany,a nowy właściciel chce postawić 3-pietrowy dom. Nie chcę komentować idiotycznych decyzji burmistrza i radnych , którym nie przeszkadza, że w tak niewielkiej odległości , jak w średniowiecznej zabudowie, stanie budynek,powodujacy wycięcie drzew, zaciemniający w ogromnym stopniu nasze pokoje. Ważne są tylko pieniądze. A drzew żal...
Tak wyglądąły wiśnie w ostatnich dniach kwietnia.

 

 

Od kilku dni , w tym upalnym powietrzu , za oknem mam swoiste zaproszenie na podwieczorek. Wiśnie mają bardzo dużo owoców , które wabią czerwienią. To oczywiście dziczki, co nie zmienia faktu, że siadając na murku , można zrywac owoce i delektować się soczystością i lekko cierpkim smakiem. Gdy słońce praży i nie ma się ochoty wychodzić ,spogladm z pewnym utęskieniem na zaokienny podwieczorek. O świcie słychac już śpiew ptaków( z przerwami ćwierkają do zachodu słońca) , przkształcajacy się później w harmider , przypominający kłótnię. Może faktycznie to robią, wyrzucając sobie sprzatniecie sprzed dzioba upatrzonych owoców?


Kuszące , prawda?

12:11, szamanka30 , Miejsca
Link Komentarze (5) »
sobota, 02 maja 2009
Wiosennie wokół domu

 Mieszkam co prawda w centrum mego niedużego miasta, jednak na brak zieleni nie mogę narzekać. Zdjęcia robiłam trochę wcześniej, nie są majowe, ale nadal mamy wiosnę, a ja teraz mam i czas, i możność wklejenia fotek.Poza tym miło wracać do tych cudnych chwil utrwalonych na zdjęciach. 

 

 

Widok z okna pokoju. Czasem czuję sie jak Ania z Zielonego Wzgórza, gdy otwierała okno facjatki. Mam widok na 4 wiśnie, które kwitną jak szalone. 

 

Piękna , młoda zieleń listeczków potężnego drzewa tuż przy małym kościółku. Widze go z okna; mam do niego może 20 m. 

 

A z drugiej strony kościólka rosną 2 magnolie.

 TU W CAŁEJ KRASIE! 

 

 

Od strony ulicy , niewidoczne z moich okien, forsycje.Już przekwitły, ale jak były piękne!

 

Widok z drugiej strony mieszkania. Wierzby-cztery- przyciągaja wzrok swą urodą, ale na ten kabel sposobu nie ma, na każdym zdjęciu jest...

Zaproszenie do, ponownie pięknego,  parku!                                 (zdjęcia:szamanka)

 

Ładnie mam wokół domu, prawda? A jak jest teraz, postaram sie zrobić kilka zdjęć w najbliższym czasie

13:54, szamanka30 , Miejsca
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2