| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
O autorze
Zakładki:
Spis moli
ADRES szamanka30@gazeta.pl
Książki 2013
Lektury 2010
Lektury 2011
Przeczytałam 2009
Przeczytałam (od 29.04.2008)
Przeczytane 2012
Przeglądam
Sieć
Wyzwanie czytelnicze
niedziela, 01 września 2013
1 września 1939

       Był piątek 1939 r. 
Dzieci szykowały się do powrotu do szkoły , dorośli mieli swoje plany. A wszystko to w cieniu hitlerowskiego zagrożenia agresją na nasz kraj. Nie każdy wierzył w wybuch wojny , inni pokładali nadzieje w pomocy Anglii i Francji i wspólnym pokonaniu wroga. Jak było, wiemy. Nad ranem o 4:45 zostało ostrzelane Westerplatte i zaczęła się jego 7-dniowa obrona, nad polskim niebem pojawiły się samoloty ze swastyką siejące przerażenie i śmierć , granica została przekroczona przez piechotę , która wlała się strumieniem w nasz kraj.  Zaczęła się WOJNA.

Chciałam dziś Wam pokazać , co pisała polska gazeta z 1.09.1939r. Tytuły mówią za siebie.

 



 

 







poniedziałek, 15 lipca 2013
Ważny przyczynek do zwycięstwa pod Grunwaldem czyli unikatowy most łyżwowy

Na grunwaldzkie zwycięstwo złożyło się kilka elementów. Niezaprzeczalny  wielki wysiłek rycerzy polskich, litewskich, ruskich ( nieco Czechów, no i Tatarów, a i  nie zapominajmy o piechocie)walczących przeciw Krzyżakom i wspierającym ich oddziałom rycerstwa zachodniego. Ów trud , poświecenie był jednak wspierany mądrą , bardzo przemyślaną polityką   króla Władysława Jagiełły, którego plan militarnej rozprawy z Zakonem zasługuje na wielkie uznane. Ba, podziw!

Jednym z jego elementów stała się unikatowa jak na tamte czasy budowa pływającego mostu przez Wisłę, a przygotowanego w lasach Puszczy Kozienickiej.

Kozienice mają za sobą bogatą historię , ale dziś tylko krótko o rzeźbach w parku miejskim. Tam usytuowano kompozycję pomnikową , przedstawiającą króla Władysława Jagiełłę na koniu w otoczeniu rycerzy witanego przez wojewodę radomskiego Dobrogosta Czarnego. 

   

Przed nimi znajdują się dwie postaci- cieśli i kowala przygotowujących elementy mostu łyżwowego.

 

 



 

Natomiast na stawie przed nimi stoi na wodzie fragment zrekonstruowanego mostu , przed którym przezroczysta tablica przedstawia historię jego budowy.

A oto opis znajdujący się na tablicy:

Replika mostu łyżwowego wykonana w celu upamiętnienia 600-lecia bitwy pod Grunwaldem. Kozienice oraz lasy puszczy kozienickiej wpisały swój udział w grunwaldzkiej wiktorii, stając się miejscem budowanych w największej tajemnicy łodzi i pomostów stanowiących elementy składowe mostu łyżwowego. Pomysł budowy takiego mostu ustalono na naradzie w Brześciu nad Bugiem - 30 listopada 1409r., a pomysłodawcą miał być ponoć sam król Jagiełło. Przygotowanie mostu polecono staroście radomskiemu Dobrogostowi Czarnemu z rodu Nałęczów z Odrzywołu. Pieczę nad robotami sprawował mistrz Jarosław. Most łyżwowy zadziwiającej  na owe czasy konstrukcji   był cudem średniowiecznej techniki. Miał być wedle Długosza : "most nigdy przeze mnie nie widziany, na podporach z łodzi". Zbudowano go z powtarzalnych elementów umożliwiających szybki montaż konstrukcji. Według ustaleń naukowców miał około 500 m długości i był oparty na 150 łodziach. Można przypuszczać ,że organizacja była znakomita, a ilość pracy przy łączeniu - niewielka. Przygotowane pod Kozienicami elementy mostu zostały zwodowane i spławione 150 km w dół rzeki Wisły do Czerwińska.

Pod Czerwińskiem( dnia 30 czerwca 1410 r.) posłużył on do przeprawy wojsk polskich i w ten sposób wojska Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa  Litewskiego połączyły siły, co przyczyniło się walnie do zwycięstwa grunwaldzkiego.

Jagiełło mógł teraz spokojnie na czele połączonych wojsk przekroczyć granicę państwa krzyżackiego , czym zaskoczył Ulryka von Jungingena, podejść pod pola Grunwaldu i Stębarka , by stoczyć śmiertelny bój .



Widok ogólny

czwartek, 14 marca 2013
Joannici w Polsce

Niektórzy mieszkańcy Poznania oraz  goście mogą się zastanawiać , skąd w tym mieście jezioro Maltańskie. Wyspa o tej wdzięcznej nazwie leży przecież daleko od naszego kraju a i żadnych powiązań polityczno- historycznych nie widać. A jednak coś jest , tylko należy sięgnąć w stosunkowo odległą przeszłość.

Łączy nas rycerski zakon joannitów.  Powstał , jak wiadomo, w Ziemi Świętej w okresie krucjat. Jego zaczątkiem było bractwo założone w Jerozolimie , jeszcze przed jej zdobyciem przez krzyżowców, przez kupców z włoskiego miasta Amalfi. Bractwo zajmowało się opieką nad przybywającymi podróżnymi i pielgrzymami, zapewniając im schronienie w hospicjum. Po zdobyciu Jerozolimy i powstaniu Królestwa Jerozolimskiego znacznie zwiększył się napływ pielgrzymów ,których życiowym celem stała się pielgrzymka do Ziemi Świętej , toteż bractwo , zapewniającej owej rzeszy opiekę, zostało przekształcone w zakon. Jako że patronem ich był św. Jan Chrzciciel zaczęto nazywać ich joannitami. Za zmianami poszły liczne nadania ziemskie od królów jerozolimskich i innych władców państw krzyżowców na Lewancie.  Niestabilność sytuacji na Wschodzie , ciągłe walki z Saracenami , wymusiły wznoszenie warownych zamków, zawsze gotowych do obrony.

Crac  de Chevalier, zamek joannitóww dawnym hrabstwie Trypolisu

Pielgrzymki bowiem zaczęły potrzebować nie tylko opieki , schronienia  ale przede wszystkim zbrojnej ochrony podczas podróży, a założone państwo krzyżowców – stałej obrony. I od tej pory pierwszym obowiązkiem zakonu staje się walka z muzułmanami. Stoczono wiele walk, ale poniesiono klęskę. Po upadku Akki w 1291r.joannici szukali swego miejsca. Początkowo osiedli na podbitej przez siebie wyspie Rodos,tworząc własne państwo, ale w 1523 zostało zdobyte przez Turków. Joannici po kilku latach otrzymali w lenno od cesarza wyspę Maltę . Od tej pory nazywa się ich zakonem kawalerów maltańskich.



Zwykle zakony rycerskie łączy się z krucjatami , walką o Ziemię Świętą oraz nadaniami ziemskimi w tamtym rejonie.Jednak owe zakony działały również  daleko od Królestwa Jerozolimskiego, co ułatwiały im nadania ziemskie przez wielu europejskich książąt ,władców czy nawet możnych.  Nie byli zależni tylko od Ziemi Świętej. Sami krzyżowcy już od XII w ofiarowywali joannitom posiadłości w swojej ojczyźnie , by zakon mógł obracać dochody z nich na swoje potrzeby na wschodzie , a także miał taki skrawek ziem do rekrutowania zarówno nowych braci jak też krzyżowców .

Hasła krucjatowe porwały także rycerzy z Polski , choć nie tak licznie jak na Zachodzie. Do grona pierwszych polskich krzyżowców należał syn Bolesława Krzywoustego, Henryk książę
sandomierski. W 1154 udał się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej , a w 1166(inne źródla-1165) poległ na wyprawie przeciw pogańskim Prusom. Prawdopodobnie  wówczas, licząc się z możliwością śmierci, wystawił dokument , w którym nadal joannitom wieś Zagość oraz inne posiadłości nad Nidą. Zakonnicy darowiznę księcia przyjęli , przybyli nad Nidę, wybudowali niewielki , do dziś istniejący , kościółek . Od tej pory w Zagości przebywało kilku braci z komturem, nadzorując gospodarkę w podarowanych włościach.

Kościół św. Jana Chrzciciela w Zagości

 W ślad za tą placówką zaczęły powstawać nowe. W ciągu XII i początku XIII zakon osiedlił się w Bardzie Śląskim, Tyńcu Wielkim nad Ślężą i Strzegomiu na Śląsku , ponadto w Starogardzie i Sławnie na Pomorzu Zachodnim , w Poznaniu , w Starogardzie Gdańskim  i być może już na Kujawach. Nadania na rzecz zakonu czynili zarówno książęta pomorscy, jak i  Mieszko Stary , książę wielkopolski, oraz możnowładcy. Daty niektórych nadań zbiegają się z początkiem III i IV krucjaty. Można  wnioskować ,że poprzez te darowiznę pragnęli wesprzeć zakon .Największy wzrost posiadłości joannitów na naszych ziemiach można zaobserwować jednak w XIII i  I połowie XIV w. prócz rozrostu własnego stanu posiadania skorzystali na upadku zakonu templariuszy,  bowiem po jego kasacji przejęli domy do nich należące jak Małą Oleśnicę czy Rurkę na Pomorzu oraz kilka innych ziem w różnych stronach Polski. Co prawda utracili też nieco ziem szczególnie w wyniku konfliktu z biskupem włocławskim. Cóż ,najeżdżali jego dobra, a on złożył skargę do sądu kościelnego. Wynik procesu był dla joannitów niekorzystny- musieli oddać biskupowi w ramach odszkodowania jedne z najstarszych swoich ziem. Pech chciał, dla biskupa, że część owych ziem  była już wówczas pod władzą Krzyżaków i nie można było wyegzekwować  sadowego postanowienia . Joannici po długim oporze oddali inne ziemie, a dobra na Pomorzu Gdańskim sprzedali Krzyżakom .Powoli przestawały działać komturie na niektórych terenach a bracia zakonni ograniczali się do prowadzenia parafii.

Kosciół św. Piotra i Pawła, Strzegom

Po tych zmianach w prawie własności  oraz zmianie przynależności niektórych polskich terytoriów joannitom pozostały tylko komturie w Poznaniu i w Kościanie. Większość komturii leżała na Śląsku , który w XIV w przeszedł pod czeską zwierzchność lenną . Toteż nigdy nie było odrębnej polskiej prowincji zakonu joannitów. Część podlegała zwierzchnictwu czeskiemu , część zależała od przeoratu niemieckiego. Na Śląsku prowincjałami byli nawet kilkakrotnie książęta śląscy – Siemowit , książę cieszyński oraz Rupert , książę chojnowsko-legnicki. Natomiast na pograniczu branderbursko-pomorskim komturie utworzyły baliwat brandenburski , a rezydencja przełożonych znajdowały się początkowo w Chwaszczanach  lub Łagowie,a od 1428 r. w specjalnie zakupionym Słońsku. Tam w latach 1420- 1429 joannici wybudowali potężny zamek.

Sonnenburg, obecnie Słońsk, zamek joannitów; sztych Mariena

Ten całkiem bogaty rozwój sieci placówek zakonnych , tak daleko od Ziemi Świętej, sugeruje ,że joannici potrafili się świetnie przystosować do miejscowych warunków i odpowiedzieć na społeczne potrzeby , za którymi szły kolejne nadania .

Najbardziej naturalnym sposobem adaptacji zakonu było zaangażowanie się w organizowanie tzw. krucjat zastępczych  przeciw niewiernym mieszkającym na terenie Europy. Dla nas najbardziej oczywiste były wyprawy przeciw Prusom i Jaćwingom .Od końca XII w.  przez około 50 lat piastowscy książęta , dążący zawsze do podboju ziem bałtyjskich , próbowali włączyć w te akcje zakony rycerskie , bo prócz joannitów również templariuszy  hiszpańskich kalatrawensów czy , założony już w Prusach , zakon rycerzy Chrystusowych inaczej zwanych braćmi dobrzyńskimi. W wyniku tych działań korzyść odnieśli nasi dobrzy znajomi z lekcji historii – Krzyżacy , którzy ziemie te podbili, zasiedlili i stworzyli państwo. Istnieje możliwość ,że ,iż niektórzy książęta pragnęli podobne nadania nałożyć też na joannitów , ale brak dowodów .

Henryk Sandomierski swą fundację sfinalizował dopiero w testamencie tuż przed feralną wyprawą pruską, toteż nie wiadomo nawet czy joannici mu towarzyszyli . Podobne  plany wobec nich mógł mieć brat i następca Henryka, Kazimierz  Sprawiedliwy . Ów książę pragnął poprowadzić wyprawę przeciw Jaćwingom . Życzliwy dla joannitów obdarował ich licznymi posiadłościami . Niestety Kazimierz również umiera nagle, więc brak pewności , jakie miał   zamiary wobec joannitów. Swoją drogą mieli niezłego pecha do protektorów.

Najważniejsze zadania, w jakie joannici się zaangażowali były nieco odmienne w obu gałęziach zakonu. Na Śląsku większosć ich domów powstała w miastach (Brzeg, Strzegom, Koźle, Lwówek. Złotoryja) więc postawiono na organizację duszpasterstwa parafialnego. Powierzanie parafii joannitom było korzystne dla miasta , gdyż zakon posiadał przywileje odprawiania nabożeństw mimo interdyktu całego obszaru. Oczywiście przywilej ten wiązał się z zaangażowaniem joannitów w Ziemi Świetej. Joannici byli dobrze przygotowani do swej roli również dzięki odpowiedniemu wykształceniu ,a  prowadzone szkoły posiadały  bogate księgozbiory . Drugie ważne zajecie to kierowanie szpitalami , choć w Polsce nie rozwinąło szerszej działalności.

Zupełnie inny rodzaj działalności dominował u joannitów z baliwatu brandenburskiego . Prowadzili też kilka parafii , ale główne zadanie wiązało się z przejęciem rozległych posiadłości templariuszy. Wraz z dobrami ziemskimi zlikwidowanego zakonu  przejęli od templariuszy wzorzec życia . Najważniejszą rolę zaczęły odgrywać komturie wiejskie. Wznoszono w nich zamki , a rezydujący w nich komturzy prowadzili tryb życia bardzo świecki . Sprawowali także urzędy doradców książąt pomorskich i brandenburskich margrabiów . Ziemskie dobra joannitów praktycznie stały się dodatkowym uposażeniem dla potomków rodzin rycerskich, szczególnie młodszych synów. Z tego względu nie uległy sekularyzacji , gdy mieszkająca tam szlachta przyjęła protestantyzm.

Zakon joannitów spełniał na ziemiach polskich rozmaite role , niezmiernie umiejętnie adaptując się do polskich realiów, nie zapominając o doświadczeniach zdobytych w Ziemi Świętej.

 A czy ktoś pod ich wpływem udał się na krucjatę? Istnieje możliwość ,że joannici zachęcili do udania się na krucjatę kilku polskich rycerzy świeckich. Dierżko z Buska pod koniec XIIw. wyruszając na odległą wyprawę, być może III krucjatę, uroczyście spisał testament zapisując swe posiadłości żonie i norbertankom z klasztoru w Busku. Jako że Busko leży tylko 10 km od Zagości , rycerz usłyszał o krucjatach od joannitów. Natomiast ok.1220 r. , być może przed V krucjatą, wyruszył do Lewantu rycerz Sieciech ze Śląska opolskiego, a przed wyjazdem zapisał wieś Maków joannitom. Jednak udział polskich rycerzy w krucjatach był nieliczny.

 Kościól św. Piotra i Pawła w Strzegomiu, siedzibie joannitów.

Napisane na podstawie artykułu  M.Starnawskiej

wtorek, 29 stycznia 2013
Powstanie 1863

 

Ostatni wielki zryw narodowowyzwoleńczy w XIX wieku. Czas ostatniej nadziei na odzyskanie wolności, na zaznaczenie ,że mimo kilkudziesięciu lat życia w zaborze pod cudzym panowaniem to nadal  Polska  a oni są  Polakami. Pragną wolności , swobody , swego państwa. Tak , by na mapie na powrót znalazł się kraj tak już doświadczony powstaniami i represjami po ich klęskach. Powstanie najdłuższe , najkrwawsze. I zakończone po raz kolejny klęską. Po niej rozpętała się dyskusja nad zasadnością walki zbrojnej. Wiadomo ,że  jej przeciwnicy wygrali. Do powstania wielkopolskiego  1918– jedynego wygranego- zaniechano walk.

A i dziś , gdy zbliżała się rocznica – już 150- jego wybuchu , znów przetoczyła się dyskusja nad stosownością czczenia klęski. Cóż takiego chcemy obchodzić? Tylko zwycięstwo powinno się otaczać kultem, jak przekonują niektórzyNie zamierzam wdawać się w żadne polityczne debaty- warto było czy nie? To  dziś nie jest ważne. Patrzymy z pespektywy czasu, wiemy, co było potem.Jak wielką cenę zapłacili powstańcy i ci , którzy im pomagali. Może niektórym wtedy łatwiej oceniać. Jednak należy umieć wczuć się w tamten czas, nastroje , pragnienia i priorytety. Wówczas zrozumienie będzie łatwiejsze. Dla mnie liczy się przede wszystkim PAMIEĆ. Pamięć tych ludzi, którzy , korzystając z sytuacji – m.in. osłabienia Rosji po wojnach z Turcją – po raz kolejny rzucili wyzwanie jednej z  najlepszych ( inni twierdzą ,że najlepszej)  armii ówczesnej Europy. Gdzież powstańcom do ich wyszkolenia , doświadczenia i uzbrojenia. O liczebności  nie wspomnę. A jednak ! Biały orzeł przeciw czarnemu znów walczył.  

Tydzień temu, 22 stycznia ,minęła rocznica wybuchu powstania. Dziś chciałam przywołać wspomnienie walk , ludzi , którzy się w  nim odznaczyli , miejsc znanych z potyczek, miejsca powstańczych mogił,  odzwierciedlenie w sztuce i literaturze dzięki bardzo cenionemu przeze mnie miesięcznikowi „Mówią wieki”. Zaczęłam czytać, prenumerować  i wyczekiwać na niego w czasach licealnych czyli dawno temu. Cieszy mnie ,że ten tytuł trwa na rynku.

 Cały styczniowy numer został poświęcony powstaniu styczniowemu. Na 112 stronach znajdzie czytelnik wiele artykułów  znanych historyków , omawiających różne aspekty powstania. 

Zwraca uwagę kilka artykułów. Otwierający, będący wywiadem z prof. Borejszą o tym , iż „powstania nie można było uniknąć”, natomiast prof. Szwarc poświecił swój postaci Aleksandra Wielopolskiego i szansie na powodzenie jego wizji. W sposób niezmiernie interesujący prof. Zdrada napisał o polskim państwie podziemnym w latach 1862-64. Dużym plusem są ilustracje dopełniające tekst.

 

 Nie mogło  zabraknąć dużego artykułu o dyktatorze powstania Romualdzie Traugutcie ,straconym 5.08. 1864  o 10:00 na stokach Cytadeli.Przed powstaniem nic nie zapowiadało takiego końca, ale  odkąd sięgnął po władzę  było to jak najbardziej możliwe, a raczej nieuniknione.

Już w powstaniu listopadowym nie brakło kobiet i to nie w funkcji pomocniczej ,ale na czele oddziałów. Nie dziwi więc ,że i w zrywie 1863 wzięły udział w walkach, o czym pisze A. Massalski. Chyba najbardziej znaną stała się Henryka Anna Pustowójtówna, która walczyła z bronią w ręku. Oczywiście wśród kobiet były też łączniczki , kurierki i sanitariuszki.

Poszli nasi w bój bez broni” – to cytat z powstańczej pieśni , która jednak świetnie charakteryzuje realia styczniowej insurekcji. Ciekawy tekst autorstwa W. Kalwata omawia styczniową ,pierwszą noc, dwu dyktatorów , czas lata 1863, powstanie na kresach oraz pojęcie „nieromantycznego powstania”.

Pamiętam , kiedy pierwszy raz usłyszałam „żuawi śmierci”. Intrygująca nazwa, fascynująca ,  skłaniająca do dalszych poszukiwań. Toteż z radością zobaczyłam artykuł  „Rycerze Białego Krzyża”. Ach , ten Franciszek Rochebrune i jego żuawi!

Czytelnik dowie się o Republice Wąchockiej , dwóch bitwach pod Kobylanką , o dowódcy II Korpusu gen. Hauke- Bosaku. Równie istotna , jak walki i ludzie powstania, była  reakcja Austrii i Prus wobec tego zrywu. Jak widział powstanie Edward Dicey , który wybrał się w 1863 do „rosyjskiej Polski”, pisze B. Brzostek.

Oczywiście powstanie znalazło swój odzwierciedlenie w literaturze i malarstwie.  Niekwestionowanym piewcą walk , prześladowań , nadziei i tragedii  był A. Grottger , ale nie tylko on je pokazał, o czym traktuje tekst M. Poprzęckiej.

Polska ziemia usłana jest mogiłami walczących o wolność  z różnych okresównaszej historii. W wielu  miejscach znajdziemy powstańcze krzyże , mogiły upamiętniające ten czas ostatniej nadziei.

Każdy artykuł zilustrowany jest odpowiednią reprodukcją malarską , karykaturą , grafiką, fotografiami. Dołączono też kalendarium powstańcze.

Polecam ten numer "Mówią wieki" każdemu , kto interesuje się historią. A może  o niektórych tematach sama jeszcze napiszę :)

 

poniedziałek, 02 maja 2011
DZIEŃ FLAGI

Powiewa flaga ,

gdy wiatr się zerwie .

A na tej fladze

Biel jest i czerwień.

Czerwień to miłość , biel- serce czyste.

Piękne są nasze barwy ojczyste.

  

Barwy narodowe nawiązują do barw godła i oparte są  na jego temacie – zestawienie bieli i czerwieni.

    Obecna flaga pochodzi od słowiańskich znaków bojowych  tzw. stanic. Ich nazwa wzięła się od słowa stan- namiot , siedziba, schronienie. Natomiast określenie „stan” wzięło się ze zwyczaju przechowywania w świątyni  - stanie bożym. W obozach stanice  zatykano przed namiotem wodza na znak jego zwierzchnictwa i starszeństwa .W czasie pokoju przechowywano je w świątyni razem ze skarbami , co świadczy o ich znaczeniu dla ówczesnych ludzi. Podczas wojny strzegł ich doborowy oddział wojowników. Miały zazwyczaj postać metalowych słupów z rytualnymi lub świętymi znakami; dopiero później zaczęto przymocowywać do nich kawałki  materiału. Już Gall Anonim wspomina o kimś , kto pełnił obowiązki chorążego.

         Obecna tradycja bieli i czerwieni pochodzi z XVII wieku- chorągwie króla Zygmunta III Wazy i Władysława IV , proporce husarskie; biel i czerwień nie stanowiły jednak wówczas barw narodowych w ścisłym tego słowa znaczeniu, chociaż miały istotne znaczenie. Jako barwy narodowe pojawiły się po raz pierwszy 3 MAJA 1792 roku , rok po uchwaleniu konstytucji. Damy warszawskie , zachęcone wezwaniem , zawartym w programie obchodów , wystąpiły  wszystkie w białych sukniach , które przepasane były pąsowymi szarfami.

W I pol. XVIII w. wprowadzono w wojsku , na wzór saski, białe kokardy jako znak rozpoznawczy żołnierzy. Biała kokarda utrzymała się również w wojsku Księstwa Warszawskiego , a zniesiono ja dopiero w czasie powstania listopadowego .

Sejm 7 lutego 1831 uchwalił Ustawę o barwach narodowych BIAŁO –CZERWONYCH.

Były one uznawane podczas wszystkich powstań narodowych w XIX wieku, a po odzyskaniu niepodległości uznano je oficjalnie za barwy narodowe.

Flagę uchwalił sejm odrodzonej Polski w dniu 1 sierpnia 1919 roku. W ustawie podano:  „Za barwy Rzeczypospolitej Polskiej uznaje się kolor biały i czerwony w podłużnych pasach równoległych, z których górny – biały, dolny zaś – czerwony.” Od 1955 roku dwa rodzaje flag są w Polsce nazywane „flagą państwową”. Oprócz opisanej powyżej flagi biało-czerwonej istnieje jeszcze flaga z herbem Polski na białym pasie nazywana „flagą państwową z godłem” Flagę tę także ustanowiono w 1919 roku i początkowo przeznaczono dla polskiego poselstwa i konsulatów oraz statków handlowych

 Kopie husarskie

 Chorągiew wojskowa pełniła funkcję znaku rozpoznawczego. Mimo, że w zasadzie barwy chorągwi mogły być dowolne , to jednak pewne ich rodzaje cieszyły się u nas szczególną popularnością. Były to: biel i czerwień.

 

 Powyżej  chorągiew jazdy sprzed 1660 roku znajdująca się obecnie w Muzeum Wojskowym w Sztokholmie. Na dużych rozmiarach karmazynowym płacie z trójkątnym wycięciem wyszyty jest Orzeł Biały w koronie, trzymający w szponach krzyż i szablę. Na piersi Orła widnieje złoty Snopek Wazów. Wokół godła jest białe obramowanie z ozdobami w kształcie górnej połowy lilii. Bławat czyli płachta z adamaszku, orzeł i inne figury aplikowane. Snopek haftowany.

Pieczę nad choragwiami powierzano najcześciej husarii, której przedstawiciele byli często chorążymi , z uwagi na to, iż  była to najlepsza jazda polska. 

Chorąży chorągwi królewskiej z XVIIw.

Chorągwie otaczano czcią i szacunkiem: poświęcano je w kościołach, podczas postoju wojsk zaciągano przed nimi warty, w czasie pokoju przechowywano w skarbcach, zbrojowniach czy świątyniach. Istniał cały ceremoniał obchodzenia się z chorągwiami

 Chorągiew Królestwa Polskiego , frag. obrazu Bitwa pod Orszą

 

czwartek, 06 stycznia 2011
Święto Trzech Króli

 

Podróz magów-j.Tissot

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa 6 stycznia był jednocześnie świętem Trzech Króli i Bożym Narodzeniem, a także początkiem roku kościelnego. Był to dzień kojarzony z objawieniem się Boga całemu światu, dzień niezwykły, dlatego też obfitował w liczne rytuały i zabiegi magiczne.
Rytuały kościelne pozostawiam każdemu z osobna. W tym dniu duchowni na pewno zadbają w kazaniach o przekazanie symboliki tego dnia.
Mnie zawsze bardziej interesowały obyczaje z różnymi świętami związane. Tak sobie myślę, że byłoby szkoda gdyby poszły w zapomnienie. Nie mówię ,ze wszystkie mamy wprowadzać do domu i kuchni z powrotem, ale pamiętać nie zaszkodzi.
Nazwę Trzech Króli zaakceptowała tradycja ludowa wielu narodów. Święto to kończyło, trwające niegdyś od Wigilii Bożego Narodzenia, gody, okres „świętych wieczorów”, a rozpoczynało zapusty - karnawałowe zabawy.
Można już było „uwalniać z domu wszystkich, którzy zjechali na opłatek”. W czasie „świętych wieczorów” surowo przestrzegano, aby po zachodzie słońca nikt nie prządł, nie motał przędziwa, nie szył i w ogóle nie pracował ostrymi narzędziami. Żywiono przekonanie, że kto w te wieczory przędzie i mota, będą mu się wilki motały do obory. W te wieczory czas spędzano przy ognisku domowym na śpiewaniu kolęd lub innych pieśni nabożnych i światowych, opowiadaniu starych baśni, wzajemnych odwiedzinach i rozrywkach domowych.

Jeszcze na początku XX wieku uroczyste obchodzenie świąt Bożego Narodzenia w życiu domowym trwało do Trzech Króli. Gody nosiły też nazwę „dwunastu pustych dni” i były niezwykle ważne w ludowym kalendarzu; pogoda panująca każdego dnia wróżyła warunki atmosferyczne na najbliższe dwanaście miesięcy. Wróżba przetrwała do dziś. Gdy Trzy Króle pogodą obdarzą; nie zasypiaj ranków gospodarzu.
Co prawda ja znam inną wróżbę na 12 miesięcy – od . św. Łucji do Wigilii . pamiętam, że kiedyś sobie notowałam pogodę w poszczególne dni , a potem sprawdzałam wiarygodność. :)

Od XV wieku w dniu Trzech Króli święci się w kościele złoto i kadzidło, jako symbol darów, które Mędrcy złożyli Dzieciątku w stajence; poświęcone nabierały mocy magicznej. Poświęconym kadzidłem (składającym się z żywicy i czasami okruchów bursztynu), okadzano domy, aby uchronić je od nieszczęść i uroków. Od XVIII wieku święci się także kredę: „Trzej Królowie wichry ciszą i krzyżyki na drzwiach piszą”, jak mówiono.

Dawniej był też zwyczaj, że w wigilię Trzech Króli wygaszano w domach wszystkie ogniska i dopiero po nabożeństwie, w dniu samego święta, rozniecano je ponownie zapalonym powrozłem od poświęconego ognia.
Święcono również wodę, zwaną “trzechkrólową”, którą zanoszono w butelkach do domu. Woda ta, postawiona na oknie podczas burzy, miała chronić dom przed piorunami.
Ważnym zabiegiem magicznym było okadzenie tego dnia domu i całego obejścia wraz z żywym inwentarzem. Poświęcone kadzidło, złożone z owoców jałowca i mirry, a niekiedy z dodatkiem święconych ziół, miało chronić przed wszelkim nieszczęściem. Resztki kadzidła zawijano w białe płótno i przechowywano starannie przez cały rok. Było ono stosowane podczas leczenia różnych dolegliwości, zwłaszcza przy bólach gardła.
Podobne znaczenie nadawano pisaniu na drzwiach poświeconą kredą inicjałów imion Króli: “K+M+B i rok”. Tą samą kredą czyniono znaki także na oborach, aby zabezpieczyć bydło przed czarownicami. Znaczono nią głowy i wymiona krów, aby nikt mleka im nie odebrał.
Przeczytałam również trochę inna interpretację świętej wody.
W tym dniu święcono także pierścionki, medaliki, pieniądze oraz wodę, która, jak wierzono, posiadała później moc szczególną - przechowywana do wiosny służyła jako obrona przed nieszczęściami. Naczynie z „wodą trzech królów” stawiano w polu między wschodzącym zbożem lub zawieszano na owocowych drzewach, „by ostatek mrozu nie zniszczył kwiecia”.

Ostatnim ze „świętych wieczorów” był wieczór szczodry - wigilia Trzech Króli. Szczodry to tyle co hojny, nazwany tak na pamiątkę hojności Trzech Mędrców, którzy osobiście złożyli Dzieciątku swoje dary.

Pokłon Trzech Króli

 

Z dniem Trzech Króli w Polsce wiąże się wiele obyczajów. W tym dniu do szopek urządzonych wcześniej w kościołach wstawiano figury trzech Mędrców, którym najczęściej towarzyszyły orszaki sług i wielbłądów. W dworach służba i czeladź otrzymywała upominki, obdarowywano też dzieci, sąsiadów i plebana. Między Nowym Rokiem a Trzema Królami domy obchodzili też kolędnicy, szopkarze, przebierańcy - Herody. W zespołach kolędników, pojawiał się groźny król Herod ze Śmiercią, Aniołem i Diabłem albo Królowie z Gwiazdą. Szczególnie często Herody chodziły w przeddzień święta Trzech Króli.
Wieczór ten obowiązkowo należało spędzić na śpiewaniu kolęd i na towarzyskiej zabawie.
Jedzenia w tym dniu nie mogło zabraknąć, ale były to wypiekane specjały na ten właśnie dzień. Wszyscy członkowie rodziny zbierali się przy stole na tradycyjne gorące pierogi z sera albo tak zwane sójki pieczone w piecu chlebowym.
Były to bułki - pierogi z drożdżowego ciasta z nadzieniem z marchwi, kapusty lub buraków i kaszy jaglanej. Na Mazowszu na przykład używano buraków cukrowych. (ciekawe jak to smakowało? )

W szczodry wieczór księża rozpoczynali chodzenie „po kolędzie”, egzaminując dzieci z znajomości katechizmu i zbierając dary. Dzieci otrzymywały drobne upominki oraz orzechy, żeby „były jędrne i zdrowe”, jabłka, „żeby nie cierpiały na ból gardła”, a także specjalne placuszki, pieczone najczęściej w kształcie zwierząt lub lalek.
Na Pomorzu, gdzie pieczono rogale - szczodraki, kolędowanie nazywano „chodzeniem po rogalach”, a kolędników szczodrakami.
Szczodraki popularne były zresztą w całej Polsce, a pieczono je z najlepszej mąki, często nadziewano kapustą, serem lub grzybami, nadzieniem cebulowym, a nawet mięsnym. Te małe chlebki w kształcie podkowy nazywano czasem kołaczykami.

Szczodraki miały swoją wymowę symboliczną; pieczono je takie, jaki był miniony rok. Gdy był urodzajny, lepiono duże rogale z białej mąki, nadziewane serem, farszem mięsnym lub kapustą z grzybami. Jeżeli zaś rok był biedny, szczodraki były malutkie, z mieszanej mąki, często z dodatkiem otrąb i bez nadzienia. Ale choćby rok, który upłynął, był najgorszy, to w przeddzień Trzech Króli szczodraki musiały być upieczone.
Ja bym musiała upiec szczodraki z mieszanej maki . A Wy?


Szczodraki, juz współczesne

Tekst na podstawie "Roku polskiego"Z.Glogera, Encyklopedii Staropolskiej Glogera i notatek własnych.

-------------------------------------------------------

Dopisek

W zwiazku z komentarzem gościa nik postanowiłam jeszcze dorzucić słów parę.

Biblia w żadnym miejscu nie podaje imion królów, którzy mieli złożyc pokłon Dzieciątku. Zresztą nie byli to królowie, raczej mędrcy, magowie , niektórzy podają ,że byli wśród nich też wodzowie plemion , zwyli ludzie ,a orszak liczył kilkanaście osób. Bardzo niepewne ,a i późne ślady znajdują się w kościele San Apollinare Nuowo w Rawennie z VIw(wówczas był to obszar Cesartwa Bizantyjskiego ). Nad postaciami na mozaice można odczytać "Balthassar, Melchior, Gaspar". Litery C, M, B uznajemy za pierwsze litery imion mędrców ,a łacińskie "C" zastapiono polskim "K" . Napis , którego skrót znamy jako C+M+B ma inne znaczenie , jest formą błogosławieństwa "Christus mansionem benedicat", co mozna przetłumaczyć " Niech Chrystus błogosławi temu domowi/błogosłwi ten dom".

czwartek, 15 lipca 2010
GRUNWALD 1410

15.07.1410

armia króla Władysława Jagiełły

stanęła przed krzyżacką.

"Jeśli  krzywdy ani odegnane , ani okrom miecza  nagrodzone być  nie mogą , tedy koniecznie trzeba wojnę zacząć”  (A. Frycz-Modrzewski)

Wielka chorągiew ziemi krakowskiej

W dzień święta Rozesłania  Apostołów, 15 lipca 1410 roku,  na otwartym polu  między miejscowościami Grunwald, Stębark Łodwigowo, Ulnowo ,w jednej z najwiekszych bitew średniowiecza starły się wojska polsko-litewskie z armią krzyżacką. Na czele sił polskich  stał osobiście król Władysław Jagiełlo , wojskiem litewsko-ruskim  dowodził wielki książę litewski Witold.Po stronie Unii Jagiellońskiej stanęli również Tatarzy, oddziały Czechów, Mołdawianie.Krzyżacy walczyli pod wodzą wielkiego mistrza Zakonu Ulryka von Jungingena. Niektóre źródła podają, iż toczyła się 5-6 godzin , inne, że rozpoczęła się ok. 9 rano, a zakończyła o 7 wieczorem , czyli trwała 10 godzin. Na bitwę składały się liczne potyczki na wzgórzach , w dolinach i lasach. Tak długa walka ma swoje fazy.

W przebiegu bitwy pod Grunwaldem można wyróżnić pięć faz:

• I faza - lekka jazda litewska i tatarska uderzyła na artylerię i piechotę krzyżacką. Artyleria zakonu zdołała oddać dwie salwy i nie wzięła udziału w dalszej części bitwy.

• II faza bitwy rozpoczęła się atakiem jazdy krzyżackiej na prawe i lewe skrzydło armii polsko-litewskiej i zderzeniem się ciężkiej jazdy obu stron. W efekcie powstały dwa ośrodki walki: prawe skrzydło wojsk litewsko-rusko-tatarskich przeciwko Krzyżakom w okolicach Stębarku i lewe skrzydło wojsk polskich i zaciężnych przeciw krzyżackim siłom głównym. Ta faza bitwy trwała około godziny.

• III faza - jazda krzyżacka odepchnęła w zażartej walce wojska litewskie (40 chorągwi) pod wodzą wielkiego księcia Witolda w kierunku lasu i w efekcie nastąpiło załamanie się skrzydła litewskiego. Ta tzw. ucieczka Litwinów (według niektórych wersji początkowo pozorowana) związała w pościgu poważne siły zakonne. Wojska owe wróciły na główne pole bitwy, przekonane o zwycięstwie Zakonu, kiedy wojska polskie na lewym skrzydle brały górę nad zakonnymi. W tej fazie bitwy Krzyżacy nieomal zdobyli wielką chorągiew królestwa i zaczęli nawet śpiewać pieśń zwycięstwa (niem. "Christ ist erstanden", „Chrystus zmartwychwstał'). "... walczący pod nią (chorągiew królewska) rycerze podnieśli ją natychmiast... i pragnąc zetrzeć haniebną zniewagę, w najzaciętszy sposób atakują wrogów i rozbijają ich kompletnie" . Faza ta trwała 2-3 godziny.

• w IV fazie nastąpił atak odwodu 16 chorągwi wielkiego mistrza i walka w centrum i na lewym skrzydle polskim. Atak odwodów polskiej jazdy rozerwał zasadniczy korpus sił krzyżackich oraz umożliwił przeprowadzenie decydującego ataku odwodów lekkiej jazdy ukrytej w zaroślach. Nastąpiło okrążenie i klęska wojsk krzyżackich. Faza ta trwała ok. 1-2 godziny

• V fazą było zdobycie taborów i obozu krzyżackiego oraz pościg wyniszczający za uciekającymi wojskami krzyżackimi.

Bitwa zakończyła się całkowitą klęską Krzyżaków.Poległ wielki mistrz Ulryk von Jungingen, wielki komtur , cała starszyzna , pozostali poddali się lub uciekli.

Pod nogi króla Władysława rzucano najcenniejsze trofea-wszystkie 51  chorągwi , pod którymi walczyli Krzyżacy i wspierajacy ich rycerze. Po powrocie króla do Krakowa zawieszono  je jako wota w katedrze wawelskiej w kaplicy patrona Królestwa  św.Stanisława. Część chorągwi otrzymał książę Witold, które zawieszone być miały w katedrze w Wilnie.

Jeszcze na poczatku XVIII w. chorągwie wisiały w katedrze na Wawelu , potem jednak ich ślad się urywa. Resztki miały ponoć trafić po III rozbiorze Polski  do zbiorów historyczno- wojskowych w Wiedniu , gdzie zaginęły. Nie wiadomo również , co stało sie z wileńską częścią chorągwi. Tym cenniejsze jest dzieło Jana Dlugosza "Banderia Prutenorum"(Chorągwie krzyżackie) przynoszące ich barwne rysunki i  opisy. W okresie międzywojennym zrobiono ich kopie, by znów zawisły w katedrze. Hitlerowcy zajęli sie tym w 1940 r.Bardzo uroczyście przekazano je do zamku w Malborku. Po wojnie zrobiono nowe kopie, które do dziś znajdują się na Wawelu.

Tak wielka bitwa kusi malarzy i pisarzy. Najbardziej znany jest oczywiscie obraz J.Matejki. Jednak chciałam dziś inne dzieła pokazać.

 

Bitwa pod Grunwaldem W.Kossak

Bitwa pod Grunwaldem -S.Gerwatowski

W 500 rocznicę bitwy w 1910 r. w Krakowie odsłonięto Pomnik Grunwaldzki. Wtedy wykonano również  po raz pierwszy "Rotę".

Od wielu też lat w rocznicę bitwy  członkowie bractw rycerskich z całej Europy odgrywają na polach Grunwaldu  wydarzenia z 15.07.1410.

 

Pomnik Grunwaldzki, Kraków

niedziela, 28 września 2008
Jan Głowacz z Oleśnicy - rycerskie wyzwanie
Królewskie kancelarie były przygotowane do pisania wszelkich pism , not dyplomatycznych , ale pewnego razu zostali sekretarze niezwykle zaskoczeni , gdy młody rycerz Jan Głowacz z Oleśnicy (pisałam o nim w poprzednim wpisie o rycerstwie) zażądał sporządzenia na piśmie wyzwania na pojedynek, jakie zamierzał rzucić Ślązakowi Konradowi Niempczy. Był rok 1422.
Czemu wywołało to zdziwienie , a nawet problem? Cóż, w Europie zachodniej pojedynki nie były czymś nadzwyczajnym , natomiast u nas należały do rzadkości. Jednak młody Oleśnicki w ten właśnie sposób postanowił walczyć. Nikt nie śmiał się sprzeciwić rycerzowi ,a kancelista zachował nawet wzór pisma na wszelki wypadek. Może sądził, że pojedynki staną się w Polsce popularniejsze i ów dokument będzie jak znalazł.
Janem kierowały dość złożone pobudki . Jak każdy rycerz chciał zdobyć sławę, ale też ukarać bardzo niehonorowy postępek Konrada , poza tym pragnął zdobyć względy damy .I presja rodziny. Jan Głowacz wywodził się z rodu, który miał w swej historii wielu członków, szczycących się bohaterskimi czynami .Trudno czasem być z rodu Oleśnickich.
Gdy Jan postanowił wyzwać Konrada Niempczę, odwoływał się do wydarzeń dużo wcześniejszych, do roku 1410. Na polach pod Koronowem polskie wojska pokonały posiłki krzyżackie, prowadzone przez Michała Kuchmeistra Przed bitwą wśród rycerzy doszło do zwyczajnych wówczas walk harcowników. Był wśród nich Konrad , wówczas na służbie króla Węgier , Zygmunta Luksemburczyka. Szukał rywala , dążył do pojedynku . Pewnie by przypodobać się królowi. Znalazł Jana Szczuckiego herbu Doliwa. Walka była krótka , bo Szczucki celnym uderzeniem kopii zrzucił Ślązaka z konia i wziął do niewoli. Starcie było obserwowane i dyskutowane przez Krzyżaków i Polaków .Zwycięstwo Polaka uznano za dobra wróżbę dla mającej się odbyć bitwy. Co też okazało się prawdą.
W niewoli Konrad musiał zobowiązać się do zapłacenia zwyczajowego okupu. Dodatkowo zaręczył własnym honorem ,że już do końca życia nie będzie walczyć po stronie Krzyżaków. Nawet łatwo Konradowi przyszło dotrzymać danego słowa , bo król Zygmunt wysyłał go w różne strony Europy, ale ze starannym pominięciem ziem polskich.. Mijały lata. Konrad piął się po szczeblach kariery. Doświadczony rycerz stał się jednym z doradców zakonnej armii. W 1422 towarzyszył marszałkowi Zakonu, który prowadził wojska w stronę stacjonujących niedaleko Lubawy wojsk króla Władysława Jagiełły. Porażka spod Koronowa nauczyła Niempczę większej rozwagi oraz taktyki. Wojska zakonne rwały się do walki, jednak pamiętając o przyczynach swej niewoli , Konrad zupełnie niespodziewanie przeciwstawił się szybkiemu atakowi. Doradził dokładne rozpoznanie sił polskich oraz ich rozlokowanie. Polaków było zdecydowanie więcej, jak się dowiedzieli szpiedzy, wiec Krzyżacy bitwy nie zaryzykowali .Nawet rozpoczęli odwrót. Strona polska straciła doskonały moment na pokonanie wroga .Musiała niestety kontynuować długie i żmudne obleganie twierdz Zakonu. Ten czas wojenny zakończył się dosyć kompromisowym pokojem podpisanym nad jeziorem Melno w 1422.  Wówczas Jan Głowacz stwierdził, że Konrad Niempcza złamał dane słowo.
Wyzwanie rozpoczął polski rycerz zgodnie z najlepszymi tradycjami Zachodu – od dwornych pozdrowień i słów szacunku dla rywala. Następnie przypomniał mu pojedynek spod Koronowa, niewolę i złożoną wtedy obietnicę. A Konrad zobowiązał się do jej wypełnienia pod groźba utraty honoru! Przez swe czyny stracił dobre imię i tylko pojedynek mógł je oczyścić .Stwierdzał , że troszczy się o sławę i dobre imię Ślązaka , więc oferuje mu „pomoc” , czyli chęć do walki . Ponadto zobowiązał się do zagwarantowania Konradowi i jego orszakowi bezpieczeństwa podczas przejazdu przez ziemie polskie oraz odpowiednie przyjęcie na dworze, na którym miało dojść do starcia rycerzy. Wybór miejsca pozostawił wyzwanemu. Przedstawił mu aż 4 propozycje – dwór Jagiełły, wielkiego księcia Witolda , dwór książąt mazowieckich .Formą pojedynku miała być walka konna na ostre kopie. Ich zmaganiom mieli przyglądać się inni rycerze, damy oraz władca. Pojedynek miał mieć pełną oprawę wg mody rycerstwa zachodniego. O ile jednak na zachodzie Europy zwycięzca otrzymywał z rak damy nagrodę, to w tym przypadku zwycięzca miał się pokazać swej ukochanej bez zbroi. Ten warunek poddaje trop, iż Janowi chodziło o konkretną pannę i to zapewne z bardzo zamożnego rodu.
W końcowej części wyzwania rycerz z Oleśnicy zaprasza innych rycerzy , by przybyli z Konradem i zmierzyli się polskimi rycerzami. To zabarwiało pojedynek zabawowo, turniejowo , gdzie można wykazać się swymi umiejętnościami, zwrócić uwagę dam, ale i książąt. Pozwalało również przybyć Konradowi z licznym orszakiem. Pismo Jana Głowacza bardzo często odwoływało się do rycerskiego honoru rycerza z Niempczy .A gdyby chciał się uchylić od walki, byłby zniesławiony , dlatego Jan przypominał” Pomnij ,że jesteś sługą dam i dziewic.” I po tych wszystkich przygotowaniach nie mogę nic o pojedynku napisać ….

Nie wiadomo , czy do niego doszło. Wielu sądzi, że nie , bo brak jakichkolwiek wzmianek na ten temat. Była to sprawa znana , mówiło się o tym wyzwaniu , więc o wyniku tym bardziej powinny być informacje . Niestety, nie ma nic.
Natomiast Jan Głowacz szybko zrobił świetną karierę. Był marszałkiem Królestwa Polskiego , a potem wojewodą sandomierskim. Zapewne niejednokrotnie miał okazję chwalić się wyzwaniem, wiec gdyby doszło do pojedynku – sam mógłby o nim opowiadać na przyjęciach. Nie znaczy to ,że nie zyskał na tym wyzwaniu na ostre . D. Piwowarczyk uważa, że był to element gry o rękę posażnej panny z rodu Tęczyńskich. Wielu starań wymagało od młodego rycerza zdobycie jej przychylności i akceptację rodu .O niektórych nie wiemy , np. na ile jego małżeństwo wiązało się z objęciem biskupstwa przez Zbigniewa Oleśnickiego .Najistotniejsze było, iż starania przyniosły oczekiwany skutek. Rodziny się porozumiały i ślub Jana z Anną odbył się w 1424 r. Miejscem ceremonii ślubnej był Wawel , gośćmi honorowymi – królowa Zofia Holszańska i ,akurat przebywający w Polsce ,duński król Eryk. Wesele pełne splendoru . Mam nadzieję, że byli szczęśliwi. A wszystko zaczęło się zupełnie gdzie indziej , od niewoli śląskiego rycerza i wyzwania go potem na pojedynek. Cóż , każda droga jest dobra do zdobycia ręki ukochanej.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeśli ktoś chciałby  przeczytać wpis  o rycerstwie'Dawnego świata czar' musi wejśc w kategorię "Inne'. Chcialam to przypisac tej kategorii, ale  ładnie mnie poinformowano,że  musiałabym skrócić tekst. Przedtem za dlugi nie był, no. Trudno...
 
1 , 2