| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Spis moli
ADRES szamanka30@gazeta.pl
Książki 2013
Lektury 2010
Lektury 2011
Przeczytałam 2009
Przeczytałam (od 29.04.2008)
Przeczytane 2012
Przeglądam
Sieć
Wyzwanie czytelnicze
sobota, 23 października 2010
Kuchnia Neli

Wyd. Muza SA ,tyt.org. Nela`s Cookbook, tł. E.Jasińska, str. 328, wyd.VI, Warszawa 2010

 

Kilkakrotnie już wspominam ,że lubię gotować , odstresowuje mnie to ,sprawia przyjemność, stąd na blogu 2 razy pojawiły się teksty łączące kuchnię i literaturę. A dziś chciałam kilka słów poświęcić książce Anieli Rubinstein. Pamiętam , jak kiedyś w księgarni chodziłam koło niej, przeglądałam ,ale jakoś nie kupiłam . Trochę kusiła , jednak uznałam ,że mogę poczekać. Teraz jest w moim posiadaniu. Myliłby się ten , kto by sądził, że to tylko zbiór przepisów. To trochę swoisty pamiętnik żony wielkiego pianisty i równie wielkiego smakosza.

Nela Rubinstein w przedmowie przyznaje , jak wielką trudność sprawiło jej napisanie tej książki. Nie zdawała sobie sprawy na co się porywa. Nakłaniania do spisania swoich niezwykłych przepisów , w końcu uległa. Wtedy do niej dotarło ,że czytelnikowi musi podać dokładną ilość produktów, równie precyzyjnie spisać sposób przygotowania każdej potrawy. A tego Aniela nie notowała. Fruwała po kuchni - tam coś dodała , tu dosypała. Miała w palcach te wszystkie szczypty, łyżki i łyżeczki produktów , różne i ingrediencje. Ona w kuchni tworzyła. Była artystką. Poza tym przepisy były skrótowe, w kilku językach. Cóż było robić ? Należało wybrane potrawy raz jeszcze gotować ,a przyjaciółka Fela Krance szybko zapisywała, ile czego wziąć i jak przyrządzać krok po kroku.

Nela pochodzi z Litwy , potem zjeździła z mężem niemal cały świat , poznając nowe smaki. Od matki otrzymała kajecik, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Kolejne właścicielki dodawały swoje przepisy, zapisywały zasłyszane. Są w książce przepisy mamy i babci autorki, jej ukochanej kucharki z czasów litewskich - Barbarki Zinkewiczus, i wreszcie samej Anieli.

Często jakieś danie poprzedzone jest historią jego powstania , jakąś anegdotą z nim związaną. Taki pasztet Barbarki-przepis został nawet wydrukowany w „New York Times”- dziś w zwykłym domu raczej niewykonalny, ale przeczytać można. Chcę jednak zaznaczyć ,że bardzo wiele w tej książce prostych lub niezbyt skomplikowanych przepisów, na dodatek pani Nela uwzględniła też w niektórych wersję light dla tych , co liczą kalorie oraz na szybkowar , jeśli czasu brak. Świetnie czyta się wspomnienia poprzedzające przepis na nasz bigos . Żona pianisty podała go wyrafinowanym paryskim przyjaciołom męża, którym tak bardzo smakował , że stał się jej plat de resistance , w Nowym Yorku gościł na stole, gdy wydała pierwszy polski bal po wojnie , zawsze też królował podczas spotkań z rodakami.

Pani Nela i jej rodzina bardzo lubią grzyby . Ona od dziecka podążała za rodzicami ze swym koszyczkiem , zbierając do niego różne smakowitości. No niestety te najbardziej aromatyczne (i najdroższe) – trufle – to tylko we Francji i to w określonej porze. Zabawną nieco przygodę opisuje właśnie z nimi w roli głównej, choć tym razem strach pozbawił ją apetytu, natomiast uciszony był Artur , nieświadom przeżyć żony. Wspomina o przygodzie z oburzonym francuskim kucharzem barona Rotschildta , podróży przez ZSRR i kawiorze . Gotowała w różnych warunkach , dla różnej ilości osób , ale zawsze z sercem, czasem wprawiając w zdumienie np. towarzyszy kucharzy kolei transsyberyjskiej , gdy wkroczyła do ich wagonu i usmażyła jajecznicę. W trakcie podróży bywali z mężem w najlepszych restauracjach i Nela odkryła, że posiada coś w rodzaju absolutnego smaku, który pozwalał jej rozszyfrować skład nawet dość skomplikowanych potraw. Oczywiście skwapliwie z tego daru korzystała, wzbogacając kajecik potraw. Nela Rubinstein poprzez potrawy wyrażała swoje uczucie i przywiązanie do męża, rodziny , a i tradycji. „Odkąd pamiętam w naszej rodzinie posiłek był czymś więcej niż tylko zaspokajaniem głodu: był zawsze swoistym rytuałem.” (…)Poprzez gotowanie starłam się wyrazić moją radość. Przysmaki , które gotuję dla dzieci, rodziny i przyjaciół świadczą o moim do nich uczuciu.”

W tej książce znajdziemy wiele przepisów na proste i wyszukane danie , propozycje menu na różne okazje, porady, ale też anegdoty i wspomnienia 50 lat . Nie będzie tutaj kolorowych zdjęć potraw, rysunki wykonała przyjaciółka Neli Fela Krance. To wspaniały poradnik dla pań domu z takim bonusem , jakim są wspomnienia Autorki.

sobota, 09 października 2010
Z wizytą w Clamency

 

Kilka dni temu przyznano po raz kolejny literacką nagrodę Nobla ,a to wydarzenie skojarzyło mi się z pisarzem , który też ją otrzymał , a swego czasu najgłośniejsza jego powieść i najbardziej ceniona „Jan Krzysztof” przyprawiła mnie nieco o ból głowy i trochę nieprzespanych nocy. Mowa o Romain Rollandzie , który w 1915 otrzymał literacką Nagrodę Nobla w uznaniu za "wielki idealizm jego utworów literackich, współczucie i umiłowanie prawdy, z którą opisuje różne charaktery ludzkie"

 

Natomiast zupełnie inaczej czyta się powieść „Colas Breugnon” z 1919, w której pisarz złożył hołd Burgundii i jej mieszkańcom oraz swemu pradziadkowi Boniard , którego notatki stały się impulsem do napisania tej niezwykłej opowieści o ludziach, którzy potrafią cieszyć się życiem. Powieść utrzymał w tonie pogodnym , z nieskomplikowanym spojrzeniem na świat . Epatuje rubasznością i dowcipem nieco w stylu Rabelais`ego . Patronem tego etapu swojej literackiej działalności ogłosił Rolland świętego Marcina, patrona Clamecy. Jak głosi motto powieści:

Święty Marcin pije wino,
Wodę pozostawia młynom



Clemacy , gdzie mieszka bohater powieści Rollanda , to niewielki miasteczko w pięknej Burgundii , krainie najsławniejszego wina świata. Colas oczywiście tęgo popija , ale zawsze w zacnej kompanii, przy winie toczy niekończące się dysputy i filozofuje przy dzbanie szlachetnego burgunda. Wygłasza przy tej okazji praktyczne sentencje : „Popić przed pracą, popić po pracy – piękne życie" , albo „ Jeść bez picia to znaczy paczyć sobie pogląd na świat”.
Clamency , rodzinne miasto pisarza , czci święto Mięsopustu i Bachusa . Tu wszyscy są smakoszami i „w każdym domu skwierczą rondle , a cudny zapach przyrumienionego tłuszczu napełnia ulice”. A czym się raczą? Wonne szynki , wędzone w dymie jałowcowym , pasztety z dziczyzny i wieprzowiny pachnące czosnkiem i liśćmi laurowymi . Na jednej z uczt , w której brało udział całe miasto podano jeszcze szczupaki , ślimaki w skorupach , kiełbasy, flaczki, wędzonkę przerastałą , czarna potrawkę z zająca , główki baranie rozpływające się wprost na języku , „całe kupy purpurowych , pieprznych raków , od których w gardle piecze, a do tego sałatę z octem i cebulą.” Oczywiście taki ogrom jadła wymagał trunków , toteż gorliwie podlewano je winem :chapotte, mandre i vauvilloux . Deser stanowiło „cudne , tłuste, krystaliczne, chłodzące kwaśne mleczko"  i sucharki , które „włożone do wina , niby gąbka , wypijały cała szklaneczkę do dna.”
Kiedy Romain Rolland pisał te książkę – wesołą i mądrą, bez pretensji do ulepszania świata, - był już profesorem historii sztuki , noblistą , ale kraj rodzinny jakby domagał się uznania . Powstała powieść w dobrym „francuskim guście” opiewająca radość życia mimo wszystko i dająca ją czytelnikowi.
Mój Boże ,jakież dobre jest życie”- to jedno z przemyśleń tej pięknej duchowo literackiej postaci...
Twierdzi też , iż ”nie ma smutnego czasu są tylko smutni ludzie” – co wydaje się być aktualne do dzisiaj…

I tak na koniec kilka cytatów  :
„ –
Drogie owieczki moje – wołał proboszcz- pan Bóg się niecierpliwi , a obiad czeka . Tego czynić nie wolno. Czyż mamy wprawiać Stwórcę w zły humor w jego własnym przybytku? Wypierzmy swe brudy w domu, a teraz zgoda!


„ Z okazji potrawki zajęczej wybuchła zacięta dyskusja , każdy z nas podawał swój przepis, a przysłuchujący się dorzucili kilka słów. Ale cóż… tematy tego rodzaju są niebezpieczne(trzeba być złym człowiekiem , by o tym mówić z zimną krwią ), toteż gdy wmieszały się jeszcze do rozmowy dwie damy :Perrine i Jacquotte, nastąpił wybuch. Wymienione wyżej damy , specjalistki swym zawodzie, są rywalkami, a obywatele powierzają im zazwyczaj wszystkie obiady dawane w mieście . Każda posiada swe stronnictwo i każda , opierając się na zwolennikach , pragnie usunąć drugą w kąt . Śliczne to turnieje.”


„Na czas jakiś przestaliśmy rozmawiać, a raczej zaczęliśmy dyskurs ust i szczek, oddając się z rozkoszą pochłanianiu wieprzowiny z kapustą .Była różowa, wonna, rozpływała się na języku. Do tego wpiliśmy ciemnego piwa, by rozproszyć mgłę , która zasłaniała nam oczy
.”

 

Canal du Nivernais

Clamency

 

Clamency jesienią.

niedziela, 22 sierpnia 2010
Czechow o jedzeniu

A. Czechow

 

Zawsze lubiłam gotować , z przyjemnością więc czytałam też w książkach o różnych daniach znanych i bardziej egzotycznych, niektóre nawet wyprowadziłam na stałe do kuchni. I tak przypomniał mi się Czechow.

Niedawno rozpoczęło się nowe wyzwanie czytelnicze „Rosja w literaturze” . Nie biorę w nim udziału, ale tę notkę chciałam zadedykować jego uczestnikom oraz każdemu ,kogo literatura tego kraju fascynuje.

Rosjanie uważają Czechowa za najbardziej rosyjskiego pisarza, na Zachodzie przyrównywany do Maupassanta . Nie bez powodu. Czechow to wielki mistrz krótkiej formy. „Sztuka pisania – lubił mówić- to sztuka skracania ,a zwięzłość jest siostrą talentu.” W sposób zadziwiający , zachwycający potrafił tę zwięzłość pogodzić z barwną anegdotą i sporą ilością ogromnie plastycznych szczegółów .

W zbiorze opowiadań znajduje się „Syrena” . I choć nie był pisarz smakoszem w tym żartobliwym opowiadaniu z fantazją , ale też z lekką szczyptą złośliwości, choć i wyrozumiałości kreśli portrety prowincjonalnych sędziów, wiedzionych na pokuszenie przez gawędziarza –smakosza , sekretarza Żylina . „Syreni” opis zakąsek , borowików, rydzyków , kulebiaka, kapuśniaku , ryb , pieczystego jest tak sugestywny , a filozofia leniwego życia przy suto zastawionym stole niezmiernie pociągająca dla czytelnika . Niestety a może stety budzi też apetyt. Oj, marzy się taki kulebiak, kaczuszka….. Zostaje jednak tylko przeczytać tę wspaniale napisaną historię trochę z uśmiechem , trochę z nostalgią, bo czasy , gdy jedzenie było świętem i rytuałem raczej minęły.

A tak dla zaostrzenia apetytu literackiego i nie tylko fragment „Syreny”



„ – A więc , przed kulebiakiem należy wypić – ciągnął sekretarz półgłosem: tak go już poniosło, że jak słowik w czasie śpiewu słuchał tylko własnego głosu.

Kulebiak powinien być apetyczny , bezwstydny , w całej swej nagości, żeby aż ciągoty brały. Mrugnie człowiek na niego , odetnie porządny kawał , zacznie go jeść , a tu masełko z niego jak te łzy, bo to nadzienie tłuste, soczyste, z jakiem , z dróbkami cebulą.

Sekretarz błysnął białkami i przekrzywił usta do samego ucha. Honorowy sędzia pokoju chrząknął i wyobrażając sobie prawdopodobnie ów kulebiak jął przebierać palcami w powietrzu .

-Dwa takie kawałki pan zjadł , trzeci zachował pan do kapuśniaku- ciągnął sekretarz w natchnieniu – Kiedy bowiem uporał się pan z kulebiakiem , to natychmiast ,żeby nie spłoszyć apetytu , każ pan kapuśniak podawać ….

(…)

- Mój Boże, a kaczka ? Jeśli wziąć młodą kaczkę, taka , która dopiero co , o pierwszych przymrozkach zakosztowała lodu i upiec ją w brytfannie , razem z ziemniakami , i żeby ziemniaczki były drobno pokrajane , i żeby się przyrumieniły , i żeby kaczym tłuszczem przeszły, i żeby….
Filozof Miłkin skrzywił się potwornie i chciał , zdaje się , coś powiedzieć, lecz nagle cmoknął wargami, wyobraziwszy sobie prawdopodobnie pieczoną kaczkę, i nie mówiąc ani słowa , pchnięty tajemna mocą, chwycił kapelusz i wybiegł z pokoju.”

A co z innymi i o jakich przysmakach opowiadać będzie Żylin ? Sądzę, że wielu się skusi na przeczytanie niewielkiego objętościowo tekstu.

Tylko nie czytać , będąc głodnym!



----------------------------------------------------------------------------

Antoni Czechow zmarł na gruźlicę w niemieckim uzdrowisku Badenweiler 2 lipca 1904 . Wiedząc że to ostanie chwile pisarza , opiekujący się nim lekarz , przyniósł butelkę szampana i nalał mu kieliszek . Czechow wypił , stwierdzając „ Już tak dawno nie piłem szampana” i zmarł. Żona pisarza Olga zorganizowała przewóz zwłok do Moskwy , gdzie miał się odbyć pogrzeb. Na dworcu czekali przyjaciele i ze zdumieniem oraz oburzeniem ujrzeli, że trumna pisarza przybyła w brudnym , zielonym wagonie z napisem „Na ostrygi”. Był to prawdopodobnie jedyny chłodniczy wagon , wiec ze względów praktycznych właśnie on został wybrany. Mówiono również, że słynący z ogromnego poczucia humoru Czechow nie byłby urażony, ale docenił ironię przedśmiertnej lampki szampana i pośmiertną podróż wśród ostryg.