| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Spis moli
ADRES szamanka30@gazeta.pl
Książki 2013
Lektury 2010
Lektury 2011
Przeczytałam 2009
Przeczytałam (od 29.04.2008)
Przeczytane 2012
Przeglądam
Sieć
Wyzwanie czytelnicze
piątek, 28 października 2011
Spotkanie z Izabelą Sową

 

 

Lubię spotkania autorskie. To taki moment , gdy konfrontują  się wyobrażenia z rzeczywistością. Czytając książki jakiegoś autora, zaczyna się myśleć , czy w  nich znajduje się jakaś cząstka jego osobowości, przekonań, poglądów, czy któryś z bohaterów go przypomina.

Powieści kreują w pewien sposób postać  pisarza  w związku czym ma się pewne oczekiwania. Myślę, że w jakiejś mierze w czytelniku rodzi się  ciekawość - jaki jest. Co myśli, co lubi  nie tylko w dziedzinie literatury. Niejednokrotnie można zostać nieźle zaskoczonym. Nasza  wyobraźnia działa na pełnych obrotach, ale to tylko przypuszczenia  nie poparte  przecież  żadną wiedzą. Czytelnik  pragnie wiedzieć, jaki jest ten ,kto napisał ulubioną, poruszającą czy zabawna książkę. Czasem sądzimy, że będzie  to wykład , historia , jaką pisarz pragnie dać odbiorcy i nic ponad. Czemu ? trudno powiedzieć. Pamiętam niezły szok na spotkaniu z p. Chotomską . Trudno było przyjąć , iż jest tak pełna wigoru. Gdy byłam na spotkaniu z p .Terakowską , niedługo przed jej śmiercią, również poczułam ,że drogi wyobraźni i rzeczywistości mogą często się rozmijać. Chyba najbardziej lubi się spotkania , na których można do pewnego stopnia utożsamić się z pisarzem, pomyśleć, że to  taka osoba z sąsiedztwa, z którą możemy swobodnie porozmawiać , nie pesząc się, że pisze ,wydaje książki, jest kimś znanym. Osobiście  nie mam nic przeciwko spotkaniom, na których bym się dowiedziała wielu nowych rzeczy lub inaczej rozumianych czy interpretowanych. Nie zdarzyło mi się  być na spotkaniu, gdzie słuchałabym  pisarskiej gawędy .Tak jakoś wyobrażam sobie spotkanie z podróżnikiem.  Nic straconego. Każdy ma  swój styl , ułożony sposób prowadzenia spotkań. A  czytelnikom  pozostaje odkrywać go, szukać go w przeczytanych powieściach.

Nawet się ucieszyłam , gdy okazało się, że szykuje się spotkanie z p. Izabelą Sową. Byłam bardzo zmęczona , miałam trudny dzień w pracy, ale to miała być przyjemność , więc pojechałam.  Z osób prowadzących blogi spotkałam nuttę, która  relację już zamieściła.

 Wiem, że I.Sowa jest popularna, a chyba najbardziej czytane książki to te z serii owocowej. Czeka się na nie w kolejce. I tu chyba powinnam się pokajać . Nie czytałam. I tak poszłam na spotkanie nieświadoma twórczości , ale ciekawa osoby.

Uczestnicy  powoli się zbierali . Niektórzy nieco onieśmieleni , acz zainteresowani , inni nastawieni na dyskusje, dzielenie się odczuciami literackimi  lub możliwość zadawania pytań, ale nad tym wszystkim górowała ciekawość.

 Do sali weszła drobna blondynka. Początkowo nie wiedziałam ,że to p. Sowa , tak jakoś wtopiła się w ludzi. Nie  tłum, bo to było kameralne spotkanie. Gdy usiadła  i zaczęła mówić , można się było zorientować, że należy do tych, którzy spotkanie traktują jak rozmowę na wiele tematów  z drugim człowiekiem. Sama przyznała ,iż w jej wypowiedziach często pojawiają się dygresje  wynikające z chęci  pełnej informacji jak też skojarzeń płynących z już przekazanych przemyśleń.

U pani Izabeli chęć pisania objawiła się wcześnie, ale nie był to jeszcze pomysł na życie. Lubiła pisać, jak wiele dziewcząt, pamiętnik, jakieś  tajemnice nastoletnie powierzać kartkom papieru , ale powoli ubierała to w formę opowiadań. Nie zawsze kończonych , jednak słowa stawały się  bardzo istotne w wyrażaniu uczuć , emocji. Czasy studenckie przyniosły pierwsze dopracowane opowiadanie , inspirowane pewną sytuacja życiową pisarki. A potem nadszedł czas owocowej serii. Sama przyznaje ,że miała wiele szczęścia , bo jej tekst przyjęto od razu. Uniknęła wysyłania go do wielu wydawnictw, oczekiwania na odpowiedź . Po prostu  utrafiła idealnie w zapotrzebowanie czytelnicze w danym czasie. Nie ukrywa , że wiele zawdzięcza p. Koźbiejowi, wierzącemu w nią , służącemu pomocą. Potem przyszły następne książki również dla młodszego, nastoletniego czytelnika jak „Blagierka”.

Wiele z jej opowieści dotyczyło tego, co w życiu lubi, do czego ma sentyment, o czym marzy. Nie ma jakiegoś ściśle ułożonego harmonogramu dnia. Pisze , gdy wie, że jest moment , gdy towarzyszą jej bohaterowie. Niektórych  bardzo lubi, inni ją irytują np. biernością , a do niektórych nie może dotrzeć.  Może wydawać się to dziwne, bo sama ich stworzyła ,ale traktuje je jak osobne , całkowicie niezależne byty, które podejmują swoje decyzje. Zdarza się i tak, że ktoś miał być w założeniu postacią epizodyczna, ale przebojem wdziera się w wykreowany świat i żąda dla siebie więcej miejsca. P. Iza  nazywa ich niedopieszczonymi bohaterami, którzy domagają się uwagi.

  Nie przepada za  targami książki, choć doskonale wie, że jest to niezbędne dla wypromowania i książki i autora. Jednak tłumy, hałas, chaos, często jakiś rozgardiasz czy niezbyt miłe spotkanie z byłymi wydawcami  są   bardzo męczące i trudne dla niej.

Lubi zwierzęta . Ma w domu koty, wśród których prym wiedzie , ku uciesze pisarki, kotka przywieziona z zagranicy, maleńka i zabiedzona , ale o wielkiej sile przetrwania i odwadze. Czasem menażeria służy jako budzik, gdy miło w pościeli, jeszcze się niczego nie chce , one szybko przypomną o sobie. Nie przepada za dużą ilością ćwiczeń fizycznych ,ale pływać   może nawet cały rok. Nie na basenie, ale w naturalnych akwenach, bo tylko to daje największą przyjemność. Mówiąc o zwierzętach  nie wykluczyła posiadania psa, co skojarzyło się z Rumunią i jej pobytem w tym kraju. Jest nim oczarowana, a szczególnie niewielkimi miastami i miasteczkami.  Podziwia ludzi za ich godne życie w bardzo skromnych warunkach. Nie wstydzą się biedy , potrafią sobie pomagać , co taką oczywistością w dzisiejszym świecie nie jest. Sprostają dokarmianiu bezpańskich psów, choć sami niewiele mają. Jest w nich litość i współczucie dla tych , które niczemu nie zawiniły ,ale w domach w dawnym ustroju nie pozwalano ich trzymać. Nie zarabiały na siebie. Sama tez dzieliła się jedzeniem z pewnym psiakiem, ale na kontrabandę się nie zdecydowała. Mocno podkreślała , iż nieprawdą jest dość powszechne myślenie, iż to kraj złodziei. Chce przełamać stereotypy z nim związane. I z tych kilku powodów akcja nowej powieści ma się rozgrywać w Rumunii. W planach ma również książkę  dla młodzieży.

   W międzyczasie taka typowa pisarska opowieść  przerodziła się po trosze w rozmowę. Niektórych opuściło początkowe onieśmielenie i pytali o sprawy nie tylko literackie.  Pani Iza nie ukrywała też ciemnych stron przemysłu wydawniczego , co zresztą jest tematem jej ostatniej powieści. Pytana o polską literaturę stwierdziła, iż ceni panią Iwasiów  przede wszystkim za „Bambino”, p. Sylwię Chutnik ze wskazaniem na „Kieszonkowy atlas kobiet”, teksty Ł. Orbitowskiego, szczególnie te, które drukuje w „Lampie”.

  Zwykle każdy czytelnik chce wiedzieć, co czyta pisarz, jaka książka zapadła w pamięć, a może do którejś wraca. Pani Iza z przyjemnością  wraca do sagi Galsworthego. Bardzo lubi  również serial sprzed lat, choć nowy  też akceptuje(przyznaje , że nowego nie widziałam , ale stara wersja była świetna). Również Somerset Maugham znajduje ważne miejsce w lekturach p. Sowy. Ceni  literaturę rosyjską. I tutaj wspomniała o powieści W.Tokariewej "Miłość na całe życie". Poszukam.

 

  Nawet nie było wiadomo , kiedy minęły dwie godziny z panią Izą. Okazała się osobą miłą , sympatyczną , naturalną, trochę nieśmiałą i bardzo wrażliwą. Ogromnie przyjemne  , kameralne spotkanie.

 

20:23, szamanka30 , Spotkania
Link Komentarze (5) »
sobota, 08 października 2011
Tomas Tranströmer -literacki Nobel 2011

Oto nadchodzę ja niewidzialny człowiek, może zatrudniony
 przez wielką Pamięć, żeby żyć właśnie teraz.
 
 Grudniowy wieczór (1972), tłum. Roman Kaźmierski

Tomas Tranströmer. Zaskoczyło mnie  nazwisko, które usłyszłam w momencie ogłaszania decyzji Szwedzkiej Akademii. Wybrano poetę, co rzadsze. A powinno się bardziej poezję cenić. Jest o wiele trudniejszą formą przekazu, "rozmową" z czytelnikiem. Nie czytałam wierszy  Szweda. Niewiele wiedziałm. A taką niewiedzę  trzeba nadrobić, szczególnie gdy chodzi o najważniejszą literacką nagrodę. Zaczęłam szperać. Gdy przeczytałm o jego udarze, częściowym paralizu, co  nie przeszkodziło mu w twórczosci i  spotkaniach z czytelnikami- poczułam ogromny podziw i szacunek dla niego. Ile wiary  i siły wewnętrznej trzeba mieć, by ,nie mogąc mówić , odbywać spotkania autorkie. Podobno sprawa mowy to rzecz przejściowa, ale na spotkaniach jego tłumaczem jest żona. Wnioskować można zatem,że lubi czuć bezpośrednią  więź z ludźmi, kontakt z nimi.

A jego poezja?  Na blogu nutty pojawił się chyba pierwszy wiersz, jaki  większość z nas przeczytała.  

Zaproponuję jeszcze kilka tekstów, które bardzo  mi się  spodobały. Po co pisać o jego poezji,   skoro można oddać głos poecie?

 

Szwedzkie domy na odludziu

przekład Magdalena Wasilewska-Chmura

 
Plątanina czarnych świerków
i dymiących promieni księżyca.
Tu zanurzona chałupa
jakby bez śladów życia.
 
Aż rosa poranna zaszemrze‚
a starzec otworzy
okno drżącą ręką
i wypuści puchacza.
 
A gdzie indziej
nowy dom paruje‚
z motylem bielizny
co trzepoce zza węgła
 
w środku umierającego lasu‚
gdzie próchnica w binoklach
z żywicy wczytuje się
w protokół korników.
 
Lnianowłose deszcze lata
lub samotna chmura burzowa
nad psem‚ co ujada.
Ziarno wierci się w ziemi.
 
Wzburzone głosy‚
twarze mkną po drutach telefonicznych
na karłowatych rączych skrzydłach
ponad milami moczarów.
 
Dom na rzecznej wyspie
wysiaduje swe fundamenty.
Nieustanny dym – palą tutaj
tajne dokumenty lasu.
 
Deszcz zawraca w niebie.
Światło się ślizga po rzece.
Chaty na skraju urwiska pilnują
białych wołów wodospadu.
 
Jesień z szajką szpaków‚
która trzyma świt w szachu.
Ludzie ruszają się sztywno
w teatrze rozjarzonych lamp.
 
Pozwól im poczuć bez lęku
ukryte skrzydła
i energię Boga
ciasno zwiniętą w mroku.
 
  
 
Syros

przełożył Czesław Miłosz
 
W porcie Syros porzucone statki handlowe stoją bezczynnie.
Rzędem, jeden przy drugim. Na kotwicy od lat.
Caperion z Monrovii,
Kritos z Andros,
Scotia z Panamy.
Ciemne malowidła na wodzie, zawieszone na uboczu,
jak zabawki z dzieciństwa, wyolbrzymiałe,
które przypominają nam o wszystkim, czym nie zostaliśmy nigdy,
Kelatros z Piruesu,
Cassiopea z Monrovii, ocean nie sprawdza ich więcej.
 
Ale kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy do Syros, w nocy,
i zobaczyliśmy cały ich rząd w świetle księżyca, myśleliśmy:
jaka potężna flota, jakie wspaniałe koneksje!
 
 
C-dur

przełożył Leonard Neuger
 
Kiedy po spotkaniu z nią wyszedł na ulicę
wirował w powietrzu śnieg.
Zima nadeszła
gdy leżeli u siebie.
Noc świeciła biało.
Szedł szybko z radości.
Całe miasto łagodnie opadało w dół.
Uśmiechy przechodniów -
wszyscy uśmiechali się za postawionymi kołnierzami.
Ale swoboda!
I wszystkie znaki zapytania poczęły śpiewać o istnieniu Boga.
Tak sądził.
Muzyka zrzuciła pęta
i szła w wirujących śnieżkach
długimi krokami.
Wszystko w wędrówce ku dźwiękowi C.
Drżący kompas wskazujący C.
Godzina ponad męczarniami.
Ale lekkość!
Wszyscy uśmiechali się za postawionymi kołnierzami.
 
 
7 marca 1979
 

przełożył Czesław Miłosz
 
Dość mając wszystkich, którzy przychodzą ze słowami,
ze słowami, ale nie mówiąc nic,
wyjechałem na zaśnieżoną wyspę.
Pustkowie nie zna słów.
Niezapisane stronice ciągną się na wszystkie strony!
Natrafiam na ślady sarnich kopytek w śniegu.
Mowa, choć żadnych słów.
 
14:21, szamanka30 , Spotkania
Link Komentarze (4) »
piątek, 13 maja 2011
Spotkanie z Wandą Chotomską

 

Upłynęło już 2 tygodnie od spotkania autorskiego, na którym byłam . Nie miałam jakoś czasu, by choć kilka słów napisać. A spotkanie było bardzo ciekawe, zaskakujące  i inspirujące.

Pani Wanda , na którą czekaliśmy, już w drodze do sali przystanęła, bo spotkała dzieci i chciała z nimi porozmawiać. W końcu dotarła do zgromadzonych. Muszę przyznać, że od progu zaskoczyła mnie niezwykłym wigorem . Wystarczy zajrzeć  do encyklopedii  , by wiedzieć , ile ma lat. Życzyłabym sobie mieć chociaż połowę tej energii , jeśli w ogóle takiego wieku doczekam. Okazała się osobą ciekawą i otwartą na drugiego człowieka , świat, jego zmiany. Widać, że lubi  rozmawiać z dziećmi , wsłuchuje się w to, co mają do powiedzenia. Traktuje je poważnie. Czasem zażartowała z jakieś wypowiedzi, podpowiedziała , co warto zobaczyć, czego nie powinno się pomijać . Wspominała czasy swej młodości , gdy na studia z pochodzeniem inteligenckim, a jeszcze w rodzinie posiadającej nieruchomości, dostać się było ogromnie trudno. Na starcie bowiem przegrywało się kilka punktów z młodzieżą robotniczo-chłopską preferowaną w ramach wyrównywania niesprawiedliwości dziejowej.  Przywołała też  kilka wspomnień z kresów.

Na spotkaniu  czytała spore fragmenty swej najnowszej książki "Legenda o Utopcu, dziewczynie i chłopcu" , która swoją premierę miała w Opolu 27.04, a my mieliśmy to szczęście ,że wysłuchaliśmy jako drudzy legendy z Opolszczyzną związanej.

Poinformowała również  ,że niedługo wyjdzie audiobook „Wiersze dla  czterech pokoleń’, a czytał będzie Piotr Fronczewski! Ciekawa wiadomość , prawda?

Potem zaskoczyła chyba wszystkich obecnych, bo po przeczytaniu wiersza ”Jajecznica” , zachęciła dzieci do rapowania , sama dając przykład.

Entuzjazm wzrastał, a to przecież  nie był  koniec. Czekała nas kolejna niespodzianka. W trakcie odtwarzania z CD piosenki porwała dzieci do boogie woogie. Zapewniam ,że sama świetnie to zatańczyła ,a część ze mną :) Niezapomniane przeżycie. Następnie przyszedł  czas  zadawania pytań, na które cierpliwie udzielała odpowiedzi, nie dziwiąc się żadnemu. I no moment ,na który czeka się zawsze przy okazji spotkań autorskich- autografy. Wielu miało  książki pani Chotomskiej , inni pamiętniki lub kajeciki przeznaczone tylko na podpisy pisarzy.



 Zaopatrzyłam się w uroczą historyjkę „Pięciopsiaczki”  oraz książkę poświęconą  Chopinowi  - „Muzyka  pana Chopina”.  Dołączono do niej płytę CD, na której nagrano znane utwory kompozytora w znakomitym wykonaniu.

Do pani Chotomskiej ustawiła się dłuuuga  kolejka po autografy, a ona na poczekaniu wpisywała każdemu krótki wierszyk nawiązujący do książki lub imienia osby , co wywołało fale zachwytu i podziwu.

Było to bardzo miłe, ciekawe i  pełne uroku spotkanie.

 

17:33, szamanka30 , Spotkania
Link Dodaj komentarz »